Przez przypadek trafiliśmy do indyjskiej restauracji „Szafirowy Słoń” w Tychach. Miałam pewne obawy. Całkiem niesłusznie, bo …
…bo nigdy nie byłam w Indiach. Nie znam tamtejszych smaków. A tu miłe zaskoczenie. Może w restauracji jest specyficzny zapach, który witam nas od wejścia. Ale szybko człowiek się do niego przyzwyczaja i nie zauważa. Karta nie jest drastycznie długa, a do tego potrawy widzimy na zdjęciach. To ogromny plus.




Przystawki że zdjęć powyżej przypadły nam do gustu, a szczególnie sosy. Mnie miętowy, Romkowi amarantowy i z mango. w tych „pierogach” był farsz chyba ziemniaczano- mięsny plus ciecierzyca. Potem już było jeszcze smaczniej.




Zanim sympatyczna kelnerka przyniosła danie główne otrzymaliśmy szklankę gęstego napoju mlecznego z mango oraz chlebek. To darmowy prezent z okazji urodzin lokalu. Pychota.

Wreszcie na stół wjechał ryż duszony z kurczakiem. Lekko, idealnie doprawione , szczególnie dobra baranina. Można poprosić o danie lekko, średnio lub mocno doprawione.




Nie byliśmy w stanie zjeść wszystkiego. Spytacie co do picia polecamy? Piwko, bo niby co innego. Zerknijcie na nazwę a zrozumiecie uśmiech Romcia🤣. Trunek typu lager z lekką nutką goryczki .


Polecamy i wrócimy🙂
txt, zdj.AiR.
