Popatrz, to stare miasto z daleka wyglada trochę jak ułożone na szczycie Kłodzko – zauważa Romek, kiedy wysiedlismy w Bergamo przy Porta Nouva Chiesa Grazie. Jeśli macie miejscówkę w starej części miasta – spokojnie jedźcie dalej lotniskowym autonbusem nr 1 do Alta Citta.
Nasz hostel Bergamo Central jest praktycznie w centrum, niedaleko dworca kolejowego. Pokój był czysty, niewielki, skromny i brakuje w nim tylko lodówki. Klima szału nie robi. Ale cena 73 euro za noc , za dwie osoby jest naprawdę super i adekwatna do warunków. Na dole jest mały bar czynny od 11 -14. Są w razie „w” automaty z wodą, kawą, sokami.
Bergamo
Bergamo na pierwszy rzut oka to miasto z fantastycznymi (chociaż surowymi , szarymi elewacjami) budynkami ze stonowanymi w kolorach okiennicami; bankami i kościołami. Przeszliśmy uliczką wyłożoną nierównymi kamieniami, niczym na plaży. Strasznie się po tym chodzi , a co dopiero jedzie pod górę autem.

Znaleźliśmy kilka uroczych zaułków , zadbanych kącików na zlepku kamienic, co nas zachwyciło. Szczególnie , kiedy czuliśmy kuszące zapachy np. gorącej czekolady. Niektóre kamienice są pięknie pomalowane. Ogólne wrażenie umniejszają tylko żółte worki ze śmieciami powstawianie na ulice. Jutro pewno zabierze je śmierciara.

Julia Roberts tu jadła
Wreszcie znaleźliśmy otwartą pizzerię, w której podobno jadła Pretty Woman. „To co? Nam nie wolno? ” zażartował Romek. Pizza podana w jakieś 7 minut, wypiekana w pokrytym małymi, żółtymi kafelkami piecu, w którym widać palące się drewno. Pizza kosztuje tu od 8 euro w górę. Ciasto jest cieniuteńkie, mozarella i podwójne pomidory robią robotę. Pizzeria nazywa się Lantica Pizzeria Da Michele.

– Dlaczego tutaj niektóre restauracje są zamknięte? – pytam włoszki o uroczej ciemnej karnacji, w cukierni, gdzie zajadaliśmy się Cannoli, żółtą pulettą o smaku marcepana oraz zacną porcją tiramisu.
– Zamknięte? Hmm… Jest wrzesień. Mamy wakacje… I wszystko w temacie. Knajpka to Tresoldi La BoutiQuel Del Pane. Bergamo to też sklepy, outlety z ciuchami. Szczególnie ciekawy jest jeden przez który wchodzi się do Carrefoura.
A po burzy…
Prawie przez całą noc lało, błyskało się. Perspektywa wycieczki do Mediolanu oddalała się z każdą godziną. Koło 9 zamiast rzęsistego deszczu był kapuśniaczek. W hostelu nie mamy śniadania, zatem przetestowaliśmy będący nieopodal Bar Turistico.

Szczerze mówiąc – omlet – może mający 6 cm średnicy, pokrojony na zimne trójkąty , łosoś, trochę warzyw i namiastka pseudo 3 kawałeczkow chleba o wymiarach 1*2* 4 cm, nie powaliły. Ładnie wygladało, nawet nasyciło, ale spodziewałam się czegoś lepszego za 15 euro. Tost z serem i szynką za 5 euro był na wypasie.
Bergamo kolejką
Było pochmurno, ale ciepło. Decyzja: zwiedzamy Bergamo.Opcja wjazdu do starego miasta obejmuje dwa małe wagoniki, w sumie mieszczące do 50 osób, albo autobus linii 1. Tudzież spacer.

Bilety w jedną stronę od osoby to koszt 1,70 e. Jest opcja tiketu na cały dzień , dodatkowo na komunikację miejską za 4,90 e . Pani bez problemu nam wymieniła, kiedy omyłkowo kupiliśmy jednorazówki. Zrób to w Polsce…
Babiczka z Chrzanowa…
– Moja dziewczyna, pracuje w innym miejscu, jest z Chrzanowa. Byłem w Polsce: w Krakowie, Wieliczce… . Następnym razem pojadę do Gdańska,Torunia – mówi nam kelner , pracujący w cukiernice na końcu wyciągu kolejki. Kupujemy między innymi ciastko trzywarstwowe z kremem , z malinami, z ostrężynami.

Widok z podłużnego tarasu zapiera dech. Najbardziej porywają Alpy Nadmorskie, kolejno lotnisko oraz miasteczkowa zabudowa. Domy w nim są do siebie podobne także w kolorze. Jest to najbardziej monotonny element krajobrazu.

Przelew złota
Katedra św.Aleksandra, a obok romańsko – barokowa ( wejście za 5 euro) kipiąca od przepychu oraz złota bazylika Santa Maria Magiorre. To jest najważniejszy obiekt sakralny w mieście.
Cała tutejsza zabudowa jest lekko zamkowa. Podcienia. Między tym wszystkim Plac Starego Miasta z knajpkami. Na nim poustawiane kosze i doniczki z trawą, kwiatami oraz drzewa z owocami np. granatu. Ładnie to wszystko pachnie. Polecamy knajpę Lalimentarii, a w niej niezłą carbonarrę czy pierożki z serem taplajace sie w stopionym maśle.
Sikający kontrast
– Tu te freski są oryginalne. Wyrwane ze ścianami i wsadzone tu, do renowacji. One pochodzą z kościoła obok, ale i innych kościołów czy miejsc w mieście. Na środku jest rzeźba , to sztuka nowoczesna. Przedstawia leżącego i sikającego bezdomnego. Tu to kontrast i odniesienie do historii. W tym budynku był kiedyś sąd, szczególnie nad bezdomnymi – opowiada mi pilnujący w sali na pięterku , młody mężczyzna .

Ogromna ozdobiona freskami sala jest w jednym z budynków okalających Plac Stary. Z jej przedsionka można zrobić najlepsze zdjęcie bazyliki. W tej części miasta jest jeszcze między innymi kościół św. Agaty. Niewymownie wszystkie są do siebie podobne, z kopułami i niezwykłymi malowidłami w środku. Przesyt. Na Malcie czy Sycylii są podobne kształtem, ale skromniejsze.
Świat roślin
Aby zobaczyć górne piętro starego miasta warto podjechać drugą nitką kolejki. Wyprawa trwa kilka minut, ale wspomniany wcześniej widok jeszcze lepiej wygląda z samej góry. Co tam jest ciekawego? Generalnie nic. Jak w jednej piosence ” knajpa, kościół” a zamiast widoku z mostu ruiny zamku ( nie da się do niego wejść) oraz ogród botaniczny. My do niego nie doszliśmy, ale inny zwiedziliśmy na pierwszym piętrze starej części Bergamo.
Lody u Marianny.
Znaleźliśmy lodziarnię, w której wymyślono straciatella. Było to w latach 60. Ale tu kawałki gorzkiej czekolady w lodach śmietankowych są duże, konkretne, a nie taka ścinka na tarce jak u nas. Reasumując. Stare miasto jest urocze. Wysokie kamienice. Widzimy nienachalne przyozdobienia domów. Jakieś balkoniki, drewniane kolorowe okiennice. Wszystko robi wrażenie solidnych, grubych. Wąskie drogi z wbitymi w ziemię otoczakami rzecznymi. Knajpa na knajpie, sklepiki pamiątkarskie, z ubraniami, lokalnymi produktami. Nie jest to bardzo natarczywe…
Przereklamowany Mediolan
Nie wiem, co ludzie widzą w tym mieście, czym się tak zachwycają. Bo nie jest bardziej urocze niż Barcelona czy Wiedeń. Dużo klasycyzmu, secesji.

Ale fakt – jest zadbane. Natomiast cholernie zatłoczone a jazda w nim autobusami jest koszmarem. Pomijam wolną amerykankę. Kupiliśmy bilety na hop on hop off, co okazało się totalną klęską. Szybciej doszlibyśmy w te kilka miejsc na piechotę.
Technicznie rzecz ujmując
Muzeum techniki i kultury jest ogromne , pozbawione dróg na skróty . I to dosłownie. Przez co nabija się niepotrzebne kilometry. Są tam różne oblicza nauki: od sięgania do gwiazd przez pomysły Leonarda da Vinci, historię łączności po zajezdnię starych lokomotyw, omnibusa oraz tramwaju przypomnij mającego wagonik z Lizbony.
Warty uwagi jest hangar z różnymi statkami powietrznymi, statkiem morskim w naturalnej skali (robiącym wrażenie wielkością) , czy elementami samolotów z dwóch ostatnich wojen. Do tego pomieszczenia z kopiami lub znanymi obrazami na materiale.
Bilet 10 euro.
Może hidżab ubrać?
Bilet do katedry Duomo kosztuje 10 euro , a w środę 8. Z zewnątrz budowla zachwyca, ale środek jest dość przeciętny. Mam uginać kolana nad mnogością kolumn, wysokością gotyckich witraży?? Znacznie lepsze , ciekawsze w środku budowle już widzieliśmy np. daleko nie szukać – katedrę w Bergamo. A i wstęp był za darmo.

– Nie wejdzie pani tak, mamy dress kod , z boku na pani rozcięcie spódniczki – słyszę od babki z ochrony. I nic, że pod nią spodenki. I to nic, że pani pokazuje na rysunek z bluzką bez ramiączek, a ja mam zwykły T-shirt…
– To ją obniżę, założę polar. Zapłaciłam 10 euro , chce wejść, zrobić jakieś filmiki i nie mogę??? Co my tu mamy – Islam??? – zaczynam się awanturować. Pani pozwala mi wejść. Kilka metrów dalej, przez wrotami kolejna kontrola. Skanowanie ciała, otwieranie toreb i plecaków. Pytanie czy mamy nóż… .Romkowi zabierają butelkę z coca colą, bo ma gaz i tam są marmury. Odnośnie ubrań – rzeczywiście kilka pań zakutano w fartuchy z fizeliny. Kpina.
Plac z katedrą otacza kilka fantastycznych architektonicznie budynków, w tym galeria handlowa z salonami topowych projektantów. Robi wrażenie bardziej jej konstrukcja niż loga typu D&G czy Vuitton.

La Scala
Miałam inne wyobrażenie La Scali. Myślałam, że to dumnie wznoszący się w niebo budynek. A to przeciętnej wielkości i klasy bryła. Nic specjalnego. Nawet spodobał mi się zamek, w okół którego kiedyś była fosa. Ciekawe miejsce. Także architektonicznie. Chwilami miałam wrażenie bycia na Wawelu czy krakowskich Błoniach.
Odejdź, grzecznie proszę
– Barnzoletkę? – podlatuje do mnie murzyn.
–Nie – odpowiadam spokojnie.
Kolejny robi to samo. Odmawiam. Przy trzecim wrzasnęłam aż kilka osób się obróciło. Dlaczego? Bo te typy podbiegają, robią wszystko byś dotknął tego szitu z nitek. Dotkniętą, a jeszcze jak upadnie na podłogę i podniesiesz, uznają za sprzedaną. Uprzedzała nas o tym pilotka podczas ostatniej wycieczki nad Gardę.
Cały czas z ludźmi
– 12 lat temu przyjechałam z Kenii i cały czas pracuję z ludźmi. To w knajpach, hotelach, to w hop on hop off. U nas sezon trwa cały rok. Od niedzieli do niedzieli – mówi naprawdę śliczna dziewczyna , na oko po 30. Ma na imię Monika. – Ale masz rację, moja praca to codzienna podróż z jednego miejsca do drugiego – stwierdza.
Niebieska linia dojeżdża. To ostatni kurs w tym dniu, także do Dworca. Mijamy nowoczesną dzielnicę i toniemy w morzu korku. Wreszcie dworzec kolejowy zbudowany koło 1931 roku. Poraża swą potęgą, stylem pokazującym wielkość, siłę Włoch i to już od czasów cesarstwa. O czym świadczą wykute na ścianach płaskorzeźby. I to jedyne co zachwyciło mnie w tym mieście.
Ponte San Pietro
Zwiedzanie miasteczka wyszło przez przypadek, bo pociąg do Lecco nie poczekał na autobus z Bergamo. A mieliśmy 10 minut na przesiadkę. Kolejny za godzinę , a sam bilet ważny jest 3 h .

Zatem szybka przebieżka wzdłuż mieniącej się na zielono rzeki, a w tle dwa mosty oraz Alpy. Miejsce malutkie, urocze, taka pipidówa z klimatem.

Lecco
Na spontanie zrobiliśmy rejs łódką po jeziorze, który kosztował po 15 euro / od osoby. Trwał 40-45 minut. Do okoła praktycznie góry. Przepiękne.
Wdaliśmy się w rozmowę z pewnym Kanadyjczykiem, który z Como przyjechał tu na rowerze, po rejsie wraca do Como, a we wtorek do Kanady. Pierwszy raz jest w Europie i nawet mu się podoba. Pan ma przyjemny niski głos i dość ciekawą aparycję , jak na powiedzmy , na oko 50-55 lat.

W Lecco odwiedziliśmy muzeum miasta. Generalnie ekspozycja malutka , a jedyne co robi wrażenie, to puszczany z kilku rzutników wykonany dronem film z miasteczek przy jeziorze. Fantastyczne wrażenie 3d, jakby Ziemia się ruszała w około. A może to efekt degustacji wina? Wejście do muzeum plus degustacja wina ( po dwa smaki na głowę) 34 euro, sama wejściówka bez napitku 12 euro za osobę.
W miasteczku trafiliśmy też na dobre lody: 3 gałki tylko za 4,50 euro. Udało nam się kupić schabowego z ziemniakami za 12 euro, a nazwa coletto brzmi równie swojsko jak nasz kotlet. Ah no i kawę za 1 euro… wielkości espresso. Ta promocja nas skusiła. Różne odmiany makaronu z sosem czy mięsem kupicie od 8-10 euro za porcję. Co jeszcze w mieście jest do zobaczenia? Na pewno wieża, na którą niestety nie dało się wejść, a to podobno najważniejszy punkt Lecco.

Z każdej strony , z każdego wyjścia główniejszych dróg „patrzą” na nas szczyty Alp. Autobus do Como jedzie okolo1,30 h. Kosztuje ok. 3-4 euro za bilet. Odjeżdża nie z dworca głównego ( stąd jadą np.do Bellagio), ale przystanku położonego jakiś kilometr dalej.
Co pan powie, panie Volt?
Wycieczkę do Commo, by spędzić czas nad jeziorem, polecali mi wszyscy znajomi. Kompletnie nie rozumiem czemu. Jest brudne, jakoś w nadmiernie uroczych warunkach przyrodniczych też nie jest położone. No chyba, że kogoś zachwycają domy na zboczu góry. Natomiast miasteczko jest urocze, z dwoma lub trzema małymi placykami.

Na pierwszym znajdziecie katedrę i przyklejony doń urząd miasta (katedra otwarta tylko do 17.30. Na drugim stoi uroczy , niezwykle cenny bo z ok 11 / 12 wieku , niewielki kościół. Wreszcie na ostatnim postawiono pomnik pana Volty – to z jego nazwiskiem kojarzcie jednostkę napięcia elektrycznego.
Z Como wróciliśmy pociągiem (5.30 euro/ osoba) do Mediolanu, skąd za 6 euro z hakiem mkniemy do #Bergamo.
Niezwykła Brescia
Ostatniego dnia pojechalismy do Bresci – uroczego miasteczka godzinę jazdy od Bergamo. Cóż mogę powiedzieć? Koniec naszego pobytu jest chyba najlepszym dniem. Brescia nie odbiega od innych miast: kościoły i banki plus knajpy. Katedry: stara i nowa zachwycają. Pierwsza jest w kształcie koła, surowy kamień w większości a jedynie część ołtarzowa pięknie ubogacona figurami, freskami i malowidłami.
Drugi kościół już bardziej dopracowany. Po prostu inny.
Obie są na uroczym niewielkim ryneczku. Przy innym jest np. urząd miasta w starym, zabytkowym budynku. Trzeci kościół PW. Łukasza ewangelisty niepozornie wbity między kamieniczkami nieopodal tamtejszej opery. Jest malutki , a wzrok przykuwa zwisająca z krzyża postać, daleko odbiegającą od Chrystusa.
Tak, tu mi się podoba. I tu bym została. Kamienice przeróżne z uroczymi okiennicami. Na dole knajpki.

Na dworcu i przed budynkiem jest dużo dwóch grup: policji oraz imigrantów o bardziej lub mniej czekoladowym kolorze skóry. Ogólnie dużo jest w miasteczku osób o ciemnej karnacji. Nazywając to bardziej oględnie.
5 dni minęły bardzo szybko. Czy tu wrócimy? Kto wie, aczkolwiek psioczyłam na Sycylię, ale chyba wolę Katanię. Jakoś ludzie milsi i bardziej usmiechnięci.
Alicja Badetko