– Tam jest hotel, najdroższy na wyspie. Noc za 900 euro. Ale śniadanie wliczone w cenę – śmieje się wysoki , szczupły Włoch – kapitan niewielkiej wycieczkowej motorówki, rozlewając nam Proseco, gdzieś na środku jeziora Garda we Włoszech.
Samolot wylądował w Bergamo planowo. Wystarczyło przejść do hali przylotów, co wcale łatwe nie było, dla kogoś będącego tam pierwszy raz. Kojarzyłam kilku uczestników z wycieczki, którzy wsiadali w Tychach do podstawionego przez organizatora autokaru. Byli dla mnie niczym latarnie – punktami odniesienia, gdzie idziemy. W hali przylotów czekała pani pilot z odręcznie napisanym na kartce: VENUA. Na lotniskowym parkingu był już wygodny autobus, który zabrał nas do Sirmione. Mijaliśmy nie tylko tereny quasi przemysłowe, ale i gaje oliwne. Po jakiejś godzince jazdy przywitała nas lokalna pani przewodnik. I temperatura – jakieś boskie 30 stopni, na plusie oczywiście.

Sirmione
Jeśli ktoś lubi gwar, dużo ludzi, wąskie wypełnione knajpkami i wysokimi kamieniczkami uliczki, sklepy z wyrafinowanymi cenami – a raczej ze zmową cenową na pamiątki – to Sirmione będzie dla niego idealne.

Dla sfery duchowej znajdziecie tam malutkie kościoły św. Anny della Rocca i św. Marii Maggiore.
Dla ciała – kamieniste plaże oraz widok na góry z wygasłym wulkanem.

Woda, eh… błękitna, ciepła. Eden. Wpewnym miejscu wygląda jak na Jamajce. Ten fragment darmowej plaży miejskiej właśnie od barwy tego polodowcowego jeziora, kamieni na dnie, taką nosi nazwę.

Będąc tam warto zwrócić uwagę na średniowieczny Zamek Scaligerich, jeden z niewielu „zbudowany” we Włoszech na wodzie. Wejście jest z niewielkiego ryneczku.

Tu widzicie bombelki!?
– Głęboko pod nami jest woda z wulkanu. 20 metrów pod taflą ma temperaturę około 70 stopni. Zapewnia to ciepło do Term, hotelu – tłumaczy już na serio kapitan łódki. – No to, co płyniemy szybciej? – rozochocił się i cała na przód. Wiatr we włosach, Proseco żyje swoim życiem w żołądku.
Jezioro ma powierzchnię 369,98 km², długość 51,6 km i szerokość od 4 km w północnej do 17,2 km w południowej części. Otoczone jest przez wiele miasteczek, w tym np. Manerba del Garda Riva del Garda, Bogliaco, Toscolano-Maderno czy Gardone Riviera i inne.
Zimno od serca
– W tym miejscu kupicie najlepsze lody. Ale powiedzcie, że chcecie „pikolo”, czyli małe. Uważajcie, bo oni lubią oszukiwać. A potem się zdziwicie ceną – radziła przewodnik, pokazując sprawdzoną lodziarnię.

Miała rację. 3 gałki to przynajmniej 15-20 cm słodkiej, kolorowej masy w wielkim rożku. Ale jak tu się oprzeć nawoływaniom, poczęstunkom serwowanym w lodziarniach, których na jednej uliczce jest kilka. No ciężko. Co jeszcze warto skosztować? Ciasteczka.

Lemoniadę z cytryn, też można łyknąć, bowiem jest to lokalny ratytas.
Majątek za erotyki
Idąc kamiennym, podwyższonym chodnikiem wzdłuż jeziora, mijając ekskluzywną plażę z hotelu za rzekome 900 euro,

doszliśmy pod charakterystyczny żółty dom Marii Callas. Postaci tyleż uzdolnionej, co tragicznej. Dlaczego? Odeszła od męża do kochanka, który… zostawił ją dla innej. Serce wybitnej artystki nie wytrzymało tego. Zmarła młodo, w wieku 55 lat.

Cykady wydawały z siebie głośne dźwięki, które niemal towarzyszyły nam do Grotte de Catullo – parku archeologicznego z ruinami rzymskiej willi z I wieku p.n.e., będącego najprawdopodobniej domem poety Katullusa.
Jeden z z jego „utworów” dość wulgarny (choć w dużej mierze pisał erotyki) przetłumaczono z łaciny dopiero w 20 wieku. Jeśli nie interesują was ruiny, to warto wejść tam chociażby ze względu na niezwykły widok na jezioro i plaże, z których najładniejsza jest wspomniana Jamajska. Znajdziecie ją pod dokładnie pod Grotte di Catullo. Na tym terenie na pewno zaskoczy was gaj oliwny.
Iseo oaza ciszy
Z Sirmione pojechaliśmy nad jezioro Iseo do niewielkiej miejscowości o tej samej nazwie.

Jest ona urocza, cicha, wręcz smętna, ale bardziej przytulna niżeli miasteczko nad Gardą. Właśnie wygrywa dla mnie przez tę ciszę. Kilka knajpek, niewielki ryneczek i plaża przypominająca nasz trawnik. Raczej rzadko przyjeżdżają tu turyści spoza Italii.

Z Iseo już pojechaliśmy do Bergamo, gdzie z godzinnym opóźnieniem przyleciał samolot z Poznania. Zresztą nad lotniskiem padało, błyskało się. Ponad godzina w samolocie do Polski obfitowała, w większości , w turbulencje, ale mój mózg skapitulował. Mimo hałasu – zwyczajnie zasnęłam. W Tychach byłam około 03.30.
Uwagi
Ogólnie bardzo mi się podobało. Plus za lokalnego przewodnika, sympatycznych kierowców oraz panią pilot. Tylko czy nie łatwiej by było, jeśli ktoś z biura leciałby z nami? Osobiście czułabym się mniej zdezorientowaną na lotnisku po wyjściu z samolotu a przed dotarciem do hali przylotów. I to jest dla mnie jedyny mankament wyjazdu. Być może gdzieś było o tym wspomniane, ale nie przypominam sobie.
Plusem był czas wolny – najpierw pół godziny, a po zwiedzeniu Sirmione 2 h. Co w zupełności wystarcza np. na obiad, kawę lub samotny spacer z melancholijnym lub kąpielowym przystankiem na plaży.
Czy warto jechać na taki 24 godzinny wypad?
Tak, jeśli chce się bardzo ogólnie poznać dane miejsce, zaciekawić miasteczkiem czy historią regionu; aby zasmakować lokalnym jedzeniem. Innymi słowy, by poczuć klimat miejsca. To fajna zajawka przed przylotem na dłużej. Plusem są także konkretne informacje przekazywane przez pilota czy przewodnika oraz – transfer na i z lotnisk.
Alicja Badetko
organizator: Venua Tours: .https://www.venuatours.pl/
