Z Tychów do Kęt prowadzi droga przez Bieruń. Zapamiętam ten wyjazd z wielu powodów, z czego największym było oświecenie. I nie chodzi tu o zmianę duchową, ale błysk fotoradaru…
Kęty, to niewielka miejscowość w Małopolsce. Pojechaliśmy tam, by zwiedzić muzeum miejskie. Fantastycznie nas oprowadziła jedna z pań. Dziękujemy. W tym miejscu są zbiory głównie Aleksandra Kłosińskiego – założyciela placówki.

Oprócz nich niektóre rzeczy przynieśli np. mieszkańcy miasteczka.
Zobaczymy tam między innymi niektóre elementy wyposażenia/ codziennego użytku w dawnym domu. Są też rzeczy należące do cechów.

W 1915 roku stacjonowała tu I Brygada Legionów Polskich. Po nich także zostało kilka przedmiotów. Polecamy. Muzeum jest niewielkie, dlatego przyjemnie do zwiedzania.
Obiekty sakralne.
Niemal w rynku są dwa obiekty sakralne. Pierwszy to Sanktuarium św.Jana Kantego
oraz obok znajduje się sanktuarium Matki Bożej Pocieszycielki.
https://youtube.com/shorts/UvDHO7XoUhw?si=mDbXezf3S0zRwwb_

Włoskie dolce farniente
Finałem wycieczki był obiad we włoskiej knajpie u wylotu z miasteczka. Taka duża niebieska ławka przy wejściu stoi… Jak ostatnim razem owoce morza smakowały mi szalenie, tak tym razem szału nie było. Nie ukrywam jadłam lepsze. O gustach się nie dyskutuje jednak.



2 rodzaje muli po sztuk 3, krewetki małe sztuk 3, ośmiorniczki malutkie sztuk 3, jakieś malutkie 1 cm nie wnoszące nic do dania przypominające rozgwiazdy ośmiorniczki. Chyba też nie więcej jak 3. Cena 64 czy 68 zł za takie danie, w porównaniu z tym co jadłam w Barcelonie lub na Malcie za cenę niewiele większą, wydaje mi się przesadą. Danie Romka: makaron z sosem pomidorowym, było całkiem smaczne. Cannoli także.
Alicja