Targ rozpusty

Mieszkałem kilka lat we Francji, ale nie mógłbym dłużej. Jest tam strasznie nudno. Tutaj życie zaczyna się wieczorem. Hiszpanie są bardziej otwarci. Jak powiesz, żeby ci coś pokazali to, to zrobią – mówi młody, ciemnoskóry i bardzo sympatyczny recepcjonista z hotelu w centrum Barcelony.

To ostatnie zdanie budzi moje głupie skojarzenia. Kilka godzin wcześniej zwiedziłam Muzeum Erotyki/ Erotyzmu przy głównej ulicy La Rambla. Świetne. Zrobione z pomysłem, klasą i smakiem. To spacer, z kieliszkiem szampana w ręce ( w cenie), przez różne kultury, sposoby, w jaki postrzegane były/są w różnych krajach: seks, seksualność, erotyzm, porządnie. Starożytny Rzym, Chiny, Rosja…

Z drugiej strony pomyślano o seksie w sztuce , w twórczości: Antoniego Plàcida Guillema Gaudí i Cornet znanego bardziej jako Gaudi, Salvadora Dali`ego oraz Paula Picassa. Oj , były z nich świntuchy… Oprócz starych, chyba kopii, zdjęć erotycznych możemy obejrzeć królewskie porno. Tak, dobrze czytacie. Film jest z 19/20 wieku a modelce bliżej jest do kształtów rubensowskich. To wybrane ciekawostki z tego miejsca. Po więcej wejdźcie do muzeum.


Myślę, że Barcelona „kupi” każdego. To miasto, które polubiłam od pierwszego wejrzenia, jeszcze w drodze z lotniska. Jest tu pełno kontrastów: wystawnych witryn, restauracji kuszących daniami na obrazkach w menu, a obok bieda, bałagan, żebrak siedzący na kolanach z wypiętym ku górze tyłkiem – taka pozycja błagalna. Jest trochę bezdomnych na własnych walizkach. Na szczęście nie ma aż takiego , jak w Katanii, smrodu. Niesamowite są wysokie, ładnie i starannie wykończone kamienice z fantastycznymi balkonami. Wzrok przykuwają na nich balustrady, metalowe artystycznie dopracowane detale obramowania.

Każda kamienica jest w innym stylu, z innym pomysłem. Drzwi balkonowe i okna zasłaniają szmaty lub cienkie słomiane zasłony. Na balkonach w donicach stoją rośliny. Mnóstwo jest tego. W sklepach z pamiątkami wszędzie to samo: kubeczki, malowane ręcznie jak na Malcie miseczki, talerzyki, torby, identyczne magnesiki, breloki… Sklepy te „opanowane” są przez Azjatów głównie Hindusów i skośnookich.

  • Skąd jesteś?
  • Z Polski
  • „Dzień dobry”, „Dobra cena”.
    Sprzedawcy są męczący.
  • Na wszystko 50 */* rabatu. Ta butelka, jak dla ciebie za 10 euro zamiast 18…– zachwala jeden z nich.

Wielki Targ, przy głowie głowa
Wychodząc z hotelu, poza kupnem kawy, za cel postawiłam sobie odwiedzenie targu miejskiego. Znajduje się on w niemal przy głównej ulicy. Szłam tam na koniec każdego dnia. Taki rytuał, by nacieszyć oczy kolorami. Jest tu uczta dla zmysłów. Dominuje zapach ryb, owoców morza, wędlin oraz lodu przesiąkniętego nimi. Każdego wieczoru zmywany jest szlauchem z zimną wodą.

Dużo tu owoców egzotycznych. Do sufitów, metalowych ram stoisk przyczepione są wielkie wysuszone i wędzone udźce. Widok oskalpowanych i upieczonych baranów lub świń robi wrażenie. Nieopodal są kubeczki z sokami zanurzonymi w białym skruszonym lodzie, do którego wbito też truskawki oblane czekoladą.

Na jednym ze straganów leżą sześciany czekoladek, stosy żelek, owoce egzotyczne oraz kandyzowane. Na innym widzę ciastka w kształcie dużego pieroga z mięsną wkładką, czy papierowe zakładki z kilkoma kawałeczkami suszonej szynki, albo wielkie jak pół kciuka oliwki… . Gotowe dania…

Wszystko kusi. Można też kupić wędliny i kolorowe kiełbasy popakowane w vacum lub wiszące na sznurkach. Przyprawy…

Hip hip hop hurra
Jeszcze w Polsce kupiłam bilety na autobusy sieci hop on , hop off. (W Barcelonie jest jeszcze inna firma z identycznymi autobusami, ale w kolorze niebieskim). I wydawało mi się, że dwie linie Hop on , hop Off (czerwona i zielona) odjeżdżają z tego samego centralnego miejsca. No i zonk. Zatem wsiadłam w zieloną, a fantastyczny układ polega na tym, że w kilku miejscach mogę ją zmienić na czerwoną, jadąc na jednym bilecie. Ostatni autobus z początkowego przystanku La Pedrera rusza o 19. Wysiadając przypadkiem można znaleźć takie perełki, jak ta fontanna w parku.

Miejscówka na piętrze pojazdu poza naturalną klimatyzacją (a szczególnie ciepło nie było) daje możliwość robienia lepszych zdjęć. Warunek jeden: o ile nie aż tylu drzew , co tu… . Zasłaniają one atrakcje, ale fakt, nie odczuwa się takiego ciepła przy około 30 stopniach. Dlatego, by zrobić zdjęcia np. Łuku Triumfalnego trzeba wyjść z pojazdu.

Plan był prosty: objechać całość i potem wrócić w ciekawsze miejsca. Ale plany są po to, by je łamać. Zachęciła mnie informacja, że w dawnym szpitalu Św. Paula,

( z 15 wieku), a raczej kompleksie szpitalnym, jest wystawa o historii rozwoju tutejszej medycyny. Może do końca nie spełniła moich oczekiwań, ale budynki zaciekawiły kształtem.

Sale wyglądają jak pokoje w ekskluzywnym hotelu. Sufity np. z łukami jak w gotyckich kościołach lub mozaikami, a ściany starannie wykańczane wzorzystymi kaflami. Tu nawet przyjemnie było chorować. Więcej na jego temat TU poczytacie na dość ciekawym blogu o Barcelonie:)

Wielka wagina
Moja przyjaciółka uważa, że wejście do Sagrada Familia przypomina waginę. I znowu skojarzenie z Muzeum Erotyzmu. Tam też były odwzorowane intymne części ciała różnych aktorek…. Natomiast tych kilku wież nie porównała bym do „sami wiecie czego”. I coś w prostej linii jest na rzeczy. Bowiem z okien jednego ze szpitalnych budynków widać ją całą. Obiekty dzieli może 10 minut marszu. Po drodze oczywiście sklepy, knajpki i fragment drogi z ławeczkami. Ale zadziwia mnie, że kościół jest cały czas budowany od 1882 roku. Projekt świątyni jest na planie krzyża łacińskiego. Rozrysowany jest na 18 wież oraz 3 fasady – Narodzenia, Pasji oraz Chwały. 

Poza detalami, dziesiątkami postaci, roślin, czy zwierząt widać na budynku przeróżne style. Dla mnie totalny bajzel i nieporozumienie, wszechogarniający brak spójności. Chyba mnie nie przekonuje Antonio G. Ale sztuka ma burzyć konwenanse, siać wiatr zdumienia w umysłach. Wejście do budynku, kosztuje od 21 euro wzwyż. Jakoś mnie nie zachęciło.

Z Sagrada, ufając GPS, zrobiłam sobie spacerek do Parku Gülle, który został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To także pomysł Gaudiego.

Góra coraz górzej

Wszystko fajnie, nawet nieporozumienia z GPS, nawet 2 km wedle trasy, ale… nigdzie nie pisze, że to pod górę. W połowie drogi żałowałam, że nie wróciłam do przystanku pod Szpitalem, który od parku dzieli niewielką odległość. Kiedy wreszcie zobaczyłam postój Hop’a, kiedy w ostatniej chwili wbiegłam do autobusu… kierowca oznajmiła, że to stąd idzie się do parku… Niby prosto, potem schody, ale wciąż pod górę. A tam niespodzianka – bilety kupuje sie tylko on line. Cena 18 euro. Park, którego budowę zainicjowano w 1900 roku, jest dziwnym miejscem. Warto obejrzeć placyk z ciągnącą się na niemal około mozaikową ławką.

Poniżej jest łgodna uwagi panorama Barcelony z morskim tłem, z pierwszoplanowymi domkami, niewielkimi rzeźbami – fontannami. Domki są ciekawe, bajkowe. Moja znajoma mówi, że jeden z nich wygląda jak z piernika. Poniżej ciekawe przejście na „parter” i do wyjścia.

Budynki są udostępnione do zwiedzania. W samym parku można siedzieć do woli ( oczywiście w granicach godzin otwarcia), ale wchodzi się tylko raz . To jeden z ciekawych form sztuki modernistycznej w Barcelonie.

Kolejnym punktem wycieczki była La Pedrera, uroczy, pomysłowy i z serii dziwnych budynków Gaudiego. Wejście do niego było płatne, ale znajdująca się w nim księgarenka także z pamiątkami głównie dotyczącymi tego twórcy, oferowała kilka książeczek ze zdjęciami jego prac.

Ich ceny wahają się od 7-28 euro. Inny dom to widoczny z daleka błękitny Casa Batllo. Tu najtańszy pakiet zwiedzania kosztuje 59 euro… . Dlatego szereg wycieczek stoi pod nim i na słowo honoru pilota / przewodnika wierzy w jego zawartość.

Wiedeń ma Klimta i Hundertwasser`a a Barcelona szczyci się Mirò oraz Pisaccem, nie wspominając o wszędobylskich Gaudim czy Salwadorze Dali . Zresztą bardzo ciekawa wystawa zdjęć z tym ostatnim w roli głównej, autorstwa Leonardo jest w najstarszej części miasta. Nieopodal głównej ulicy.

Gorąca czerwona linia

  • Skąd jesteś?
  • Z Polski…
  • To dlaczego my rozmawiamy po angielsku?? – pyta zaskoczona szczupła blondynka, pracująca w sieci Hop on hop off. Karolina z Kutna szybko tłumaczy mi, że na czerwonej trasie warto wysiąść na górze Montjuic, na przystanku numer trzy i zejść do wjazdu wyciągu na górę. – Camp Nou zobaczysz z autobusu, zresztą jest on w remoncie. Kolejne przystanki to punkty przy jednej ulicy…. Zrobisz zdjęcie jadąc…. Spodoba Ci się. Miłego dnia – dodała na nierealne dowodzenia.

Miała rację. Barcelona od „czerwonej” strony jest ciekawa, szczególnie wjeżdżając na wspomnianą górę. Z jednej strony niewiele zarośnięte skały a z drugiej port handlowy i morze. Bezkres. Panorama miasta widziana z niewielkiego wagonika kolejki linowej robi wrażenie. Wjazd w obie strony – 17 euro, brak jest zniżek studenckich.

Kolejką zębatą do zamku

Zamek ( wejście około 20 euro) był warownią, a podczas 2 wojny światowej punktem obronnym o czym świadczą rozstawione w kluczowych punktach działa i okrągłe wnęki obserwacyjne z zadaszeniem i dziurą na lufę karabinu. Jest bardzo ciepło. Na szczęście bar na głównym placu oferuje zimne piwko. Druga buda na kółkach już tylko lody. Na zamku znajdziecie między innymi wystawę dotyczącą jego historii. Co ciekawe, swego czasu było to nawet więzienie.

Chyba nie tylko we Włoszech , nad Gardą, Bóg tworząc świat dał wszystkiego po trochu. Góry, morze, słoñce. Taką samą myśl miałam wieczorem spacerując po porcie i obserwując ludzi na piaskowej plaży. Chociaż jej początek przypomina trawnik.

Wszystko co najlepsze

– Ile ci zostało kasy? – pyta jeden chłopak drugiego.

– 50 euro …

– No przech*j – odpowiada drugi nastolatek.

No tak, polskie obozy obowiązkowego wypoczynku są też w Hiszpanii. Poble Espanyol to fajne miejsce, traktowane jako muzeum. Każdy dom jest o charakterystycznym kształcie , wykończeniu, w różnym stylu i pochodzi z innej miejscowości. Budynki ułożone są regionami. Północ stonowana, południe żyjące Fiestą… Wybrano najciekawsze i charakterystyczne budowle z hiszpańskich miast takich jak Madryt czy Sewilla…

W prawie każdym jest jakiś biznes: pamiątki identyczne jak wszędzie lecz o cenach zdecydowanie wyższych, hand made biżuteria, restauracje lub sklep z wytwarzanymi na miejscu produktami ze skóry. Jest też malutkie muzeum między innymi z pracami Gaudiego i innych iberyjskich twórców. Komercjalizacja wylewa się tu przez każde drzwi. To miasteczko w miasteczku. Kościół też jest dla pokrzepienia ducha. Pomysł fajny. Bilet że zniżką za ok. 12 euro. Są pakiety rodzinne.

Wyjdzie na nas 60 euro, to nie wchodzimy – stwierdzili nasi rodacy pod kasą biletową. Smutne.

Talerz z morzem

Tutaj polecam restaurację Bodequita , gdzie serwują przepyszną patelnię z ryżem i owocami morza. W kwestii jedzenia omijajcie w centrum knajpę Restaurante Rodrigi, gdzie danie wegetariańskie spieprzono w sposób dokumentny. Oliwa zdominowała wszystko: grilowane pieczarki, cukinię, pomidora. Wręcz niesmaczne. Dużo lepsze od tego są gotowe sałatki w Carrrefour, za 10 euro. Natomiast mule mają dość dobre. Ostatnim miejscem godnym polecenia także pod względem frutti di mare jest Ancora Restaurante Boqeria przy targu. Dania średnio kosztowały 20-27 euro: obiad, kawa, woda.

Natomiast dobry makaron w kilku odsłonach zjecie przy La Rambla w Pasta Market. Są gotowe propozycje lub sami wybieracie składniki, a za każdy jest opłata. Weszłam do wydawało by się ekskluzywnej kawiarni Marion nieopodal La Pedrery i ciastko z , jak się okazało, maślanym kremem przykryte migdałami nie urzekł mego podniebienia. Co innego kawa. Wszędzie rewelacyjna, aromatyczna i mocna choć w mała. Słodkie, tym razem, ale w innej wersji, to Muzeum Czekolady nieopodal .

Reasumując

Barcelona to nie tylko pamiątki, zabytki, postawne kamienice , ale zapachy. W wąskich uliczkach obowiązkowa woń moczu ( to już taka śródziemnomorska „specjalite”), wspomniany specyficzny zapach martwych ryb, krewetek czy ośmiornic sprzedawanych w większości knajp. Do tego ciepło i dobre jakościowo cygaretki lub marihuana. Na ulicach sporo petów. Z czystością też bym nie przesadzała.

Urocze jest , że na nawet jednym rynku ludzie grają różną muzykę zbierając do kapelusza. To wersja oldskulowa. Wpłacić można też za pomocą kodu QR lub przykładając kartę do terminala. Niektórzy tańczą np. w parku pod wielką fontanną przy głośnikach lub w centrum z akompaniamentem na żywo.

Jest bezpiecznie. Wszędzie, gdzie przewijają się tabuny ludzi, jest pełno policji, straży miejskiej. Ich samochody są rozstawione na głównych ulicach. Wąskimi uliczkami jeżdżą patrole na motocyklach.

c.d.n.

Alicja Badetko

Spałam w Hotelu Moderno w centrum miasta za fajna cenę około 320 euro 3 noce. Polecam serdecznie. Jest tam czysto, w moim pokoju była wanna, poza lodówką także szafa, sejf i mini balkonik. Śniadania bardzo dobre i każdy znajdzie coś dla siebie. Obsługa jest bardzo pomocna. W pobliżu Carrefour, liczne knajpy. Bliziutko do głównego placu Katalońskiego, skąd jadą autobusy na lotnisko oraz Hop on, hop off.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *