Podziemne Czary Ojca Mateusza

Pandemia nauczyła nas, by nie odkładać na później odwiedzenia niektórych miejsc. Tak było z wystawą „Świat Ojca Mateusza” w Sandomierzu. Miasteczko zawsze stanowiło bazę do zwiedzania regionu. Dlatego tym razem postawiliśmy na atrakcje lokalne i owładnęła nas magia tego miejsca.

Sandomierz kojarzy się z Ojcem Mateuszem, Orestem Możejko i jego zespołem dzielnych choć chwilami mało błyskotliwych policjantów. Naturalnym jest, że w tym mieście powstała poświęcona im wystawa.

Wydawało mi się, że będzie większa i szalenie byliśmy ciekawi, co na niej umieszczono.

Składa się z 5 pomieszczeń przypominających te z planu zdjęciowego: ołtarz z kościoła, kuchnię plebanii, pokój (?) zadumanego księdza Mateusza, a także komisariat z celą i znajdującą się w niej celą.

Ostatnim ważnym z punktu widzenia fana produkcji jest zdjęcie z postacią Nocula, który przy miarce wzrostu stoi strapiony niczym Obelix.

Wizyta na komisariacie

Figury generalnie są podobne do pierwowzorów, nie mniej postać „Pluskwy” dla nas jest najbardziej zbliżona i wyrazista. Gibalski natomiast za bardzo przerysowany, Ojciec Mateusz zbyt postarzony.

Poza tym, że zrobimy sobie zdjęcie z postaciami, to możemy siąść przy biurku komendanta ( a na stole w ramce jest fotografia…psa). Możemy również odebrać telefon, strzelić sobie fotę w policyjnej czapce i pooglądać akta kolejnej sprawy. No i jest księżowy rower.

Mateuszowy świat

Podczas całej wizyty towarzyszy nam muzyka z czołówki ulubionego serialu.

spacer po muzeum

Czegoś mi tam jeszcze brakuje, może postaci Babci, może jakiegoś scenariusza, archiwaliów z produkcji serialu. Chociaż twórców ekspozycji ograniczał zapewne metraż tego miejsca, stąd skupili się na najważniejszych elementach kojarzonych z kultową już produkcją.

Wprawdzie zanim wejdziemy w „mateuszowy” świat, na korytarzu kamienicy możemy pooglądać zdjęcia z planu. Chyba takich smaczków mogło by być więcej. Ale zamysł organizatorów rozumiem. Pozostał we mnie niedosyt…I tak ma być🙂

Czary Na-pary

Drugim miejscem, połączonym wspólnym biletem, jest arcy ciekawe, multimedialne muzeum o nazwie: „Czary Napary Akademia Ziołowa Marcina z Urzędowa”. Niech Was nie zrazi przydługawa nazwa, bowiem zawartość tego miejsca pozytywnie zaskakuje i bawi. Podobnie jak oferta sklepiku🙂

Ale kim był Marcin z Urzędowa?

Badał i analizował wpływ roślin na ludzki organizm. Efektem jego pracy jest najstarsza polska księga na temat mariażu botaniki z medycyną pt. „Herbarz polski”. Jest do kupienia w sklepiku. Podobnie jak u Van Gogha czy da Vinci jego dokonania stały się szerzej znane i cenione dopiero jak umarł.

W muzeum zobaczymy, jakimi ziołami zadziałać np. na chore serce, żołądek lub płuca.

Ciekawe jest stanowisko z truciznami, które jak mówi przewodniczka, działają tylko raz:)

Woda życia

A co nazywano „wodą życia”.

a) rum. b) wódkę. c)) wino

Rozwiewamy wątpliwości. Nie jest to rum i wino. Trudno, no szkoda. Ale to … wódka, która „pojawiła się w Polsce , w 16 wieku. Na początku była traktowana jako specyfik farmakologiczny. Dużą popularnością cieszyły się destylaty przyrządzane ze świeżych roślin lub ich części, zawierające olejki eteryczne: powszechne były wódki lawendowe, konwaliowe, różane, fiołkowe, poziomkowe” – znaleźliśmy informacje na jednej z tablic opisujących trunki: piwo, wino i właśnie wódkę.

Obok, zakładając specjalny hełm, możemy na własne oczy zobaczyć, jak wygląda świat po spożyciu owych cieczy wyskokowych.

Zioła na święty spokój…

W kolejnym pomieszczeniu obejrzymy między innymi zakryte zasłoną milczenia (hahahha) zioła przypominające… męskie i kobiece narządy płciowe.

W innej sali poznamy herbsy wykorzystywane w kuchni (np. ziele angielskie, imbir, gorczyca czy tymianek). Są słoiczki z roślinami do zaparzenia takimi jak: dziurawiec, pokrzywa, yerba mate, skrzyp polny i inne. Każde ma krótki opis, na jaką przypadłość pomaga. Jest specjalne koło, które ujawni co należy zażyć np. w przypadku jadowitego ukąszenia, po zjedzeniu trefnej przekąski czy wypiciu zatrutego wina. A nawet jakie jest lekarstwo na… święty spokój.

Na pająki najlepsze…

A, gdy dopadnie nas problem gastryczny jak np. biegunka sugeruje się spróbować miętę pieprzową, ziele dziurawca lub ziele pięciornika gęsistego. Zioła pomogą rozwiązać także problem nadmiernych gazów, przerostu prostaty czy infekcji pęcherza. Jeśli problem jest z roztoczami, pająkami i bakteriami radzi się zastosować grykę. Gorczycę – przy kłopotach krążeniem, zrelaksowaniem czy bólach neurologicznych albo reumatycznych. Natomiast na dyskomfort i dolegliwości bólowe, na napięcie mięśniowe i zdenerwowanie powinien zadziałać orkisz. Jest coś dla pań – przepisy na maseczki poprawiające koloryt skóry i wpływające np. na… porost włosów.

Multimedialność jest mocnym elementem tej wystawy. Wiele rzeczy można dotknąć, powąchać – czyli wpływamy na wiele zmysłów. Pani przewodnik w cudny, aktorski sposób opowiada o każdej z sal. I jak sama mówi, bardzo lubi, to co robi. A to widać:)

Na końcu polecamy zakupy, wspomnianego już wina mszalnego, winnej szczepionki, zestawów herbat a na osłodę życia – krówek. Muzeum położone jest w kamienicy przyległej do serialowej ekspozycji. Można kupić bilet combo na dwa miejsca.

Podziemne drogi kupców

Trzecim miejscem, jakie odwiedziliśmy, była sandomierska trasa podziemna. Liczy 470 metrów i kończy się pod budynkiem Ratusza. Pokonujemy 364 schody, a najgłębiej położona komnata znajduje się 9 m pod powierzchnią ziemi. Przejście z przewodnikiem zajmuje około 45 minut. I sami zdziwiliśmy się, że tak szybko to minęło.

Piwnice i łączące je korytarze odkryto w sumie przez przypadek. Pomogła pogoda i geologia. Sandomierz położony jest na lessie. Często były podtopienia. Powstawały szkody np. zapadające się fragmenty ulic. Wtedy postanowiono przyjrzeć się bliżej przyczynie. Odkryto w ten sposób szereg dawnych kupieckich piwnic, z których duża część jest już – ze względów bezpieczeństwa – zasypana. W niektórych miejscach zachowano oryginalne sklepienia łukowe.

Prace zabezpieczające dzisiejszej trasy wykonali górnicy z Górnego Śląska, a przypomina to kilkunastometrowy korytarz kopalniany na końcu trasy. Nim jednak do niego dojdziemy przechodzimy przez kilka komnat z nie tylko lokalnymi ciekawostkami.

Dzielna dziewczyna i jej chłopaki

Opowieść o podziemnym świecie zaczyna się w „Legendarnej komnacie” z multimedialną wystawą pokazującą ważne dla miasta i regionu osoby. Począwszy od Haliny Krępianki przez dominikanina Jacka Odrowąża (powiązany z budową tutejszego klasztoru), Stanisława Bargolona (doktora filozofii, lekarza), Mikołaja Gomółkę (renesansowego kompozytorem), wreszcie Marcina z Urzędowa (zielarza, księdza, botanika), księcia Henryka Sandomierskiego z zakonu Joanitów oraz kronikarza i zakonnika Wincentego Kadłubka.

Trasa wiedzie między innymi pod dzisiejszą kamienicą Oleśnickich. W jej miejscu w 16 wieku stała inna kamienica, w której przedstawiciele luteranizmu, kalwinizmu i braci czeskich podpisali tzw. zgody sandomierskie. Było to porozumienie o wzajemnej tolerancji.

Podążając dalej mijamy umieszczone na ścianach w dużej skali wzory ówczesnych monet oraz kilka stanowisk poświęconych katowi. A był on osobą wyjętą spod prawa. Musiał też dobrze znać anatomię. Odwiedzimy piwnicę z mini wystawą ćmielowskiej porcelany. A w sali tatarskiej obejrzymy sprzęty domowe znalezione podczas prac archeologicznych. Kilkanaście metrów dalej , podświetlone na czerwono, są przyrządy tortur….

Nam najbardziej podobały komory kupieckie, ale musicie obejrzeć sami dlaczego…

Polecamy sam Sandomierz, tym bardziej, że w tym miejscu dobrze się czujemy. Nie wiemy czego, ale dużo w nim jest pozytywnych emocji i fluidów, spokoju, wyluzowania oraz niespiesznego traktowania życia.

A może to my potrzebujemy odetchnąć od codzienności i mamy mini urlop?

Polecamy:):)

txf Alicja, Zdj. Alicja i Roman

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *