Janosikowy świat

Jakieś 70 km od polskiej granicy znajdziecie się w świecie Janosika. Terchova jest malutkim miasteczkiem na Słowacji, w którym w 17 wieku urodził się Janosik, późniejszy zbójnik. My go znamy w wersji z Markiem Perepeczko, a Słowacy mają swego pół-Boga. Taki święty to on nie był, ale zuchwały na pewno.

Aby poznać jego historię proponujemy odwiedzić małe muzeum na pięterku w budynku, gdzie kanciapę na parterze zajmuje słowacka policja. Muzealna ekspozycja jest raczej mini wręcz ubogim zbiorem artefaktów etnograficznych. Szału nie ma, szczerze mówiąc. Zanim zwiedzicie ją – obejrzycie film. O dziwo jest w języku polskim… no pomijając literówki, błędy ortograficzne, łączenie obu języków. Google translator cudów sam nie zrobi… Ale doceniamy. Mieliśmy wersje okrojoną, bowiem Słowacy, którzy przyszli po nas, oglądali inny film. Ale projekt jest ciekawie robiony, bo wykorzystuje wszystkie słowackie i czechosłowackie produkcje o Zbójniku. Bilet kosztuje 5 euro, ulga studencka akceptowana – 2,5 euro.

W Terchovej polecamy smażony syr z frytkami i omaćką w Kulturalnym Domu (en face muzeum). Bardzo fajna jest tam obsługa. Ceny także do przejścia. Dwa obiady, dwie kofole – niecałe 30 euro. Zaparkujcie auto jakiś kilometr dalej pod 7 metrowym, metalowym pomnikiem Janosika.

Parking jest darmowy i znajduje się obok sklepu sieci COOP. Jakieś 3 km od niego zaczyna się szlak po Janosikowych Dierach, czyli zbójeckich dolinkach i górkach. Przy jego początku jest parking – darmowy po obu stronach ulicy. Natomiast ten przy hotelu wolny od opłat jest przez 90 minut, potem każda godzina 5 euro.

Od rozwidlenia (za dwoma skałami i wąskim przejściem między nimi) idąc do góry macie do wyboru opcję łagodniejszą oraz bardziej stromą.

Co ważne – szlaki zielony i żółty na Nowe Diery są JEDNOKIERUNKOWE !!! O czym boleśnie przekonało się wielu Polaków i Ukraińców, którzy mają ewidentny problem z czytaniem map, które są na wielkich tablicach w kluczowych miejscach. A potem był stres przy schodzeniu tyłem po niemal pionowych, metalowych drabinach.

Przewyższenie to niewiele ponad 200 m. Aczkolwiek daje w kość, szczególnie idąc po stromych, metalowych drabinach po i między skałami.

Diery należą do Parku Narodowego Krywańskiej części Małej Fatry, a na przełęczy możecie zrobić sobie zdjęcie z widokiem na Rozsutec. W bufetach (dostaniecie tu także pieczątki – jeśli ktoś zbiera) polecamy miodowe piwo. Pychota.

Na parking niebieską trasą idziecie niemal cały czas w dół (a w górach nie jest to takie pewne), jakieś 40-50 minut.

Oczywiście jak w przypadku drogi zielonym i żółtym też są metalowe kładki, drewniane poziome drabiny. Są one jednak po poziomie.

Szalone wrażenie robią wielkie skały. Czuliśmy się trochę jak w Sudetach, a trochę jak w świecie olbrzymów.

Na skałach oraz obok nich rosną drzewa. Jest tu bajkowo. Serdecznie polecamy.

AiR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *