–Paulina była młodą dziewczyną, która została tu zamordowana przez szaleńca, w styczniu 2022 roku. Nie wiadomo dlaczego. Malta to przecież spokojne miejsce – mówi brunetka po czterdziestce, kiedy zapala znicz. Zostawia go przy tablicy upamiętniającej tragiczne zdarzenie. Z parku patrzy na nas wielki kot, z przyczepioną na szyi, zawieszką z napisem: Paulina Dębska.
W pierwszej chwili myśleliśmy, że to pomnik – forma ekspresji, autorstwa Polki. Szybko rozwiano nasze podejrzenia. Paulina Dębska, 29 latka, dokarmiała w parku poniżej promenady, w Sliemie, bezpańskie koty. Według informacji prasowych przed śmiercią została zgwałcona, uduszona. Sprawca był uznany za niepoczytalnego. Informowały o tym media polskie, ale i maltańskie. Autorem zerkającego na przechodniów kota jest Matthew Pandolfino.

Dla nas to był jeden z trudniejszych momentów pobytu. Z jednej strony, kilkaset metrów dalej w zatoczce, nad wodą po linie chodzi mężczyzna, w knajpach toczy się życie, a tu łzy naszej rozmówczyni. A powiedzmy sobie szczerze, mimo maltańskiego katolicyzmu, podejście do śmierci jest tu dość luźne.
Musisz mi wybaczyć
Sliema jest uroczym miasteczkiem przez które wiedzie promenada niemal do samej Valletty. Kursują przy niej autobusy między innymi do takich kurortów jak St. Julian, St. Paul czy promowej Cirkiewwy. Tego dnia wracaliśmy z St. Julian, gdzie trafiliśmy przez przypadek. Bowiem w Vallettcie wsiedliśmy do autobusu, który przyjechał jako 13, a po załadowaniu przez turystów zmienił się na TD13.
–Przepraszam. Musisz mi wybaczyć – słyszę od kierowcy, kiedy nie tylko my zorientowaliśmy się, że trasa jest zmieniona. – Wysiądźcie tu , po drugiej stronie jest przystanek na Gżirę. A ja jadę do Bugibby… – Kilka minut później autobus był częściowo pusty. Weźmy też pod uwagę godziny popołudniowego szczytu.

Jakoś nas to nie dziwi. Na Malcie ,w czasie korków, autobusy jadą inną trasą, omijają przystanki albo tylko na nich wysadzają i często nie zabierają oczekujących. Albo wcale nie jadą. Normalne.
W St. Julian jest przyjemna zatoczka z turkusowo – zielono – granatowa wodą, na której stoją na prowizorycznych cumach kolorowe łódeczki. Nie przebije to Masaxlokk, ale jest niezwykłe.
Jestem w raju
„Jestem w raju
Żaden tłum nie dotarł nigdy na mój szczyt
Jestem w raju
Jestem w raju
Gdzie spokojny słyszę krwi i myśli rytm…” (J.Kaczmarski)
W tym roku (a to nasz trzeci wyjazd na Maltę) poza moim ukochanym Blue Grotto wreszcie dotarliśmy na Comino – malowniczą, choć surową wyspę między Maltą a Gozo. Nierówne i wielowarstwowe klify przyciągają turystów z całego świata. Tu są jaskinie sprawiające optycznie wrażenie, że woda jest błękitna, lazurowa.

Jeśli tak wygląda kawałek raju, to my tu zostajemy. Zatoczka z błękitną wodą, niewielka plaża z białym piaseczkiem, nad którą najpierw zaliczamy obowiązkowe drinki w ananasie lub fastfooda serwowanego w food trackach, a potem idziemy w głąb wysepki.

Cóż, trampki nie poradziły sobie z kamyczkami na lekko pomarańczowej nawierzchni. Jest tu kilka ruin do zobaczenia w tym: dawny cmentarz, szpital, wieża czy pozostałość starego fortu. Przy wieży zaczyna się przepiękny widok na same zatoczki, Błękitną Lagunę, wystające z wody wielkie skały, które z każdej strony wyglądają inaczej. Między nimi pływają lub stoją mniejsze lub większe jachty.
Mijamy ludzi, którzy z respektem zerkają w dół na mini zatoki. Upadek z nich skończył by się niechybnie śmiercią. Uczucie dziwne, ponieważ jesteśmy otoczeni wodą. Trasa z portu, przejście części wyspy i powrót do niego zajęły nam jakieś 3 godziny.

Było warto. Dla tych obrazów, emocji, zachwytu nad pięknem, niezwykłością i spokojem przyrody. Dla kolorów. W porcie jest możliwość np. popłynięcia między skały i muśnięcia okiem kilku jaskiń. Cena przyjemności za dwie osoby to 50 euro. Mała łódka przez 20 minut „obwozi” po najpiękniejszych zakątkach, które płynąc tu stateczkiem ledwie mijamy. Cały ten biznes opanowany jest przez Azjatów, być może to Tajlandczycy.
Na Comino płynie się z Cerkiewwy jakieś 20-25 minut. Koszt to od 15 euro w obie strony od osobny. Uważać trzeba jakiej firmy bilet wykupiliście, by wsiąść na właściwy powrotny stateczek.

My mieliśmy szczęście i płynąc widzieliśmy dwa bawiące się delfiny. Nawet kierujący statkiem podpłynął do nich bliżej, ale niestety spłoszyły się.
Zastanawialiśmy się jeszcze nad innym wariantem wyjazdu na Gozo i Comino, czyli na zorganizowaną wycieczkę ze Sliemy. Otóż promem dociera się na Comino, gdzie są do dyspozycji 1 h, potem płynie na Gozo, gdzie postawiony jest autobus jadący do 2 miejscowości (w każdej godzinka jest wolna), i powrót do Sliemy. Całość zamyka się w 7,30 h. Przyjemność kosztuje +- 40 euro od osoby.
Ośmiu wspaniałych
Tym razem jeździliśmy głównie w miejsca nieznane, które „uciekły” nam podczas ostatnich wyjazdów. Jednymi z nich są cmentarze wojenne. W Kalkarze odnaleźliśmy wszystkich ośmiu polskich żołnierzy walczących w rejonie Malty w trakcie drugiej wojny światowej. To lotnicy i głównie marynarze, którzy pływali na ORP Kujawiak, Sokół.

Zaskoczyło nas, że groby są zbiorowe. W każdym pochowano szczątki 4-5 żołnierzy. Przemieszane są też narodowości. Przy każdym nazwisku znak wojsk lądowych, morskich lub powietrznych. Na niektórych leżą niewielkie polskie flagi. Nagrobek to prostokątna jasna, chropowata płyta. Na tym cmentarzu są także mniejsze pomniki soldatów z czasów pierwszej wojny światowej. Spoczywają godnie obok mieszkańców wyspy. Wojskowych z pierwszej wojny światowej znajdziecie także na największym tutejszym cmentarzu, który widzicie zza szyb autobusu jadąc z lotniska, w miejscowości Paola.
To miejsce jest fascynujące z jeszcze innego względu – architektury nagrobków. Chwilami przypomina nasz cmentarz Rakowicki. Pomniki są w kształcie małych kapliczek. Rzeźby. To co zadziwiało nas, to poustawiane na surowej cementowej płycie małe tabliczki z imionami, nazwiskami oraz zdjęciami osób, których odkopane i wyczyszczone szczątki zapewne tu pochowano.

Na Malcie nie ma kremacji. Miejsca też. Pochowano tu we wspomnianym grobie np. członków stowarzyszeń czy zakonów. Na płycie w rządku są ich zdjęcia i daty śmierci. Natomiast poniżej tego cmentarza (już w miejscowości Marsa) jest niewielkie miejsce pochówku tym razem kilku tureckich żołnierzy. Zapewne już wiecie, że też z lat 1914-1918.
Fort Świętego Elmy
Kończąc wątek wojenny polecamy odwiedzić Fort St. Elmo z Narodowym Muzeum Wojny w Vallettcie. To miejsce wyjątkowe – i piszę to jako abnegat historii szczególnie 1ww, czy 2ww, antropologii itp. A tu byłam pod wrażeniem nie-nachalności ekspozycji, subtelności jej pokazania, zachęcenia mnie do pójścia, do kolejnej sali. Informacji było w sam raz, bez przesytu, a raczej to Romek wychodził z niedosytem. Chociaż czytał dużo na ten temat i w ogóle historia jest jego konikiem, pasją, by nie powiedzieć niespełnioną miłością. Bilety od 5,50 – 10 euro za osobę.

Multimedia oraz zbiory (samochody, samolot itp.) zrobiły na mnie wrażenie w pomieszczeniu związanym z 2 wojną światową. Przytulna jest tu także malutka kaplica pw. św. Katarzyny.
I było to fajnie, sensownie wydane kilkanaście euro. Z czystą przyjemnością bym tam wróciła raz jeszcze. No dobrze, widoki na morze i przeciwległe miasteczka też wpłynęły na miłe odczucia. W Vallettcie zwiedziliśmy także inne muzeum Casa Rocca Piccola. Poniżej filmik z wizyty. Ostatnim muzeum, jakie zwiedził tym razem Romek, było Muzeum Archeologiczne. Wyszedł zadowolony. Koszt wejścia 5 euro.
Jesteśmy dumni
– Jesteśmy dumni, że nie wyrzekliśmy się kultury też tej brytyjskiej. Tutaj jest stary zegar, bardzo precyzyjny, a obok trumna która mieściła wiele osób. Zobacz na te znaczki, tu Chrystus jest na biało, a popatrz na te obrazy drogi krzyżowej – szaty są czerwone. To z krwi Jezusa – mówi starszy Maltańczyk, który oprowadzał nas po robiącym wrażenie Mużew tas-Santwarju Żabbar / Żabbar Sanctuary Museum. Placówka posiada niezwykłe zbiory historyczne, religijne tutejszego i pobliskich kościołów. Bilet to donacja w wysokości 2 euro. – Zobaczcie tu. To są wota. – wskazuje na powieszoną wąską szafeczkę ze srebrnych przedmiotów kształtem przypominających np. serce, nogę… – A tu jak wdzięczny człowiek nie miał pieniędzy, to zamawiał u kogoś obraz. Zobaczcie tu są stare malunki ze statkami ocalonymi na morzu… .
W tej samej sali są kule armatnie, a na piętrze lektyki założyciela i fundatora tutejszego muzeum. Natomiast na parterze ornaty, kielichy, zdjęcia ludzi ważnych dla tutejszego kościoła. Koszt wejścia jest datkiem. Do muzeum przylega przepiękne sanktuarium. Zresztą tutejsze kościoły są bardzo bogato ozdobione malunkami, figurami, a kształtem ( większości jest taki sam) niejednokrotnie przypominają bazyliki. Zaciekawia nas przyozdobienie ich lampkami. Takie same są na wysokich, przyczepionych do budynku krzyżach, które świecą po zmroku.
Dumny jak paw
I to dosłownie, ptak ten zaprezentował nam się w ogrodach królewskich Sant Anton w Attard. Miejsce to zainicjowane przez Antoniego de Paul francuskiego Wielkiego Mistrza Zakonu św. Jana. Dziś to rezydencja maltańskiego prezydenta.
Ogrody są ogólnodostępne, przepiękne a zajmują obszar 61 000 metrów. Nas zachwyciły palmy – różne gatunki, drzewka cytrusowe oraz inne z całego świata; róże czy lilie, a także mała architektura, dwa wodospady i porządek jaki tam panuje. Rabaty są ułożone z pomysłem. Jest to przyjemne miejsce na spacer w cieniu starych drzew. No i jest pawia para, przynajmniej jedna. Nam udało się podpatrzeć samcze zaloty. Poza tym są kaczki i wszędobylskie tam gołębie. Jeśli oglądaliście „Grę o tron” może rozpoznacie niektóre z miejsc ogrodu?

W Attard są jeszcze przynajmniej ze dwa ciekawe miejsca pomijając budynki ambasad czy konsulatów. Idąc do jednej z trzech stacji kolejowych na Malcie (tak, była tu kolej, o czym piszę dalej) miniecie pochodzącą z 18 wieku Villę Bologna, która została zbudowana i oddana córce Marii Teresy. Był to prezent ślubny od Manuela Pinta – doradcy wielkiego mistrza Zakonu Kawalerów Maltańskich
Był sobie pociąg
Wspomniałam o pociągach. W Birkirkarze jest muzeum kolei i stoi tam drugi z trzech jeszcze ocalałych dworców. Tu mamy fantastyczną ciekawostkę – zachowany jest też ostatni wagon, jeszcze z 19 wieku. Sa w nim trzy klasy. W muzeum podziwiamy makietę trasy kolejowej z Valetty do Mdiny, z wykonanymi w odpowiedniej skali kilkoma stacjami.
Poza tym są kopie rozkładów jazdy, historia autobusów oraz piętrowych tramwajów, które były pierwsze. Na pytanie , dlaczego nie ma dalej kolei na Malcie, pracujący tam mężczyzna odpowiada: – Autobusy wyparły pociągi. Budowano drogi, którymi można było wszędzie dojechać. Kolej była nieopłacalna. Poza tym tylko kilka stacji było zbudowanych.
Koszt wejścia do muzeum jest dotacją na jego funkcjonowanie, ale nie mniej jak 5 euro. W Birkirkarze, obok muzeum jest kościół Świętej Marii Assunta. Ciekawy i skromny w środku.
Casa Romana i Agata
Kiedy ostatnim razem byliśmy w Rabacie, nie zdążyliśmy odwiedzić „Casa Romana” niewielkiego muzeum dokumentującego dzieje Rzymian na tych ziemiach. Ciekawe mozaiki, rzeźby i na końcu za niebieskimi drzwiami… ruiny podwalin budynku z czasów rzymskich. Nie dziwi nic. Casa Romana jest nieopodal dworca autobusowego.
Gdy już dotrzecie do Rabatu, przejdźcie przez park, by odnaleźć się w Mdinie. Tam polecamy Muzeum Katedralne. Jego budynek pochodzi z 18 wieku i kiedyś było tu seminarium, a nawet – w 1913 roku – kwatera wojsk brytyjskich. Samo muzeum powstało w 1969 roku. Są tu obrazy malarzy takich jak: Mattia Preti, Giuseppe D’Arena, Francesco Zahra, Antoine de Favray i Giuzeppe Grech, czy kolekcja rycin Albrechta Durera. Poza tym w prawie każdej z sal są stare meble. Obejrzycie tu najstarszy dzwon na Malcie, stroje, kielichy, a także kolekcję sreber. W jednej z sal zgromadzono pamiątki po maltańskim poecie Dun Karmie. W bilecie combo znajduje się także katedra pw. św. Pawła.
Gozo nie przekonało
Będąc teraz na Gozo wyciągnęliśmy wnioski z poprzedniego wyjazdu. Dlatego tym razem kupiliśmy bilety na autobus objazdowy. Wybraliśmy trasę najdłuższą. Ominęliśmy Rabat (tak tu też jest Rabat zwany zamiennie Viktorią – serdecznie polecamy odwiedzić twierdzę) oraz Gigantiję (z megalityczną świątynią) i pierwszy postój zrobiliśmy w Nadur, skąd po przejściu 1,5- 2 km (autobus nie dojedzie ze względu na wąskie drogi) znaleźliśmy się w Ghar Mixta.

Jest to punkt widokowy (dziura w skale, jama, jaskinia) na przepiękną zatokę Ramla l-Hamra. Aby dojść do kolejnego przystanku autobusu wybraliśmy zejście dół po skarpie, dróżką między kamieniami. Da się. Zapewniam. Nawet w balerinach. Co było wariactwem. Na dole czeka spacer po plaży z ciemnożółtym piaskiem, a w tle błękitna woda, nieboskłon subtelnie zlewa się z wodą. Szalenie niezwykły, wyciszający widok. Morze zimne, chociaż nie brakowało odważnych , by wejść głębiej niż do kolan.

Drugim przystankiem była szalenie reklamowana/y Marsalforn położona/y nad zatoką. Nie poruszyło nas to miejsce. Jakoś szczególnie nie podzielamy zachwytu nad tym nim, dość przeciętnym i wizualnie nieróżniącym się od innych kurortów. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego tu jest jeden z przystanków trasy. Jadąc dalej autobusem na chwilę stanęliśmy przy Bazylice Madonny Ta Pinu. Tu fajnie pomyślana wycieczka, bo kierowca czeka 10-15 minut, aż wszyscy wyjdą , pstrykną zdjęcie i wrócą do pojazdu.

Ostatnim miejscem na Gozo była Dwejra. I tu jest co robić. To zatoczka, z której można popłynąć przez niewielką dziurę w skale na pełne morze. Wycieczka kosztuje 5 euro. Niestety nie mieliśmy zbyt wiele czasu, aby poczekać na kolejny kurs. A być może byliśmy już za późno.

– Pójdźcie sobie na klif koło kościółka, tam jest fantastyczny widok – mówi mężczyzna należący do Polskiej Sekcji Nurkowej na Malcie.

Dlatego kwadransie czekania na łódkę zdecydowaliśmy się pochodzić po klifie, porobić kilka fotek przeciwległej skale wyrastającej z wody i obejrzeć maleńki kościółek pw. św. Anny.

Powrót na prom, bo czas naglił, i autobus do Gżiry. To był fajny dzień.
Wszystkie miejsca, jakie odwiedziliśmy (także pominięte, bo pisałam już wcześniej o nich):
- Gzira – Valletta- Wied iż Zurrieq – Blue Grotto i Blue Wall – Zurrieq – Valetta
- Gżira – Attard – Rabat- Mdina – Valetta- Gżira
- Gzira -Sliema – Cirkiewwa – GOZO – Mgarr – Nadur- Marsalforn – Gharb – Dwejra – MALTA -Gżira
- Gżira – Valletta – Żabbar – Kalkara – Marsaxlokk – Valletta
- Gżira – Cirkiewwa – Comino – Cirkiewwa – San Gilian – Sliema
- Gżira – Valletta – Santa Lucija- Paola – Marsa – Wied – iz – Zurrieq – Rabat – Birkirkara – Valletta – Gżira
- Gżira – Sliema- Valletta – Polska
Więcej filmów z Malty, Gozo i Comiono: 2trawelersi – YouTube
Inne nasze teksty o Malcie: