Czas przed świętami obfituje w wielu miastach (np. Kraków, Katowice, Poznań) w jarmarki. Przez chwilę można przenieść się w inny świat i pozwolić sobie na ” chwileczkę zapomnienia…” przy grzańcu zagryzanym góralskim oscypkiem. Na szczęście w Katowicach nie ma przaśnej , rubasznej muzyki a tylko prawdziwy, dobry blues i rock na żywo.
Tak, szalenie nam się podobało. Wprawdzie planowaliśmy Berlin lub Wiedeń, ale że nasz mały domownik jest chory, to wszelkie wycieczki na dłużej jak 3-4 h odpadają.

Nic straconego. „Za rok może dwa…” będziemy tam znowu. Tymczasem…
„Ulica szeroka wystawa – to tu
Na chwilę przystajesz zdumiony…”
Bo mamy wrażenie, że ten jarmark nie różni się nastrojowo od swego odpowiednika w Dreźnie. Jest koło młyńskie nawet w dwóch odsłonach: duże i małe. Jest mała karuzela jak w wesołym miasteczku, na której obok dzieci świetnie bawili się dorośli😜🤣Podobne atrakcje widzieliśmy w kilku miejscowościach w Holandii, a jej trzypiętrowy odpowiednik mijaliśmy kiedyś w Żorach.





W kilku miejscach można kupić grzańca – niemal wszędzie kosztuje 18 zł a 25 zł sam kubek… Cena jest przesadzona, dlatego niemal wszyscy, których mijaliśmy, zasysali smaczny trunek z papierowych kubeczków. My zaszaleliśmy. Do kolekcji trafił jeden z kilku proponowanych wzorów. Pojemność 0,2 l.




Jak jarmark, to rodzinne szaleństwo „ciastkowe” i nie chodzi tu tylko o wysublimowane słodycze. Bowiem w drugiej części rynku, koło miejsca gdzie w sezonie pozazimowym są palmy, ustawiono zagródkę z podświetlanymi postaciami bajkowymi. Rodzina Ciastków też tam była🧡 W tle są przepiękne kamienice pamiętające pierwsze dekady ubiegłego wieku. W tej z czerwonej cegły mieści się Muzeum Śląskie.









Bajkowość towarzyszy na każdym kroku, bowiem gęsto tu od małych domków, w których po naciśnięciu guzika ożywają postaci z opowieści dla dzieci.
No dobra. Zamknęli tam też Mikołaja…żeby zapewne przed 6 grudnia nie uciekł do Laponii.😜 Nam dzieciństwo przypomniały nie tyle krasnoludki, czy Jaś z Małgosią lecz… Muppety 🤣😜🤣.














Postaci z bajki o „Dorotce i czarnoksiężniku z krainy Oz” są dla nas punktami orientacyjnymi na tym targu próżności. Natomiast mankamentem jest duża ilość ludzi, wózków parkujących czasem na naszych łydkach.





A dużo tu dobroci dla ciała…także migdałowatego…

Polecamy z poniższych deserów oblaną czekoladą karmelową głowę renifera ( ptasie mleczko, biszkopt i duża kropla karmelu w środku). Cena 18 zł za sztukę. Ale naprawdę warte swojej ceny i lepsze niż w niejednej cukierni.
















To nie wszystko. Obok słodyczy także z Grecji ( jako powiew ciepłego klimatu na te mroźne dni), owoców w czekoladzie, herbat, sera i wędlin oraz trunków wyskokowych, jak i dań na ciepło są stragany z przeróżnymi zbytkami od zabawnych kubków przez wyroby ze skóry, różnej wielkości aniołki drzewka z bombkami tudzież urocze szklane bombeczki po znienawidzone przez obdarowanych skarpety.






Sami też możecie stać się prezentem 🙂

Jest muzyka na żywo .
„Dobry, poczciwy, stary blues”.
Widzów porwał ze sceny młody chłopak śpiewając „i tylko nocą do klubu Puls , jam session do rana, tam panował blues…” Dżemu.

A sam klub był nieopodal przy placu Wolności 3a. Kiedy Riedel pisał tę piosenkę nie był jeszcze gwiazdą a pretendentem do tego miana.
Do tego elitarnego ówcześnie klubu wpuszczali go bardziej znani muzycy… Więcej ciekawostek o tym miejscu w próbie monografii Pulsu , wydawnictwa Scriptorium z Opola.
A teraz warto obrócić tel na poziom, by obejrzeć filmik🤣 i poczuć „magię tych świąt”🎼.
Zapytacie, czy była…
szopka?!
Jasne, że tak. Fantastyczna , bo ze słomy, ale rysy twarzy postaci dobrze widoczne.



Centrum Katowic wieczorem zachęca do spaceru. Przy galerii dworcowej przycupnęły dwa małe Beboki: Frelka i Miglanc.





Na koniec dnia jeszcze jedna rozpusta obiado-kolacja w Zaklętym Czardaszu, smacznej chociaż niezbyt taniej knajpie z jedzeniem węgierskim. Znajduje się ona po drugie stronie dworca PKP, przy ul. Kopernika.



Powrót do domu pociągiem, a na dworcu kolejna niespodzianka. Producent Milki po okazaniu ważnego biletu oferował ciepłą kawę i batonik☕.
A i R.
