Sardynka nieokiełznana cz.2

Wedle prognoz miało być ciepło, acz Romek wracał się do hotelu po polar. Na szczęście chwilowe zachmurzenie lokalne w Sassari nie rozciągnęło się do nadmorskiego Castelsardo. Po godzinnej jeździe autobusem ( bilet ok. 4 euro) ostatnie 15 minut wybrzeżem, naszym oczom ukazał się zamek na szczycie wzniesienia. Romek nie żartował. Cel miał jasno obrany…

Część 1 reportażu jest tu: https://2trawelersi.pl/nieposkromiona-sardynka-w-dresie-cz-1/

Zatrzymały go tylko sklepy z pamiątkami, a mnie szczególnie działy z biżuterią. Wszak Sardynia to królestwo wisiorków i kolczyków z wydobywanym tu koralem. Różnica między koralowcem z Azji, ozdóbkami z serii Fashion Jewellery ( do kupienia na portalach sprzedażowych) to kolor i cena. Z dalekiego świata jest mocno czerwony i dużo, dużo tańszy. Natomiast tutejszy bywa jaśniejszy, osadzony w srebrze 925, a ceny precjozów zaczynają się od 30-50 euro. – Dam ci certyfikat, że wydobywamy go tutaj – mówi sprzedawczyni w jednym ze sklepów , zamykając na kluczyk przeszklony regał.

Zatoka i kot

Z góry widok na zatoki zapierał dech. Kolor wody zmieniał się proporcjonalnie szybko do mocniejszego słońca. Turkus, ciemny niebieski i granat otaczały malutką wysepkę nieopodal zielonego od trawy brzegu.

Czasem do zatoki wpływała łódka motorowa. Mimo przynajmniej 20 stopni wiał wiatr a fale pokazywały swoją siłę.

Tylko mewy śmiały się z turystów z zachwytem patrzących na brązowe skały, przypominające wielkie kamienie rzucone tu przez hmm… no właśnie co, kogo??

Taka mini plaża z brązowym piaskiem oraz kamolami jest przy przedostatnim przystanku w Castelsardo.

Siedząc w jednej z knajp z widokiem na morze, do których właściciele zapraszali przechodniów, patrzyliśmy na nierówne skały tworzące wzniesienie. Na murku siedział młody kot i jego ciało zdradzało rodzące się w głowie decyzję: skoczyć czy nie… Wkońcu zrezygnował.

Czarownice z Sardynii

Nic nie pozostawia złudzeń, że tutejsze czarownice ( a przynajmniej kobiety posądzane o czary) spotykał podobny los jak na kontynencie. W tutejszym malutkim muzeum pokazano miejsce życia , procesu inkwizycji oraz sale tortur.

Nie zaskakuje nas wiele, ale spośród tutejszych muzeów to jest najciekawsze. Nudą wieje placówka rzekomo o historii miasta ( prawie nic tam nie ma), podobnie jak krypty , w których najciekawszą pamiątką jest metalowa „książeczka” z relikwiami kilkudziesięciu świętych. Do krypt zaprowadza pani pilnująca w katedrze. Wstęp do krypt to 4 euro. Jeśli kupimy combo bilet do zamku za 5 euro, to krypty i katedra są gratis. W zamku jest wystawa czasowa oraz wystawy stałe o życiu i obowiązkach kobiet oraz mężczyzn. Oprócz tego zachwyca wspomniany widok.

Wzniosła Wiara

Szalenie piękne są tu dwa kościoły. Do trzeciego, na samym dole nie warto iść. Kościółek św.Marii ( Santa Maria de la grazie – LINK DO FILMIKU https://youtube.com/shorts/yn4G6Y_Avks?si=-29ItGBkXFrALoL_) z czasów średniowiecza jest niewielkim acz urokliwym miejscem. Uwagę przykuwa nie tylko ołtarz główny, ale i boczne. Przy jednym z nich rozpoznajemy św.Barbarę. Natomiast Katedra pw. Św. Antoniego (Link do filmiku https://youtube.com/shorts/c5OX1CScNng?si=UJV2l2yw_s9K6qVQ) również jest niewielka i gdyby nie było krzyża na szczycie jej wieży zwieńczonej małą kopułą, to uznalibyśmy to za zwykły dom.

Alghero

Fantastyczna promenada wzdłuż morza, woda w odcieniach niebieskiego i część plaży w stronę portu zawalona śmierdzącymi chyba wodorostami, trawą morską? Widać, że coś z tym robią, albo właśnie w kierunku centrum przesunęli zwały morskich śmieci.

Plaża Alghero: https://youtube.com/shorts/irGJbojdHcU?si=dW8L4z7WFdh2CGQV

Alghero to urocza, ale totalnie komercyjna destynacja, do której warto pojechać w celu leżingu, plażingu i niczego więcej. Sezonu jeszcze nie ma, ale wielu Polaków spotkaliśmy. Ceny jedzenia nie zaskakują, ale pamiątki im bliżej centrum są coraz droższe. Standardowo.

Centrum jest przyjemne, średnio czyste a co kawałeczek są sklepy z pamiątkami, z których najważniejsze są ozdoby z koralem. Wszak Alghero z niego słynie. Jest tu nawet jego muzeum.

Muzeum koralu

Wstęp kosztuje 7 euro od osoby i naszym zdaniem nie jest tego warty, a zawartość półeczek nie powala. Już więcej ciekawszych modeli biżuterii jest w pierwszym lepszym sklepiku. W ogrodzie drewniane modele koralu, albo coś co ma je przypominać. Słabe. Zresztą oceńcie sami.

Wracając zahaczyliśmy o malutki kościółek PW.św.Franciszka. (Lnk do filmiku https://youtube.com/shorts/wawLmesmFwQ?si=ntSeudWBfdHK1XbS). Niezwykłe są w nim ołtarze boczne. W jednym z nich jest polski akcent: obraz Maksymiliana Marii Kolbego. Dzień się kończy, już nie mam oczekiwań ponad miarę… parafrazując poetę.

Bossanowa…

Podobno trasa między Alghero i Bosą jest jedną z piękniejszych na wyspie. Ciągnie się prawie cały czas górzystym wybrzeżem a z drugiej strony patrzymy na morze. Urwiska lub budzące respekt zarośnięte bardziej krzewami niż drzewami wzniesienia, wcinające się w ląd małe i duże zatoki. Czasem na równiejszym terenie postawione są niewielkie domki. Mijamy kilka specjalnie przygotowanych punktów widokowych.

Bosa jest malutka, ale pełna krętych uliczek i kolorowych ścian domów oraz kamienic. Czasem każde z nich ma inną barwę. Idziemy na zamek do góry po wysokich schodach wzdłuż mini poletka.

Z najwyższego jej punktu Bosy na miasto „zerkają” ruiny zamku. Pod nim roztacza się urocza panorama przechodząca z zamglonych gór po morze potem znowu przez miasteczko i wbiega w góry. Łososiowe dachy przypominają mi jeden z widoczków na puzzlach.

W zamkowym kompleksie jest mały kościółek z ok. 13 wieku , po przebudowach , w środku z przepięknymi freskami pochodzącymi z 14 wieku. Oto link do filmiku: https://youtube.com/shorts/1_PltJywNso?si=gGGtsC3S5-J2XXUH

Bilet do kompleksu – 5 euro.

Przy głównej ulicy miasteczka jest między innymi muzeum wnętrza, ale jakoś nie weszliśmy. Mieliśmy tylko 4 h., ponieważ jedyny powrotny autobus do Alghero jechał o 16.40. A pierwszy o 10.40.
Z powrotem wsiadaliśmy przy dawnej stacji kolejowej, gdzie bus kończy jazdę.

Ale już na jednym z kolejnych postojów, za mariną czekał tłum może 40 osób. Nie wszyscy zmieścili się. Na szczęście podjechał drugi pojazd , podstawiony szybko na tę trasę. Po ponad godzince jazdy byliśmy już w Alghero. Szybki spacer do katedry, która niewiele zaskakuje. Jest podobna do innych kościołów, gdzie ołtarza „bronią” kamienne lwy. Grupka starszych osób odmawiało głośno różaniec. Dwójka dzieci biegała od nawy do nawy… Link do filmiku: https://youtube.com/shorts/7dDSVduuBUY?si=VNbxAQVIz7RFc2Ry.

Dzień zakończyliśmy oglądajac zachód słońca w Mare Sport, knajpce przy plaży, z widokiem na morze.

Fart w Fartili

W ostatni dzień podjechalismy do Fartili, gdzie akurat kręcono film. A potem podeszliśmy trochę wybrzeżem do zatoczki. Filmik tu: https://youtube.com/shorts/vr2_2CdRqQ8?is=OeHFbVOkfQB-fp0e

Nie da się tam iść plażą, ponieważ jej nie ma. Są skupiska kamieni, skał pod domami, których okna wychodzą na turkusową wodę. Pozostaje przy uliczny chodnik.

Ale stamtąd morze wygląda bajecznie. Turkusowy odcień ma tam, gdzie na dnie zalega piach, a ciemność to rozwijająca się na dnie roślinność. Jest ona co jakiś czas wypluwana przez morze na brzeg. Widzieliśmy je w zatoce oraz na plaży w kierunku do Alghero.

Dodajmy do tego widoku urokliwą roślinność: palmy, fioletowe kwiaty pewno jakiś sukulentów, rosłe aloesy… Oczywiście część plaż ma niesamowity biały piasek…

Po jakiś 30 minutach broczenia po kolana w ciepłym morzu wyszliśmy na ulicę, jak się okazało Jana Pawła II. Prowadzi ona do naszego hotelu. Po drodze jest kilka punktów gastronomicznych.
– Na stolik trzeba poczekać 10 minut – mówi kelnerka w jednym z nich.

Po 4 km marszu po plaży, ulicy, wydmach wróciliśmy do hotelu. Lazania w Mare Sporto… Zakupy… Pakowanie… Jutro do domu.
Było fantastycznie. Takie chwilowe odrealnienie od codzienności polecamy każdemu, choćby raz do roku. Ciao.

Refleksje

Czy my wrócimy na Sardynię? Oczywiście, tylko na południe. Dla mnie ich włoski jest prostrzy do zrozumienia niż na Sycylii, czy na północy Włoch.

Kolejna rzecz – hotelowe gwiazdki… Mamy wrażenie, że hotele w Polsce są na lepszym poziomie. Mieszkaliśmy w rzekomo 3 i 4 gwiazdkowych (akurat była fajna cena) i różnicy znacznej nie widzimy, a i w tym „lepszym” klima chodzi jakby nie chciała…. A wersja „superior” niewiele znaczy. Śniadania lepsze, bardziej urozmaicone – były w *** niż tu w ****.

Włoscy kelnerzy nie zawsze mówią po angielsku, o francuskim warto zapomnieć. Czasem ci znający język Szekspira nie zakładają, że ktoś chce rozmawiać z nimi po włosku.

Komunikacja autobusowa na Sardynii jest rzadka i pod tym względem przebija maltańską. Tam bowiem mimo rozkładu kursu może nie być. I biorąc pod uwagę korki, jest to normalne. Bilety są do kupienia u kierowcy, który je podpisuje datą i godziną. I co ważne- są kontrole biletów przez pracowników organizacji. Panowie nie różniący się strojem od kierowcy np. podjeżdżają autem na przystanek i trójkami (akurat my tak mieliśmy) przechodzą przez autokar. A trzeba powiedzieć, że standardem przypomina on nasze pojazdy i to z wyższej półki niż Autosan czy Neoplan.

Kupując bilet warto mieć trochę gotówki. W większości sklepów zapłacicie kartą. Czasem na targu czy w sklepikach przyda się waluta. Ceny biletów do muzeów zamykają się maksymalnie w 10 euro. Głównie to jakieś 4-5. Włosi są serdeczni, śmiejący się, choleryczni, cudnie mówiący całymi sobą.

Alicja Badetko

Podsumowując:
7 dni, 8 miejscowości, średnio przeszliśmy około 80 – 90 km

Informacje praktyczne
Bilet na zamek – 5 euro
Bilet dzienny Alghero – Bosa ok. 8 euro

Bilet Sassari – Alghero 3,10

Autobus jedzie około godziny.

Muzeum Koralu – 7 euro

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *