Maltański żar tropików

Gdy przyjeżdżasz na lotnisko i dostajesz emaila, że lot opóźniony o dodatkowe 2 h, scyzor otwiera się w kieszeni. 4h później po wygrzaniu mało wygodnych siedzisk na Airport Pyrzowice, zamieniliśmy je na jeszcze mniej komfortowe fotele nowiutkiego Wizzair neo.

Lot na Maltę mimo że trwał ponad 2 h, przeleciał dość szybko. Ciepło w połączeniu z  dużą wilgocią objęło każdego z nas, zostawiając mokre ślady na koszulkach. Pierwsze czułości mamy za sobą. No to zaczynamy zabawę.  W związku z poślizgiem nie popływaliśmy po zatoce. Zrobiliśmy tylko mały spacer w kierunku Sliemy. Dzień zakończyliśmy na tureckim obiedzie w pobliskim Moo’s restaurant.

Dają tu duże porcje  za cenę adekwatną, czyli około 20 euro od talerza , z zestawem 5 sałatek, mięsa baraniego lub kurczaka, tudzież miks, plus poczekajki w postaci frytek/ chlebka i trzech sosów – ostrego oraz dwóch łagodnych: miętowego i na bazie chyba ziemniaków. Z tarasu jest widok na zatokę, w której spontanicznie poustawiane i przytwierdzone do głębi są dostojne żaglowce,  łódki duże oraz małe, przeważnie białe, srebrne. To ładnie skleja się z bladą wodą . Nieco dalej idąc w stronę  statku – restauracji Black Pearl  (który grał w firmie o żeglarzu Popey-u) katamarany biją po oczach swoją wystawnością. 

Cały czas towarzyszy nam La Valetta. Słońce oświetla postawiane niemal na sobie domy z charakterystycznej żółtawej cegły, z wydobywanego tu  kamienia.  Mają różne kształty i wysokości. Nie wszystkie wybudowane zostały na tip top.

Najczęściej są  proste, ciosane, z elementami bizantyjskich szczebelków na balkonach czy zaokrągleń jak mieszkaniu filmowego  Karwowskiego. Pchają się jednak do góry.  Nad nimi dumnie skrzy się kopuła kościoła pw. Madonny z Góry Karmel. 

Gdy następnego dnia popłyniemy wycieczkowym kutrem pobliskich zatokach Roman powie: 

” Popatrz, pierwsza, druga i trzecia linia murów obronnych”.

A gdy prom z Valetty do Sliemy, przy zachodzie słońca odbije się od murów stolicy, mój mąż doda:

„Popatrz na te balkoniki, kolorowe, drewniane. To cały urok tych kamienic między którymi prowadzą czasem wąskie, a czasem szerokie i długie i śliskie schody do portów”. 

Na niektórych z nich poustawiano stoliki, krzesełka. Położono na ziemi poduszki i toczy się tam życie knajpiane.  Życie zakrapiane oraz czczone przez wyznawców „happy hours”, kiedy w cenie jednego drinka są dwa.  Różnie to jest w każdym z lokali. Średnio beztroska kończy się około 19-22.

Sam rejs po zatokach polecamy, tym bardziej, że dobiegający z głośników przewodnik mówi aż w 3 językach: angielskim, niemieckim i francuskim.

Włącza się on , kiedy dopływamy do poszczególnych portów widocznych z La Valetty, bowiem są na przeciwko niej.

Musicie mi wybaczyć… auta w piwnicy!

Kolejnego dnia wyruszyliśmy ze Sliemy do National Park Salina, czyli parku soli. Innymi słowy są  to prostokątne à la baseniki i powstaje tam sól. Widzieliśmy to jednak tylko z okna, bo w autobusie było tak dużo ludzi ( połowa to Polacy), że kierowca ominęła 3 przystanki. Skwitowała to hasłem: Sorry, musicie mi wybaczyć!

Wysiedliśmy zatem w Bugibbie.  Miasteczko  opanowane przez letników, brudne, o zapachu rozkładających się śmieci, które zresztą walały się po chodnikach czy przydomowych trawnikach. 

Stamtąd przeszliśmy do Qawry, do Muzeum Motoryzacji. No proszę Państwa, tu była uczta dla oczu. W piwnicy są w większości autka sprawne pochodzenia italiańskiego i sporo czerwonych, co już nam się podobało.

Więcej filmików na naszym kanale YT.https://www.youtube.com/@2trawelersi

Fiaty  500 i 600 z lat 60. na sprzedaż za od 11-16 tys euro… Dużo Alfa Romeo. Jest tu też kącik amerykański. Wrażenie zrobiły: trabant, a także NSU Prinz, NSU Sprinter, Sanbeam. Widzieliśmy auto , jakim jeździł np. Elvis Presley…   Polecamy❗

Kiss my…

Potem pojechaliśmy do Penbroke, gdzie pocałowaliśmy klamkę na cmentarzu wojennym z polskimi grobami.  Nekropolia otwarta do 13! Za to  wrażenie zrobił na nas budynek koledżu St.Clares. Z daleka wyglądało  to jak jakiś zamek… Złuda,  ale do Sint Giljan z Zatoką św. Jerzego szliśmy trasą Natury 2000. Taka kolejna  ściema.

To  pustkowie, suche krzaki z poustawianymi co kilkadziesiąt metrów tablicami informującymi o np. żyjących tam rzadkich gatunkach ptaków. San Giljan i nieodległy San Julian’s  są kolejnymj kurorcikami z fajnymi hotelami, dobrymi drinkami… I nic poza tym.

Nie pływają dziś

Trafiliśmy na felerny dzień. Bo o ile w Marsaxlokk kolorowe łódeczki jeszcze nie ruszyły w rejsy po zatokach…

Marsaxlokk

tak w Blue Grotto wcale nie miały ochoty na wysunięcie kawałka drewna z mini portu. Leżały z dumnie wywalonymi na słońcu wnętrznościami. 

 – Dziś nie pływają – usłyszeliśmy od lokalnej kobiety.

 Być może są za duże fale. Piana bezkarnie osadzała się na ostrych skałach klifu. Woda granatowa. Niewiele tu dziś spokojnego turkusu, błękitu. I znowu za mało czasu, by stanąć przy drodze, na szczycie i bezkarnie poobserwować kamień przypominający niektórym stopę / trąbę słonia. Stoję na klifie nad  grotą. Morze bezwzględnie o nie obija. Przelewa się między mało widocznymi głębokimi jamami.

W jednym miejscu jest niewielka  plama błyszczącego  turkusu.  Nawet ptaki nie latają w taki upał. Mamy ponad 33 stopnie w cieniu.

To dla mnie ważne, magiczne miejsce. Przywołuję je w myślach, kiedy chcę wejść w stan relaksu. Wtedy wydaje mi się, że mogę być latającym nad wodą orłem i czuć wolność.

Groty przez które pływa się łódeczkami.

Od kilku dni coś ewidentnie pogodowego kotłuje się nad wyspą. W nocy chyba nad ,niedaleką od naszego hotelu La Valettą, była burza. Ogrom huku jakby w studnię ktoś wrzucił granat. Zadziwiło nas to. Rano niebo było zachmurzone, zamglone w oddali . Jednocześnie  buchało wilgotnym gorącem jak z otwartego pieca.

Wodospad w kamieniołomie

W Siggiewi jest ciekawe miejsce: dawny kamieniołom z ogrodami i muzeum. Zwiedzamy je przewodnikiem na słuchawkach i po obejrzeniu krótkiego filmu. Wszystko po polsku! Owszem można się przyczepić do lektora z wadami wymowy ( subtelne ryranie, łykanie końcówek itp. ), niewłaściwym akcentowaniem , ale doceniamy sam fakt umieszczenia w spisie języka polskiego. Projekcja ciekawa pokazująca historię wydobywania kamienia, techniki oraz historyczny sprzęt służący jego wykorzystania itp.  Wrażenie robi wodospad, którego woda spływajac ze szczytu kamieniołomu rozbryzguje się po „podłodze”. Fajnie zagospodarowany niewielki ogród oraz dawne miejsce pochówku. To muzeum nam się spodobało choć usytuowane na , delikatnie mówiąc, zadupiu.

Kombinująca Chinka

Kolejnego dnia pojechaliśmy do trzech portów na przeciwko La Valetty. Ostatnim razem widzieliśmy je z górnych ogrodów Baraka w stolicy, dzień wcześniej z rejsu po zatokach. Wreszcie warto je przejść. Wysiedliśmy w Bormli, gdzie jest fantastyczne wejście przez dawny  fort. Witał nas św. Dominik, patron miasta. W pierwszym możliwym sklepie możecie kupić srebrną biżuterię wykonaną metodą filigranu. Jest też do zwiedzenia Dom Inkwizytora z bardzo starym i ocalałym po remoncie freskiem. Obok jest polska knajpa.

A pod nim sklep, w którym chińskie rączki do metalowych łańcuszków z Fashion Jewelery dopinają kartoniki z napisem „Produkt maltański”.

Birgu

Dobre jedzenie jest we włoskiej knajpie Cargo, obok której od godziny 15 jest happy hours na drinki. 3 w cenie jednego! Lokal jest obok Muzeum Marynarki. Nie polecamy tego miejsca nudnego, niewartego swej ceny, nieciekawego z małą ilością eksponatów. O ile to, co tam jest , można nazwać eksponatem. Bo niewielkie modele statków raczej dla nas nimi nie są. Nie rozumiemy dlaczego dzwony czy busola ustawione na innym piętrze , nie są na głównej sali.

Po drugiej stronie portu jest

Isla

– Jak mogę wam doradzić, to idźcie tam. Będzie święto i jest pięknie – kierował nas sprzedawca że sklepiku z biżuterią.

Miasteczko szykowało się na Dzień Niepodległości. Przyozdobione zostało czerwonymi, żółtymi, kolorowymi flagami z rybami, i jak na święto przystało, to pod kościołem poustawiano kolumny że świętymi(!?). Niektóre lekko drastyczne np. kobieta pod stopami , której leży ucięta przez nią głowa jakiegoś chłopa. Dodatkowo zielone girlandy są rozciągnięte dostojnie między domami nad , ciagnącą się wzgórzem, główną ulicą. Taki słodki kicz. Kilka dni później to tam puszczano przepiękne sztuczne ognie widziane z Gżiry.

Solanki w oknie

Złapaliśmy autobus do Marsaskala. Miał to być taki maltański Sopot. Daleko temu zaniedbanemu, smętnemu miasteczku, z ruiną dawnego hotelu na wybrzeżu, nawet do głównej ulicy w Gąskach. Są tu kamienne saliny, czyli dawne  prostokątne  miejsca do produkcji soli z  morza, które obmywało  plażę. Zresztą to jedyne tu legalne miejsce do opalania i kąpieli.

Miało być też kamienne okno, ale została po nim kupka pomarańczowo – żółtych kamieni na plaży. Udało nam się wydostać w pobliżu Gżiry autobusem, który co rusz zmieniał trasę. Niektóre przystanki akurat tego dnia były nieczynne. Dodatkową atrakcją był deszcz, co przy ponad 30 stopniach było przyjemnością. 

Dzień skończył się kolacją na Black Pearl – statku restauracji- który grał w filmie o Popey-u z 1980 roku, z Robinem Williamsem. Zupa z owoców morza przypomina pomidorową , z wkładką muszli z małżami i całymi krewetkami…

Ostatni dzień, to krótki spacer do fortu w Gżiże, który był zamknięty. Zimna kawa i kierunek: lotnisko. I , zamykając koło, lot do Polski opóźniony o godzinę… za to na pokładzie duża – 4 euro – promocja na wody toaletowe i perfumy. Przy zakupie 3 każda zamiast 20 euro kosztowała z wszystkimi rabatami zaledwie 13,50. Przy zakupie 4 – każda wychodzi po 11 euro.

Godzina 19.15 bardzo delikatne otarcie się o pas lotniska. Rzeczywistości witaj:)

Alicja i Roman

Więcej zdjęć w rolce na naszym FB 2trawelersi.

https://www.facebook.com/reel/1511542632809592

Praktyczne informacje

Autobusy hop on/ hop off – 20 / 25 euro / osobę. Są dwie linie po Malcie, jedna po Gozo. Polecamy. Trzeba tylko uważać, jakiej firmy usługę się wykupiło.

Karta na autobusy maltańskie, poza wycieczkowymi, 25 euro – ważna 7 dni.

Bilet do Muzeum Dom Inkwizytora 8 euro, możliwość kupna biletu kombo na 3 obiekty w tym dodatkowo Muzeum Marynarki – 16 euro.

Muzeum w kamieniołomie – 10 euro.

Muzeum samochodów – 10 euro

Zwiedzanie kościoła św. Wawrzyńca – 1 euro.

Rejs z Sliemy po pobliskich zatokach- 20 euro, i trwa 1,5 h. Polecamy, bo warto.

Ferry z Sliemy do La Valetty – 2 euro, bilet w dwie strony 3,80.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *