Imperium Zipserów

To Austriacy, Żydzi, Protestanci” – mówią o Zipserach, bielskich fabrykantach, mieszkańcy Mikuszowic. W rzeczywistości korzenie rodziny są na Spiszu. Spisz w języku słowackim pisze się “Zips”.

– Zipserowie są tutaj od czasów średniowiecznej kolonizacji – tłumaczy Piotr Kenig, wysoki, szczupły historyk z Muzeum Techniki w Bielsku Białej, gdy opowiadam o moim odkryciu – grobowcu Zipserów na cmentarzu ewangelickim w Mikuszowicach Śląskich.

Pomnik jest kamienny, w kształcie domku, jaki rysują dzieci. Przypomina też odwróconą literę “T”, a to za sprawą jakby specjalnie zrobionych kamiennych ławeczek. Dostępu do niego bronią zardzewiałe sztachetki. Kiedyś była jeszcze kamienna śmierć, ale ktoś ją ukradł. Daty urodzin, czasem także i śmierci kilku osób są zamurowane.

– To było celowe działanie polityczne, wynikające z nienawiści do Niemców – wyjaśnia mi konserwator zabytków z bielskiego ratusza.

Nazwisko fabrykantów jest też znane jako Zipcer, Zipper. Forma pochodzi od różnych zapisów notarialnych z czasów, kiedy nie było jeszcze ustalonych jasnych zasad pisowni. Przeglądając polskie i światowe zasoby internetowe znalazłam dziesiątki osób o tym nazwisku. W większości są to właściele hoteli w Austrii, pracownicy naukowi jak na przykład prof. Tadeusz Zipser z Wrocławia. Niestety, nie dotarłam do autentycznych potomków Edward Zipsera, który założył w Mikuszowicach swą fabrykę, w której pracował mój dziadek, ale…

Rodzinny biznes

Pan Piotr Kenig udostępnił mi swoje materiały dotyczące bielskich fabrykantów. Z nich, z fragmentów książek o historii regionu i z własnego “śledztwa” ułożyłam obraz rodu Edwarda Zipsera i dzieje jego fabryki.

Ojcem Edwarda był bielski sukiennik – Johann Andreas. Wiadomo, że wziął za żonę Fredericę Katherinę i uciekł do Kodenia, gdzie zmarł. Edward vel Eduard miał dwóch braci: Karla Friedricha i Gottfrielda. Syn tego ostatniego umarł mając dwadzieścia osiem lat. Zdążył jednak założyć fabrykę włókienniczą i ożenić się z Christiną Weich. Natomiast wybranką Edwarda Zipsera została Maria Rosina, córka Gayera, bielskiego fabrykanta. W 1826 roku Edward postawił w Mikuszowicach Krakowskich manufakturę włókienniczą – jedną z najstarszych w Małopolsce. Następnie, w 1841 roku, przekształca ją w fabrykę włókienniczą. Dwadzieścia trzy lata później pracuje w niej maszyna parowa – cud postępu technicznego; jedna z pierwszych w regionie. Dzięki zastosowaniu w zakładzie maszyn przędzalniczych typu muller – jenny, Edward Zipser zaczyna się coraz bardziej liczyć w środowisku przemysłowców Bielska. Jednocześnie od 1850 roku bliźniaczy zakład działa w pobliskich Łodygowicach.

Zipser und sohn

Nagle, w 1871 roku, Edward Zipser umiera. Rodzinny biznes przejmuje jego syn Aleksander. Nie zmienia firmowej nazwy “ZIPSER UND SOHN”. Fabryki natomiast rozbudowuje, zastawiając w austriackich bankach rodzinny majątek w niedalekich Czechowicach. “Produkuje teraz sukno we wszystkich kolorach, subtelnych deseniach, na dekoracje i konfekcje, sukno do pokrycia powozów, bilardów. Początkowo rynkiem zbytu była monarchia austro – węgierska, a od 1848 roku rynek ten rozszerzył się na Daleki Wschód”. Później, w latach siedemdziesiątych, bielskie sukna trafiają do Japonii, Ameryki i północnej Afryki. Zdobywają też nagrody i wyróżnienia na światowych wystawach, choćby we Wiedniu w 1873 roku, w Krakowie w 1887, czy dalekim Chicago sześć lat później.

Zamek dla Leo

W tym czasie zakład składa się z kilku budynków. Podobno z czerwonej, pruskiej cegły, zbudowanych na planie kwadratu. Pośrodku jest mały plac. W jego rogu stoi wielki, dymiący komin. Obok, istniejący do dziś, murowany dom dla pracowników. W tle łąki i niewysokie wzniesienia: Przegibek i Gaiki.

Niewątpliwie na rozwój potęgi przemysłowej Aleksandra wpływ ma ślub z Marie Johanną Furster, córką znanego bielskiego fabrykanta. 10. marca 1896 roku Aleksander umiera. Zgodnie z testamentem dobra czechowickie przypadają jego dzieciom: Leo, Arturowi i córce Marii.

“Z bliżej nieznanych powodów część Artura została – na mocy wydanego w Bielsku 17 IX 1899 roku aktu notarialnego -podzielona między pozostałych spadkobierców”. Leo, do którego trafił zamek, przekazuje część majątku gminie. Gmina buduje na podarowanej ziemi kościół ewangelicki i szkołę niemiecką. Na posiadłości Zipserów powstaje dzielnica Gaj, rafineria Schodnica i rafineria Vacum. Także targ, który kwitnie interesem już w 1925 roku. Siedem lat później Leo umiera w Rodaun; nie wiadomo w jakich okolicznościach. Z kolei Maria wychodzi za mąż za Wenzela Heinisha, syna zarządcy dóbr lipnickich.

Pamięć

Po śmierci ojca fabryką zarządzali Edward i Erwin. Erwin urodził się w 1865 roku. Mieszkał w fabryce. “Myj się żebyś była piękna” mówił dając mydło pracownicom, które mu się podobały. Ludzie wspominają, że był sknerą. Lubił bawić się monetami. W zakładzie miał własny sejf. Gdy umarł, dokładnie nie wiadomo kiedy, pochowano go obok innych Zipserów, choć poza wpisami do ksiąg kościelnych nie ma o tym wzmianki na grobowcu.

Syn Erwina, Aleksander, był architektem, autorem projektów wielu willi na pobliskim osiedlu Błonie. Był homoseksualistą i za wykorzystywanie chłopców wytoczono mu kilka procesów. Niemcy aresztowali go w 1939 roku i prawdopodobnie zabili. Z kolei
o Kurcie krążą inne opowieści.

– Kurt był szykowny, a babów mioł tyle! Jak mu się któraś spodoboła, to ją namówił. Strosznie za babami gonioł. Niektóre mioł na stałe – twierdzi pani Zofia, prawie dziewięćdziesięciopięciolatka, jedna z dwójki jeszcze żyjących pracowników dawnej fabryki Zipsera. Oficjalnie wiadomo, że Kurt był oficerem wojska niemieckiego i zginął na froncie jako porucznik Bundeswery.

Strosznie niedobry człowiek”

Edwarda, drugiego syna Aleksandra, ludzie wspominają jako człowieka postawnego, chodzącego dumnie, trzymającego się za napięte szelki. Pani Zofia opowiada:

– Edward był strosznie niedobry człowiek. Toki nerwowy. Przyszeł do fabryki, to ino sie darł na ludzi. Chłopoki raz mu nasmarkali na klamke, a łon przyszeł i te klamke wzion. Jezus, jaka była sprawa! Darł sie. Musieli przylecieć majstrowie i myć mu rękę. Nie ukarał nikogo, bo nie wiedzioł kogo – przypomina sobie drobna kobieta. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, ale zaraz znika.

– Pani, jak jo sie źle czuje dzisiaj… – mimo to po chwili wygrzebuje coś z pamięci.

– Ale żone to mioł Zipser strasznie dobrą. Zawsze prędko gonioła do roboty. Była bardzo pracowita. Miała ogród. Tam sadziła jarzynę. Wszystko robioła sama. Potem jechała z tym na rynek. Sprzedawała. Zipserowie mieli bryczkę, ale najwięcej jeździli samochodem. Córka była na łojca podana. Wydała się potem za jednego i pojechała do Brazylii, gdzie mioła plantacje bawełny po matce. Potem tam żyła. Miała dziecko, ale nie chcioła z mężem być. On też miał inną. Dziecko im się utopiło – dodaje cicho pani Zofia.

Edi był uprzejmym chłopcem

Natomiast o Edim, synu Edwarda, ludzie opowiadają, że był dobrym i uprzejmym chłopcem. Gdy któryś z pracowników kłaniał mu się – odpowiadał. Pod warunkiem, że nikt nie widzi. Przed wybuchem II wojny światowej uciekł do Austrii, gdzie Zipserowie mieli bliźniacze zakłady. Jednak został oszukany przez wspólników i wyjechał do siostry. Do Brazylii. Tam podobno się ożenił i miał syna.

– W latach dwudziestych Zipser poważał mojego dziadka, który pracował w fabryce jako majster. Gdy któryś z pracowników coś zawalił, Zipser przychodził do dziadka i mówił mu “Herr Lachowski, powiedzcie temu, żeby wzioł kubot i jutro nie przychodził” – wspomina kolega mojej mamy, postawny mężczyzna po pięćdziesiątce. Podobno takim zaufanym pracownikiem był też mój dziadek; zmarł trzynaście lat temu. Zipserowie, aby sprawdzić, czy ktoś jest godny zaufania, wpuszczali go do domu pod pretekstem jakiejś pracy, i zostawiali na widocznym miejscu pieniądze; to była próba uczciwości: weźmie – nie weźmie.

Dom z miłości

Edward z rodziną mieszkał w willi na przeciwko zakładu. Dom zbudowany był w latach 1890 – 1902, według projektu Emanuella Rosta, bielskiego architekta. Przetrwał do dziś: jednopiętrowy, podpiwniczony, z mansardowym dachem; do tego półkoliste okna, ozdobione dekoracyjnymi kratami i podłoga wyłożona płytkami ceramicznymi. Niecodzienne wrażenie robi drewniana balustrada.

Historię powstania willi nazywanej “Zipserówką” opowiada pan Tadeusz, syn jednego z pracowników “Zipser und Sohn”:

– Edward – senior sprowadzał do fabryki surowiec z Brazylii. Pojechał tam raz, żeby zobaczyć jaka tam jest bawełna. Poznał córkę dostawcy. Po pewnym czasie postanowił się z nią ożenić. Wtedy jej ojciec zapytał: “Gdzie moja córka będzie mieszkać?”. Zipser pokazał mu fabrykę, gdzie miał mieszkanie. Usłyszał: “Ty chcesz, żeby moja córka tu mieszkała? Musisz jej willę wybudować!” Jak Edward to zrobił, to się ożenił. Luksusowych warunków nie było. Woda z hydroforu. Nie było ogrzewania. Czy była miłość?

Straszny dwór

Co naprawdę działo się w willi, skoro ludzie opowiadali, że jeszcze piętnaście lat temu w niej straszyło? Słyszałam, że kogoś tam zabili. Podobno jeden z jej mieszkańców zajmował się czarną magią. Gdy zmarł – niesiono go na cmentarz na ramionach, ponieważ konie przy czarnym, przeszklonym karawanie stanęły dęba.

Ostatnio odwiedziłam w Bielsku otoczony tajemnicą dom Zipsera. Dziś jest w nim ośrodek szkolno – wychowawczy dla dzieci specjalnej troski. Natomiast w części służbowej mieszka rodzina Kowalskich. Przez blisko 30 lat byli świadkami różnych i trudnych do wytłumaczenia zdarzeń metafizycznych. Nie chcą jednak o tym głośno mówić. – Czujemy, że oni potrzebują naszej modlitwy. Ale teraz wiem, że Zipserowie nam pomagają duchowo. Dziś nie ma w nas absolutnie żadnego strachu – uśmiecha się pani Monika. Państwo Kowalscy opiekują się grobowcem rodzinnym Zipsera.

“Guten Morgen Herr Chef”

Zmierzcha. Wracam do domu tą samą drogą, którą chadzał Edward Zipser. Podobno, kiedy wychodził z willi – Johann, jego lokaj, dzwonił do zakładu, że pan zaraz będzie. Niewiele miał Zipser do przejścia. Najwyżej czterysta metrów. Portier witał go słowami: “Guten Morgen Herr Chef”.

Edward zaczynał obchód fabryki od serca zakładu – hali z maszyną parową. Potem szedł na piętro, do swego biura. Stojąc przy wielkim oknie, wypatrywał spóźnialskich. Wzywał ich do siebie i …zwalniał. Na trzy dni przed śmiercią, w 1945 roku, krzyknął do odpoczywających koło zakładu: “Róbcie, róbcie, każdej minuty szkoda!”.

Mijam właśnie kilka budynków pozostałych po fabryce. Z informacji jakie uzyskałam w przedsiębiorstwie wynika, że po wojnie ruszyła pełna parą już w maju 1945 roku. Uruchamiali ją dawni pracownicy “Zipser und Sohn”; także mój dziadek. Opowiadali mi ludzie jak w latach sześćdziesiątych wysadzono
w powietrze część zakładu, aby w jego miejsce zbudować nowy. Podobno w starych, grubych ścianach Zipserowie ukryli dywany, dokumenty, porcelanę. Może wierzyli, że jeszcze po to wrócą. Nikt nie zaprzecza wiadomościom o skarbach.

– Jako dziecko znalazłem w jej ruinach zamówienia z fabryki, ale, widzi pani, moja żona je wyrzuciła – słyszę od jednego z rozmówców.

Nie ma już zakładu “Zipser und Sohn”. Jego nazwę zmieniono na Państwowe Zakłady Przemysłu Wełnianego imienia Małgorzaty Fornalskiej. Jednocześnie inne bielskie fabryki włókiennicze dawnych fabrykantów: Gayera, Butnera, Maurycego Granbera i Henryka Brauna uległy połączeniu w kombinat włókienniczy imienia Leona Laski. Pierwszego kwietnia 1965 roku ówczesne władze Bielska połączyły “Laskę” z “Fornalską”, co dało Zakłady Przemysły Włókienniczego “Bewelana”. Fabrykę przez lata modernizowano. W 1992 roku została sprywatyzowana. Dziś ogłasza upadłość. W jej miejscu jest dziś (ad. 2024 ZUS)

Kasyno i sentymenty

Równie smutne są losy willi. Jej stan techniczny jest fatalny. Nie nadaje się do mieszkania, a już szczególnie dla dzieci specjalnej troski. Budynek musi być jak najszybciej wyremontowany. Znalazła się już osoba, mająca się tym zająć. Jest to – ku radości rajców – właściciel położonego obok wilii hotelu. Nieoficjalnie wiadomo, że planuje w zabytku zrobić…kasyno. Pisały już o tym lokalne gazety w 1999 roku.

Teresa Śliwka, kierownik Wydziału Mienia Gminnego i Rolnictwa, w bielskim ratusza, nie przeczy moim informacjom dotyczącym potencjalnego, nowego właściciela willi. Owszem, może być i kasyno. Jednak Aleksander Skwarna, jej kolega z pokoju obok, jest bardziej powściągliwy. Mówi, że istotnie została podpisana umowa przedwstępna z jednym z bielskich biznesmenów. Wynika z niej, że nowy właściciel musi w ciągu dwóch lat zaadaptować jakiś budynek, do którego przeniosą się dzieci. W zamian dostanie willę na własność.

Możliwe, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby o majątek przywłaszczony przez państwo po 1945 roku upomnieli się Zipserowie. Niestety, przed wyzwoleniem Bielska zbiegli do Austrii, gdzie mieli bliźniacze zakłady. Nikt nie wie, czy potomkowie Edwarda Zipsera domagali się zwrotu majatku.

W latach osiemdziesiątych Bielsko i willę odwiedziła prawdopodobnie wnuczka Edwarda Zipsera, mieszkanka Brazylii. Chciała tylko zobaczyć w jakim stanie jest rodzinny majątek.

Długo tworzone imperium Zipsera runęło szybko i bezpowrotnie. Pamięć o ludziach tworzących tamtejszy przemysł jest równie krucha, jak losy dzisiejszych bielskich tekstyliów.

Uzupełnienie

Mamy rok 2024. Willa została odnowiona. Jest własnością prywatną jednego z bielskich biznesmenów, ale nie właściciela bielskiej Vienny. Grobowiec rodzinny został odremontowany dzięki między innymi inicjatywie Jerzego Partyki. Oto strona akcji . Zdjęcie zaczerpnięte ze strony fan page wydarzenia.

Filmik o cmentarzu ewangelickim – autor Jerzy Partyka – Cmentarz ewangelicki w Bielsku-Białej (youtube.com) Zdjęcie pochodzi ze strony: Facebookhttps://www.facebook.com/grobowieczipserow

Reszta zdjęć AB.

Tekst powstał jako fragment mojej pracy licencjackiej „Monografia zakładu Zipser und Sohn”, pisanej pod opieką red. Jadwigi Karolczak, WSD im. Melchiora Wańkowicza w Kielcach. Rok 2001.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *