–Jest tu jak w Holandii – stwierdził jeden pan, wychodzący za nami z „Tulipanowej Polanki”, koło Oświęcimia. Nam się wydaje, że była to gruba przesada, albo pan zwyczajnie nie odwiedzał takich miejsc w Niderlandach.
NL ( bo nie ma już oficjalnie używanej nazwy Holandia) słynie z między innymi z tulipanów. Keukenhof – najbardziej znany ogród w tym małym kraju przyciąga co roku miliony gości. Tulip sprowadzony tu z Turcji zrobił zawrotną karierę. Były czasy, że za jedną cebulkę można było kupić nawet kamienicę w centrum Amsterdamu.

Tulipan jest pięknym, nietuzinkowym i bardzo delikatnym kwiatem. Nie dziwne zatem, że i w Polsce (po szale na pola lawendowe) moda na pola tulipanowe może się przyjąć.

Jaki kraj, taki Keukenhof
W Polance Wielkiej wejściówka kosztuje 25 złotych. Można za to dodatkowo z wybranych rabatek pozrywać 5 kwiatków. I powiedzmy, że jest to sensowny zwrot. A i właściciele będą mieć po zakończonym sezonie mniej roboty przy obrabianiu grządek. Nas to miejsce rozczarowało. Bo nie ma tu za wiele (i nie chodzi o to, że powoli kwiaty przekwitają) do zaoferowania. Niewiele jest rabatek. Zbyt małe poletko, by połazić. Co kawałek mijamy innego gościa. Staraliśmy się tak kadrować zdjęcia, by pokazać potencjał tego miejsca. Będąc tu jednak – sami zobaczycie prawdę.




Nie rozumiem kompletnie, dlaczego ktoś nazwał to miejsce „małą Holandią”. Widocznie nie był w NL, albo ma bardzo mgławe wyobrażenie o stolicy sera, prostytucji i kwiatów, o tamtejszych polach , ogrodach nie tylko tulipanowych. My przejechaliśmy kraj van Gogha niemal wzdłuż i wszerz. Byliśmy w różnych porach roku, odwiedzając kwietne miejsca od dużych i małych przy muzealnych czy przyzamkowych ogrodów po zwykłe pola, gdzie komercyjnie sieje się tulipany. Tu nasza stara strona o NL
Taki erzac, cholera, nie życie…
W Polance pomiędzy rzędami kwiecia widok umilają elementy dekoracyjne, jak np. stoliczek i dwa krzesełka, lustro (w odpowiednim ustawieniu się wychodzą genialne zdjęcia), bramka, huśtawka, rozstrojony fortepian czy uroczy rower stylizowany na holenderski. Fajnie to wygląda, choć jak na taki mały obszar jest tego chyba za dużo. Ale to mimo wszystko plus tego miejsca. Kolejny to parking zaraz przy namiocie przez który wchodzi się na poletko.




Kwiaty bronią się same. Kilkadziesiąt gatunków (zresztą nie tylko tulipana tu znajdziecie), przepiękne kolory. Rośliny są krótkie, długie, z klasycznymi kielichami lub postrzępione, małe i bardzo duże, bogate w płatki. Tak, one robią wrażenie.
Brak pomysłu
Natomiast to, co nam się kompletnie nie podobało, to brak koncepcji w planowaniu tego miejsca. Z jednej strony są rabaty z kwiatem w jednym gatunku, po którym jest fragment kolejnego. Okej. A nieopodal w chyba dwóch rzędach wrzucone różne typy kwiatków. Tak, jakby wymieszać cebulki z kilku torebek i co wyrośnie, to wyrośnie. Dla nas miejsce jest zbyt małe, co przy dużej ilości ludzi jakoś nie sprzyja zachwytowi nad pięknem przyrody. Podobno rok temu było większe. Nawet jeżdżąc po holenderskich wioskach, tamtejsze pola kwiatów są obszerniejsze, bardziej rozciągnięte. Dla nas to taki ubogi krewny pól znad Mozy. Ale jaki kraj, taki Keukenhof.

Właścicielom gratuluje pomysłu, sukcesu komercyjnego i medialnego – patrząc na relacje na innych portalach. Podziwiamy za odwagę inwestycyjną, robotę wsadzoną w stworzenie tego miejsca, jako mam wrażenie – dodatku do innego biznesu.

Natomiast nas Polanka nie zachwyciła. Może za rok? Niech się rozwija:) Bo potencjał jest, tylko pomysłu brak.
AiR
