Piekielne lato

„Wycieczki po mieście meleksem!”, „Gdzie panią / pana zawieść?”, „Kwatery w Helu!’ – młodzi ludzie zasypują propozycjami rzeszę turystów, która właśnie wysiedła z pociągu, z Gdyni. Chyba wszyscy idą na zaplanowaną o 14 -tej ostatnią inscenizację w ramach DDay Hel, czyli lądowanie wojsk na polskiej plaży niczym w Normandii, w 1944 roku.

Tegoroczna impreza trwa już trwa od kilku dni. Z zazdrością oglądam zdjęcia z poprzednich wydarzeń: pokazu mody lat 40., inscenizacji ewakuacji 1939 na Bulwarze nadmorskim czy relacje video z koncertu muzyki w wykonaniu zespołu Big Band. W sobotę 26 sierpnia niewiele już zostało atrakcji, ale wśród nich jest najważniejsza – walka rekonstruktorów poprzebieranych za Niemców i Amerykanów. Miejsce akcji – helski Cypel.

Już około 12.30 plażing zakłóca hałas wjeżdżających samochodów, motocykli a nawet czołgów. Miejsce desantu odgrodzone jest taśmą. Okopy i zasieki są przygotowane.

– Nie, tu nie wjeżdżamy. Tam proszę się ustawić…. idealnie – dyryguje młody chłopak.

Na około niby planu zdjęciowego ustawiają się widzowie i uczestnicy DDday Hel przebrani w stroje z lat 40.

Kierowcy samochodów opowiadają z dumą o swoich maszynach. – Kupiłem go od francuskiego oficera. Zrobiłem go potem po swojemu – słyszę za mną głos rosłego mężczyzny z lekkim wąsem, ubranego w mundur wojsk alianckich. Zresztą praktycznie wszyscy z grup rekonstrukcyjnych mieli na sobie stroje przypominające ubiór reprezentowanych przez siebie wojsk głównie: amerykańskich, niemieckich.

Godzina „W”

Zbliża się 14. Tłum gęstnieje i… zaczyna padać deszcz. Rekonstruktorzy grający Amerykanów są już w wodzie po pas, trzymając do góry broń. W bezpiecznej odległości ustawiły się kutry turystyczne Morgan, Maszoperia i holownik Ocean. Dla gości nimi podróżującymi to szczęśliwy dzień. Mają chyba najlepsze miejsce widokowe na cały szeroki plan.

Normandzki cypel

Rozpoczęło się. Żołnierze wychodzą z wody. Czołgają się po plaży. Nad głowami, co kilka minut przelatuje samolot zrzucający „mordercze” ładunki. Wybuchają one jeszcze w powietrzu. Inne podłożone w piasku, co chwila dodają grozy całej sytuacji. Wielki, robiący wrażenie, ładunek zostaje zdetonowany na plaży. W górę ” idzie” słup złotego ognia w otoczce czarnego dymu.

  • Łałłłłłłłłł – krzyczy za każdym razem stojąca obok mnie 3 latka. Jej ojciec dodaje: „No , jak w Sylwestra strzelają”

Nadjeżdża czołg. Wymiana strzałów. Wypada z niego żołnierz, a drugi -wyskakujący z pojazdu -próbuje mu pomóc. Bezskutecznie. Wykonuje ręką wymowny krzyż. Strzelanka trwa jeszcze chwilę i plaża zostaje zdobyta . Niemcy pokonani. To oczywiście jest w dużym skrócie.

Fachowo i bez zbędnego nudzenia całą sytuację omawia na bieżąco komentator. Grupy rekonstrukcyjne zrobiły kawał dobrej roboty.

Na naszym FB jest filmik – kliknij

Wszyscy, nawet „pokonani”, dostają solidne i zasłużone brawa. Kolejnym elementem wydarzenia było opuszczenie flag i oficjalne zakończenie 17 DDay Hel.

Bateria Laskowskiego

Po drodze z i na Cypel mijam Baterię Laskowskiego. To działo152,4 mm nazywa się też baterią cyplową. „Już 3 września miał miejsce pojedynek artyleryjski, w którym polskie pociski trafiły w maskę działa niszczyciela Leberecht Maass. Trafienie w maskę działa „Leberecht Maassa” zgłosił zarówno dowódca baterii im. Laskowskiego kpt. Zbigniew Przybyszewski oraz niemiecki kontradmirał Lütjens. Przez wiele dni bateria Laskowskiego toczyła pojedynki artyleryjskie – przede wszystkim z pancernikami Schleswig-Holstein i Schlessien” – podaje strona Muzeum w Helu .

Jego nazwa pochodzi od Helidora Laskowskiego, który był inżynierem artylerii morskiej i działał na rzecz stworzenia w Helu silnie uzbrojonej bazy lądowej. Bateria wyprodukowana została w Szwecji. Pierwsze próby strzelania z niej miały miejsce w 1935 roku. Niestety, kiedy wybuchła wojna, Laskowski już nie żył. Umarł kilka lat wcześniej w wieku zaledwie 38 lat. Dowódcą Baterii został kpt. Zbigniew Przybyszewski.

Dzisiaj jest to jedna z części helskiego muzeum. Zwiedzać można dwa pomieszczenia na dole Baterii, z pamiątkami dotyczącymi między innymi Przybyszewskiego, który został skazany na śmierć w tzw. procesie ” 7 komandorów”.

Do Arnhem by się szło

Wracając z widowiska mijam komisję wojskową, za którą rozstawiono kilka namiotów i drogowskaz ze strzałkami do holenderskich miast: Arnhem, Driel , Nijmegen. To miejsca walk i zrzutów polskich żołnierzy pod wodzą gen. Stanisława Sosabowskiego. Dziś w Arnhem, w dzielnicy Osterbeek jest muzeum oraz cmentarz, na którym pochowani są soldaci z wojsk alianckich, w tym polskich. Jeśli kojarzycie operację Market Garden, to, to są te miejsca i ci ludzie. A jeśli oglądaliście film „O jeden most za daleko”, to rynek w Nijmegen „grało” … centrum Eindhoven😉. W Driel z kolei znajduje się pomnik gen. Sosabowskiego i tablica go upamiętniająca. A kiedy odwiedziliśmy tamtejszy kościół akurat była w nim wystawa poświęcona polskim żołnierzom i między innymi operacji „MG”.

Tak, byliśmy w Arnhem. Nie jako grupa, ale indywidualnie. Ja byłem w tamtejszym muzeum razem z wujkiem – opowiada mężczyzna koło 50. Za chwilę podchodzi do niego dziecko i staje na wadze. Pan zabiera się za ważenie. Odchodzę, by mu nie przeszkadzać w pracy.

Ludzi jest od groma i czasami mam dziwne odczucia, kiedy mijają mnie żołnierze różnych wojsk (od powietrznych po lądowe) z karabinami. Tym bardziej, że mamy w Polsce pokój, żadnej wojny. Dziwne to obrazy dla nas, ale nie dla mieszkańców miasteczka. Przecież to dawny teren wojskowy. Cofnijcie się do granicy Juraty i Helu, gdzie są ślady punktu granicznego. Bystre oko dostrzeże to samo na wylocie z miasta.

Pokaz pojazdów

W tym roku była rekordowa liczba pojazdów. Łącznie z samolotem aż 87. Poza jeepami, motocyklami, były historyczne armaty, samochody pancerne oraz czołgi. Tu mamy filmiki z naszego fanpage:)

Pierwszy filmik z parady KLIKNIJ

Drugi filmik z parady – KLIKNIJ

Dzień pięknie zakończony takim zachodem słońca:)

Alicja Badetko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *