Stadion i kupa żelastwa

Jeśli lubicie komplikować sobie życie na urlopie czy city breaku, to polecamy szukanie Informacji Turystycznej na lotnisku w Madrycie a potem kursowanie po mieście metrem. Zapewniamy moc wrażeń.

Przylatując do Hiszpanii wiedzieliśmy, że aby mieć darmowe przejazdy komunikacją miejską w strefie A oraz bezpłatne wejścia do kilku muzeów, to na lotnisku musimy kupić specjalną kartę akurat ważną 3 dni. Nazywa się Visit Madrid Cart. Wiedzieliśmy, że jest dostępna w Informacji Turystycznej. Tyle, że ta w terminalu 2 była zamknięta. „Idąc” za logiką – poszukaliśmy kolejnego jej punktu w terminalu 1, w którym usłyszeliśmy: – Ale my nie mamy tych kart, tylko udzielamy innych informacji….

Podjęliśmy strategiczny odwrót, przez terminal 3 do terminalu 1. Po kolejnych 20 minutach, niewielkiego ale zawsze błądzenia po lotnisku, dotarliśmy do punktu przylotu… A okienko informacji turystycznej było już otwarte. Cała wycieczka zajęła nam 50 minut. A mogliśmy przecież poczekać aż spóźniony pracownik zawita do okienka IT. Ale… Z kartami (cena każdej to 22,50 euro) w zębach, napojeni kawą, nakarmieni mega tłustymi curriosami ruszyliśmy na poszukiwanie metra. Trzeba przyznać, że jest ono dobrze oznaczone na lotnisku i do ogarnięcia w samym mieście. Natomiast fascynujące są przejścia między peronami na różnych jego piętrach, długie niejednokrotnie kręte trasy i schody między nimi, to w górę, to w dół. Mimo idealnego ich opisu, trzeba bardo uważać, by nie zgubić się.

Sacho Panza i spółka

Pierwszego dnia, po szybkim przepakowaniu w hotelu i oddaniu bagażu do lobby, poszliśmy na pobliski plac z wysokim pomnikiem Cervantesa i najbardziej znanych bohaterów jego powieści: Don Kichota , Sancho Panza oraz kobiet ich życia. Plac nie jest wielki, zato otoczony robiącymi wizualne wrażenie kamienicami. Na jednym z boków jest klasztor oraz skromnie urządzony kościół.

Kilkaset metrów dalej odnaleźliśmy mały placyk z punktem widokowym na miasto oraz sprowadzonymi tu egipskimi świątyniami. Wejście do nich możliwe jest po rezerwacji biletów poprzez dedykowaną stronę internetową. Nas jakoś mało to interesowało i nie tracąc czasu poszliśmy w kierunku ogrodów przy zamku, teatru a docelowo Katedry.

Niewielkie podzamkowe tereny zielone bardziej w stylu francuskim, z prostokątnym i kamiennym zbiornikiem wodnym otoczonym wysokimi kamiennymi postaciami , muszą ciekawie wyglądać wiosną lub latem. My byliśmy w zimie, kiedy temperatura była między 6-8 stopni. Czyli i tak cieplej jak w Polsce.

Przed zamkiem teren zamknięto dla przechodniów. Konna zmiana warty, przerwana jest w pewnej chwili przez kolumnę policyjnych motocykli i migającej niebieskim kogutem limuzyny.

Figury woskowe i Las Vegas

Zamek robi wrażenie z zewnątrz. Jest największym takim obiektem w Europie. Niestety nie dało się wejść do środka.

Nieopodal niego jest Katedra Catedral de Santa María la Real de la Almudena budowana od 16-20 wieku, a wejście z boku zaprowadzi was do krypt. Jest ona siedzibą arcybiskupa Madrytu.

Znajdziecie w całym budynku elementy neoromańskie, neogotyckie, neoklasycystyczne oraz malowidła w stylu neobizantyjskim. Wiele osób krytykuje tę różnorodność. Mówią tak: To połączenie stylów uważane jest za nieharmonijne i stanowi wynik wielokrotnych modyfikacji projektu do tego stopnia, że ​​niektórzy eksperci opisali budynek jako „skrzyżowanie Lladró, Muzeum Figur Woskowych i Las Vegas„1.

Wg nas zdecydowanie jest to na plus tego miejsca. Dodaje mu uroku, wieloznaczności, nie ma nudy, klasycznych linii. Na zwieńczonych łukami sufitach dużo jest kolorowych wzorzystych malunków. Jest tu przepiękny boczny ołtarz poświęcony Matce Bożej oraz mini kaplica Jana Pawła II i osobne dedykowane kilku świętym.

„Pod sklepionym sufitem absydy zobaczysz tzw siedem witraży z całkowicie geometrycznymi wzorami, a pod nimi siedem obrazów. W sześciu z tych okien będziesz mógł zobaczyć rzeczownik „słowo» napisane w języku łacińskim, greckim, hebrajskim, syryjskim, cyrylicy i hiszpańskim. A w siódmym oknie, tym znajdującym się w centrum kompleksu, zobaczysz wypisaną nazwę «María«, patron katedry”1.

W neoromańskiej części kościoła, w której znajdziecie krypty np. szlacheckie, jest jeszcze na podłodze kilka miejscówek, mówiąc żartobliwie. Ale rzeczywiście w bocznych nawach są stare krypty, które najczęściej zamknięte są na żeliwne bramy, splecione łańcuchami z kłódkami. Nie da się do nich wejść. Wejście do krypt to donacja, a z boku są darmowe i czyste toalety.

Szoping za 1 euro

Idąc od Katedry w stronę Placu Major a kolejno do placu Bramy Słońca mijamy po obu stronach ulicy sklepiki z pamiatkami. Jest ich pełno. W asortymencie praktycznie mają to samo: magnesiki (od 1 euro w górę do nawet 3/4 euro, w wielosztukach taniej), szale hiszpańskich drużyn Realu Madryt, FC Barcelona (9-30 euro za te bliższe oryginałom ze stadionu Bernabeu); kolorowe kubeczki (od 6 euro+), koszulki (od 7 euro +), wzorzyste, wyszywane kolorowe chusty (8-10 euro), otwieracze z przepisem na Sangrię od 1 euro, breloczki od 1+. Dużo jest miseczek – bodaj ręcznie malowanych , dużych i małych (od 3euro+). Do tego słodycze, czapki z napisem „Madrid” (5euro+). Jedzenie raczej w standardowych, europejskich cenach, czyli około 18 -25 euro za porcję np. ryżu z kurczakiem, warzywami czy makaron z pulpetami i sosem pomidorowym itp. Hiszpanie nie kumają, co to jest „cafe latte”. Zatem dostaniecie czarną kawę z mlekiem. Z cappuccino nie ma problemu.

Muzeum żelastwa w kwiatach

Szalenie lubimy zwiedzać muzea techniki. W Madrycie Romek znalazł Muzeum Kolei Museo Del Ferrocarril De Madrid. Bilet kosztuje 7 euro. Obejrzycie tam wagony, pociągi sprzed i po wojenne, a także z lat 20. ubiegłego wieku, w tym namiastkę „orient ekspresu”. Najpiękniejsze drewniane pojazdy pochodzą z pierwszej połowy ubiegłego wieku. Są w nich wyraźnie oddzielone pomieszczenia sypialne, kuchnia, salon oraz ubikacje, w których dostrzegliśmy szklane… kaczki do sikania. Obejrzycie też kolekcję miniaturek pociągów, zegarów a także mało finezyjną makietę.

Tego dnia zwiedziliśmy także Ogrody Królewskie en face de Prado Museum. Bilet kosztuje 4 euro. Miejsce warte jest obejrzenia, a szczególnie palmiarnie. Tu musi być fantastycznie w sezonie kwiatowym. Teraz tylko pracuje wyobraźnia. Natomiast Prado mogliśmy, mając wspomnianą kartę Visit Madrit Cart, zwiedzać za darmo. Okazało się jednak, że nie wolno w nim robić ani filmików, ani zdjęć. To przeważyło, że nie wróciliśmy tu specjalnie wieczorkiem. Tym bardziej, że nie było ciepło. Z drugiej strony muzeum są też przystanki autobusów turystycznych.

Hop on hop off

Przejechaliśmy czerwoną trasę turystyczną autobusem piętrowym w stylu hop on hop off. Bilet ważny na dwie trasy, przez 24 h, kosztuje 26 euro. Pizgało szalenie, choć jest tu cieplej niż w Polsce. Niezwykłe wrażenie robi jedna z głównych ulic, podzielona na pięć pasów w jednym kierunku. Nam udało się zająć miejsce na samej górze, przed wielką szybą. Widoki przepięknych, zadbanych, wysokich jasnych kamienic rekompensowały godzinne marznięcie. Uwagę wszędzie przykuwają ozdobne balkoniki w budynkach. Starannie wykończone elementami metalowymi.

Trasa czerwona prowadzi przez starą i zabytkową część miasta, natomiast zielona wiedzie przez bardziej nowowczesne miejsca jak np. stadion Bernabeu. To zresztą był nasz cel na następny dzień. Zaskoczyła nas tylko zmiana miejsca startu autobusu. Przystanek spod Muzeum Prado przeniesiono nieco wyżej, koło ogrodów. – Jest niedziela i ta droga jest deptakiem – uświadomił nas pracownik konkurencyjnej firmy przewozowej, jednocześnie kierując na właściwy przystanek. A tam po 20 minutach przyjechał nasz „piętrus”.

Nie polecamy ohydnej polędwicy w knajpie , niedaleko muzeum Prado , o nazwie La Terraza de Alameda. Dwa zestawy kosztowały nas łàcznie 19.90 euro . O ile Paella była nawet dobra, tak stek był twardy, niesmaczny, chyba ze starego mięsa, fuj.

Profanum dla oczu

Dziś było bezbożnie, bowiem żadnego kościoła nie zwiedziliśmy, ale strawa dla oczu była pod postacią występu szkół samby na placu Puerta de Sol przy stacji metra o nazwie „Sol”. Kobiety i mężczyzna przebrani w pomarańczowe skąpe stroje, albo bohaterowie „Gwiezdnych wojen”, tanecznym krokiem sunęli szerokim korytarzem między widzami. Co chwila stawali i pozowali do zdjęć niczym nasze gwiazdy na ściankach. Fajne jest to, że nie są oni idealnymi modelami. Przez co są naturalni i budzący sympatię. A najważniejsza jest zabawa. Za pochodem tancerzy jechała policja oraz szła ekipa sprzątająca.

Pan w pomarańczowym stroju bije wszystkich na głowę

Kosmiczni wojownicy niczym dziołszki z „Seksmisji” Machulskiego. Czubaka też daje czadu. I już wiem, że tańczyć każdy może… . Fajne jest to, że nie nie są to idealni ludzie z Top Model.

Kup pan cegłę

Dzień zaczął się od prawie 2 godzinnego spaceru po pchlim targu, na pewno największym w Madrycie. Jest on tylko w niedzielę . Rzeczy używane, nówki, 3 pary bawełnianych skarpetek za 5 euro – toż to jak za darmo. Kurtki że skóry, futra, lub spodnie, kamizelki czy kurtki sprowadzone z Nepalu.

Antyki i kupa żelastwa, stare instrumenty, książki po 1 euro. Biżuteria srebrna, plastikowa, metalowa, stalowa… .

Hełmy polskie podpisane jako ukraińskie, co wzbudziło naszą szczerą chęć sprostowania. Hiszpańskiego nie znam, ale włoski na poziomie podstawowym już tak. Poszedł więc w ruch. Dużo było policji zatem mimo wszystko czuliśmy się bezpiecznie.

Śpioszki Realu M.

Po zrobieniu pierwszych 3 km między stoiskami podjechaliśmy do dwóch muzeów. Ich ekspozycję dotyczyły dziejów miasta. Były to: Sant Isidor Labrador oraz Muzeum Historii Madrytu.

Więcej w „szortach” na kanale naszym: https://youtube.com/@2trawelersi?si=SrEw11Gp8fSjJQgb

W międzyczasie zrobiliśmy krótką przejażdżkę autobusem hop on hop off pod stadion Bernabéu. Stadion jak stadion. W Tychach też mamy. Ale wrażenie zrobił nie tyle obiekt, co ceny w sklepiku. Śpioszki za 25 euro, kubek termiczny za 60, koszulki od 30-120 euro…

Entliczek Pętliczek…co powie Piechniczek

Obok stadionu jest mini ogród, choć to i tak za dużo powiedziane. Znajdziecie tam drzewa otulone ławeczkami z cegieł, na których są nazwy krajów biorących udział w 1982 roku w mistrzostwach świata w piłce nożnej. Polska była wtedy na 3 miejscu…

Polecamy Oven Mozzarella Bar przy stadionie Bernabéu. Jedzenie jest bardzo dobre, szybko podane a ceny są okej.

Wieczorem zrobiliśmy tylkoszybkie zakupy w pobliskim Auchan. Jakieś promocyjne ceny wędlin w stylu suszonej szynki, polędwicy oraz serek. Rano pracownicy recepcji naszego hotelu o nazwie Leonardo *** wręczyli nam siateczki ze śniadaniem (nie mogliśmy zostać, żeby zjeść) a taksówka (za 33 euro) zawiozła nas w niewiele ponad 20 minut na lotnisko. Tym razem nie było błądzenia 🙂

Mnie Madryt nie zachwycił tak, jak Barcelona. Ludzie są obcesowi, mniej radośni, mniej otwarci. Romkowi bardzo wyjazd sie spodobał, tym bardziej, że kilka miejsc jeszcze można w nim obejrzeć.

Alicja Badetko

Źródła:

1. To kontrowersyjna katedra Almudena w Madrycie, czy warto ją odwiedzić?

Filmiki z wyjazdu na naszym kanale na YT. 2trawelersi – YouTube

Inne teksty o Hiszpani:
Barcelona Targ rozpusty – 2trawelersi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *