3-4 dni w Holandii to dużo i mało. Na pewno to dobry czas, by posmakować ten kraj. My lecieliśmy tam dwudziesty któryś raz i nadal nie zobaczyliśmy wszystkiego .
-Niestety, obiad serwujemy do 16. Możecie zamówić steka. Tylko kuchnia czynna jest do piątej – mówi szczupła brunetka w Louwman Museum (muzeum starych samochodów) w jednej z dzielnic Hagi. Było kilka minut po szesnastej. Zdecydowaliśmy się wrócić do centrum miasta. Lubimy Hagę za mieszkankę nowoczesności pod postacią szklanych domów oraz typowej niskiej, kamienicznej zabudowy.

Do tego jest tu różnorodność ciekawych miejsc. Od budynków rządowych – Haga to stolica administracyjna Królestwa; przez fantastyczną plażę – z młyńskim kołem na molo oraz położonym obok hotelem przypominającym sopocki Grand Hotel, po Madurodam – park miniatur z najważniejszymi miejscami lub obiektami w tym kraju. Co jeszcze zaskakuje? Np. dom przez który przejeżdżają tramwaje, różne rzeźby w tym kobiety z penisem i trzema rękoma. A jak będziecie na dworcu uważajcie, by nie pomylić peronu metra z miejscem odjazdu pociągów. Zapewniam można się tu zgubić. Kolej, metro, tramwaje, autobusy w praktycznie jednym miejscu, na różnych poziomach.

Prywatne skarby
Natomiast Louwman Museum jest miejscem wyjątkowym. To najstarsza, bynajmniej w Holandii ,prywatna kolekcja starych samochodów z 19 i 20 wieku. Bilet wstępu to 20 euro. – Wystawa zaczyna sie na drugim piętrze i schodzicie na dół – mówi pani w kasie. Na wskazanym piętrze postawione za szybą są zabytkowe automobile. Chodzi się korytarzem w ciemności a pojazdy magicznie podświetlono. Szyby nieskazitelnie są czyste.
Za najstarszą częścią, dumnie poustawiano rocznikowo już nie tylko samochody, ale i motory w tym Indiany, Davidsony czy Yalle. Kolekcja jest tematyczna. Mamy auta sportowe i typowo wyścigowe. Mamy hybrydy. Mamy pierwsze elektryki i niekoniecznie pochodzą one z minionych lat. Znajdziecie Lincolna oraz Desoto grające w „Ojcu Chrzestnym” lub Astona Martina znanego z Bonda („Goldfinger”). Jest Cadillac, należący kiedyś do Elvisa Presleya oraz samochód, którym jeździł Winston Churchil. Są samochody amerykańskie np. Dodge lub Chryslery, Fordy, Studebakery; brytyjskie np. Aston Martin; włoskie- Fiaty, Alfa Romeo, Maserati oraz Ferrari; francuskie – Citroen, Panhardy z np. 1927 r., indyjskie – Cygnet (1920) czy niemieckie w tym Volkswagen Garbus lub 166 Schwimmwagen, czyli pływające cacko z 1943 roku.
Warty uwagi był Mercedes Bens z 1933 roku, należący do ostatniego cesarza Niemiec… Lecz największe wrażenie zrobiły te najstarsze pojazdy np. De Dion z 1887 roku lub pierwszy 4 cylindrowy samochód w historii: Buffum z 1895 roku. Niezwykła jest rekonstrukcja Benz`a z 1986 roku, w skali 1:1. Wzrok przykuwa też pochodzący z 1903 roku holenderski Spyker – pierwszy na świecie samochód z 6 cylindrowym silnikiem (palący 8 l/100 km), z napędem i hamulcami na 4 koła, który brał udział w rajdzie Paryż – Madryt. Dla ciekawostki wspomnę, że jego maks. prędkość to 110 km/h.

Całości dopełniają elementy, na jakie mało zwraca się uwagę w samochodzie np. przepiękne złote trąbki i lampy. Ostatnim miejscem, jakie was tam zaskoczy, to imitacja starego ryneczku miasteczka. Oczywiście jest ze sklepami z asortymentem lub usługami samochodowymi. Bardzo polecamy to muzeum. Tu nawet krzaki przed budynkiem przypominają kształtem samochody. Na spokojnie rezerwujcie 2-3 ja na odwiedzenie kolekcji.
Pomnik prostytutki
Zbliża się 18. Ludzie robią sobie zdjęcia na tle zachodzącego słońca, stojąc przy amsterdamskim Targu Kwiatowym. To miejsce znalazło się nawet na puzzlach. Mamy takie:) Z obu stron szerokiego kanału stoją , jeszcze nie przechylające się, kamienice. Po lewej stronie jest kilkanaście namiotów, w których kupicie kwiaty, woreczki z cebulkami, magnesiki i inne pamiątki. Tu też są sklepy z tanimi suwenirami, serami, koszulkami.

Tu także zjecie. W jednej z knajp miały być nagradzane hamburgery. Jedliśmy ostatnim razem. Szału nie było. Wracając na dworzec przeszliśmy przez przerażającą a jednocześnie intrygującą Red Light District. W tej dzielnicy tyleż dramatu kobiet co „rozkoszy”. Obok knajp, sklepów z gadżetami erotycznymi (w tym jeden całkiem nowy z przeróżnymi w kształcie kondonami), gabinetów rozkoszy i streepteasu jest dawny stary kościół, przy którym ktoś postawił pomnik prostytutek – nazywanych tu z szacunkiem: „sexworkers”.


W Dzielnicy Czerwonych Latarnii jest Muzeum Prostytytucji. Raczej dla ludzi o mocnych nerwach. Polecam, chociaż tu wchodzi się pierwszy i ostatni raz. Po drugiej stronie, za kanałem, na Damrakstraat jest Venus Temple. Muzeum seksu. Jedno z najlepszych, bo najwykwintniejsze i zrobione ze smakiem , miejsce o tej tematyce, w jakich byłam. Podobnie gustowne, choć stworzone z mniejszym poczuciem humoru, znajduje się w Barcelonie. Co ważne i bardzo mocno egzekwowane – w RLD nie wolno robić zdjęć pracującym tam dziewczynom.
Amsterdam na palach
Ale Amsterdam to kamienice, kanały, fantastyczny i budzący lekką zazdrość luz pływających łódkami po kanałach lokalsów lub gości. Przyjedźcie tu w Dzień Króla, to zobaczycie jak przez te miejsca przepływają setki łódek , którymi kierują ubrani na pomarańczowo głównie Holendrzy. Wtedy nawet ciastka mają polewę w kolorze pomarańczy.

Czy wiecie, że miasto zbudowane jest na palach? A jaki przedmiot najczęściej jest kradziony? Rower oczywiście;)



Wracamy pociągiem do Eindhoven, gdzie mamy bazę wypadową. W Utrechcie, wsiada grupka upalonych, głośnych, mężczyzn śpiewających do akompaniamentu jednego z nich, grającego na ustnej harmonijce. Próbuje on nawet grać na zgiętej puszce po słodkim napoju, który wcześniej rozlany został w przedziale. Chłopcy w świetnych humorach wracają z meczu. Nikt nie reaguje na ich zachowanie. Nikt nie zwraca ani na nich, ani im uwagi, chociaż w wagonie siedzi sporo ludzi, w tym kilku postawnych mężczyzn. Wysiadają jak my w Eindhoven, które cóż… należy do mało bezpiecznych miast Niderlandów.

Dlatego nie dziwią częste kursy policji (nierzadko władza jeździ Mercedesami!) czy straży miejskiej po chodniku między knajpami, głównie w centrum miasta. Tym bardziej, że niedawno były, akurat w Hadze, głośne protesty przeciwko nadmiernej liczbie emigrantów. Jakiś czas temu też jeden z nich zgwałcił i zamordował młodą Holenderkę , chyba w Amsterdamie. Policja nie zdążyła nadjechać… .
Taka jedyna
– Ta lokomotywa jest pierwszą i od niej wszystko się zaczęło. Jest z 1881 roku. Z setek jakie wyprodukowano w Londynie, zostały dwie. Właśnie nasza a ta druga jest w Australii. Te lokomotywy ciągnęły tramwaje. Druga, która stoi w tamtej części hangaru, jest kilka lat młodsza – mówi starszy przewodnik w Muzeum Kolei (Museum StroomTram Hoorn – Modemblik) , które jest na dworcu w Hoorn.
Niektóre wagony lub lokomotywy budowane są od postaw. Inne mają sporo oryginalnych części. Pracujący tam mechanicy są wolontariuszami. W muzeum można także obejrzeć krótką historię holenderskiej kolei oraz przez chwilę wczuć się w rolę dróżnika.

Z Hoorn jest możliwość wycieczki kolejką wąskotorową do Modemblik. W jedną stronę trwa ona ok 2h. Natomiast w samym
Hoorn
warto udać się do starego portu, w którym zacumowane są stare i odrestaurowane statki.
Jest też kino i muzeum 20 wieku. Jest nienachalne, ciekawe. Raczej na luzie pokazano najważniejsze rzeczy związane z rozwojem technologicznym kraju. Są tu odbiorniki radiowe, telewizyjne, telefony, gramofony oraz wyposażenie mieszkań pochodzące z lat 60-70. Do tego kolorowe zabawki. Szczególnie cieszy ruchome miasteczko z kultowych klocków Lego, w którym jeżdżą pociągi, latają samoloty, jest baza kosmiczna…

Dom w drzewach
– Skąd jesteście, z Francji?
-Nie, z Polski…
-To „dzień dobry”, „zapraszamy” – mówi po polsku starszy mężczyzna, w muzeum znajdującym się w jednym z domów – „drzew / kostek” (Kubuswoningen) w Rotterdamie na Blaaku. Na niewiele ponad 50 m2, na trzech pięterkach, można urządzić całkiem przytulne mieszkanko. Tamto jest w stylu lat 70. I nie do wiary, jak wiele może zmieścić się w domku w kształcie sześcianu. Kuchnia, sypialnia, salonik. Najbardziej kosmiczne są ściany ułożone pod skosem. Kiedy kilka lat temu spaliśmy w domku obok (hostel sieci Stay Ok), najtrudniejsze było spojrzenie w dół, krzywe ściany i malutka powierzchnia pomieszczenia. Myjąc ręce w łazience opieraliśmy się o drugą ścianę.

Domy drzewa powstały początkiem l. 70 w Helmond nieopodal Eindhoven (zdjęcie poniżej). Ich architektem był Pieta Blom.

Architekt za cel postawił sobie stworzenie lasu w mieście. Kolejne zbudowano właśnie w Rotterdamie. Obok „kostek” w „Rotku” jest jeszcze kilka ciekawych, futurystycznych budynków, przypominających mi np. ołówek…

albo wielki telewizor z kwiatami w środku… a obok jest najbardziej ekskluzywna ulica w mieście. Czego chcieć jeszcze?:) Nam bardzo podoba się dworzec kolejowy. Podobnie ciekawa bryła jest w Arnhem.

W powyższym kolorowym budynku sa zarówno biura, jak i mieszkania prywatne. A pod powierzchnią ziemi, kolejne 2 poziomy raju dla zakupoholików.
Kilka dni minęło bardzo szybko. Za rok wracamy. Może wreszcie do Fryzji, bo to jedna z trzech dzielnic, która jeszcze została do zwiedzenia.
Alicja Badetko
zdj.A i R
Alicja
To tylko mały wycinek Holandii..
Więcej zdjęć, reportaży i polecajek o tym kraju na mojej innej stronie: TUUU https://holandiazdjecia.wordpress.com/
Inne nasze teksty o Holandii na www.2trawelersi.pl :
Alicja Badetko