Nikiszowski targ

Trwa sezon jarmarków przed Bożym Narodzeniem. Dziś odwiedziliśmy Nikiszowiec, dzielnicę Katowic, gdzie specyficzny klimat i anturage tworzą stare familoki. I co więcej, jest tu taniej niż na jarmarku w centrum Katowic.

Nasz plan był tylko z pozoru sprytny. Wyjedziemy po 13, bo przecież w porze obiadowej nikt nie będzie pchał się na jarmark. Podobnie jak my pomyślało kilkuset kierowców. Wjazd do osiedla jest poblokowany dla osób, które nie są jego mieszkańcami. Zamknięto ruch autobusów w jego centrum. Niektórzy stali na poboczach, inni, jak my ,na pobliskim parkingu. Dodatkowo na Nikisz dojeżdżały specjalne liniowe autobusy z Dworca PKP lub od Cmentarza Komunalnego w Katowicach.

Ale nic to. Do centrum osiedla idziemy wzdłuż rzędu starych, robotniczych budynków zwanych tu familokami. Po drugiej stronie ulicy Nikisz 2, z nowoczesnym budownictwem. Kontrast.

Weszliśmy w jeden z zakamarków – koło wieży ciśnień. Warto zwrócić uwagę na pomalowane na czerwono obramowania okien.

Natomiast na rynku tętniło już jarmarczne życie. Dzieciaki jeździły na karuzeli. Kurs 3 zł.

Dorośli raczyli się gorąca czekoladą, grzańcem ( 15 zł) i innymi wytworami gorzelnianymi. Jedzenie jak na jarmarki, które odwiedziliśmy , nie było w wygórowanej cenie. Pajda chleba ze smalcem i ogórkiem 20 zł, frytki z keczupem 15, chleb plus leczo 25 zł, zapiekanki od 20 zł. Były też szaszłyki, kiełbaski itp. Można było kupić np. wędliny z Podlasia, jak i miody tworzone w różnych miejscach kraju i województwa. No i słodycze – głównie pierniki, znane nam z innych jarmarków. Chyba te same co wszędzie.

Stragany oferowały wszystko, co da się sprzedać. Od hand made biżuterii przez ubrania – w kilku miejscach ręcznie robione czapki za około 90 zł ( trochę przesada), papucie, szaliki, rękawiczki bez palców itp., po bombki plastikowe lub szklane. Ciekawostką są malutkie czapeczki ,ręcznie robione, które mają być ozdobami choinkowymi.

Dużo było autorskich ozdób typu wisiorki, kolczyki, bransoletki, z różnych materiałów od ceramiki po filc czy włóczkę.

Do tego wzrok przykuwały różnokształtne pojemniczki na świeczki lub ledy, do tego świeczki zapachowe. Metaloplastyka. Wyroby ze szkła. Zabawki z włóczki budziły szczególny sentyment.

Święta to też stroiki, choinki, anioły…

Jeśli ktoś ma ochotę na oryginalny talerzyk czy kubeczek, proszę bardzo! Już pokazujemy wzory. Zafrapowało nas stoisko z dziwnymi lecz cudnymi i pobudzającymi wyobraźnię ceramicznymi stworzeniami . Jak mówi sprzedający mężczyzna – Powstało 11 pingwinów. Każdy ma swoją historię opisaną na pudełku. Każdy coś przeżył.

Koneserzy sztuki znajdą tu obrazy i mają możliwość porozmawiania z ich twórcami, z których niektórzy należą do znanej na Śląsku Grupy Janowskiej, skupiającej plastyków amatorów.

No dobra. Nie samą sztuką człowiek żyje. Trzeba i coś dla ciała zaaplikować. Są zatem trunki.Wina, miody, octy winne oraz mocniejsze alkohole.

To oczywiście nie wszystko. Bo nie sposób opisać bogactwa i różnorodności wystawianych przedmiotów zarówno na stoiskach, jak i sklepach ze śląskimi pamiątkami ( książki, lampy górnicze , magnesy itp.) .

A przecież na Nikiszu dzieje się dużo jak na trzy dni jarmarku. Pod kościołem chór śpiewa kolędy z całego świata…

W około świątyni wytwory swoich rąk sprzedają przedstawiciele instytucji pomocowych jak np. WTZ lub uczniowie zbierający na remont szkoły. Ludzi z każdą godziną przybywa. Iluminacje oraz moping dodają szczególności temu miejscu.

O czym warto wspomnieć jeszcze? O Bebokach, z których jeden znalazł się w niemal samym centrum dzielnicy. A nieopodal można kupić jego odpowiednik na magnesiku.

To duży fragment tego, co widzieliśmy. Trzeba samemu pojechać i zobaczyć. Bo tu nie tylko są twórcy śląscy, ale także spoza województwa, którzy głównie sprzedają on – line. Tym bardziej, że jarmark trwa tylko 3 dni i jutro się kończy.

AiR.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *