Wódka na śniadanie?!

– Polacy przecież piją wódkę na śniadanie, to dasz radę z mocnym drinkiem – stwierdził  czarnoskóry kelner w jednej z kultowych knajp w Katanii.  Dementi było jednoznaczne. Ale dla nich Polacy czy Ruscy, to jedna nacja. Nie zmienisz nic…

Zamówiliśmy u niego deskę z serami i wędlinami ( mała 6 euro, średnia 12 euro) . Niezłe sery od ostrego po słodki, od miękkiego po twardy. Wędliny pokrojone są tak cieniutko, że przez warstwy tłuszczu widać świat. Niezłe, wyraźne w smaku. Tutejsze delikatesy. Gdybym tylko zamiast ginu z whisky otrzymała zamówione mohito, to świat mniej przypominałby kołyszącą łajbę. A tak serio , to nie jest źle.

Sycylia była dla nas wyborem z przypadku. Tani lot i szybka decyzja. Lecimy. Lotnisko w Katanii jest kilka kilometrów od centrum (bilet na Alibus do centrum kosztuje 4 euro). Z planowością autobusów byłabym ostrożna. Choć lepiej jest niż na sąsiedniej Malcie. Z Airport Catania można dojechać lokalnym transportem w wiele miejsc np. do Palermo, Syrakuz czy Katanii. Ta ostatnia była naszą bazą rozjazdową – i to jeden z niewielu mocnych punktów dla tego miasteczka. Z dworca autobusów międzymiastowych pojedziecie w wiele destynacji na wyspie. Pamiętajcie, że bilety kupuje się w małej kasie. Kierowca ich nie sprzeda, chyba, że wsiada się dalej. 

Brud, smród, nędza…

Samo miasteczko niestety jest brudne. Walające się wszędzie psie kupy, papiery, pety, butelki a do tego zapach moczu ludzkiego i zwierzęcego w połączeniu z duchotą tworzą specyficzny mikroklimat. Na materacach wylegują się różnokolorowi bezdomni. Ich cały dobytek jest  na plecach lub w stojących obok siatach.  Okolice dworca kolejowego, jak i autobusowych (międzymiastowego i lokalnego) to ich bazy noclegowe po codziennym żebraniu, najczęściej pod kościołami. „Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba….”, jak pisał Stachura.

Zabytkowe , wysokie  budynki z pięknymi wykończeniami pod balkonami, nawet w centrum, bywają poniszczone, pobazgrane sprajami. Zdarza się, że tynki odpadają. Niechlujnie, nieestetycznie to wygląda. Szkoda ich po prostu.

Są zaniedbane, zasmucają.  Trochę jak u Osieckiej (Ulica japońskiej wiśni):

„…Szare ulice, szare balkony,
z widokiem na inne szare balkony.
Szare żony, szare spódnice,
z widokiem na nowe szare spódnice.
Gdzieniegdzie jeszcze kocie łby,
a w kocich łbach kocie sny
…”

Na jednej z kamienic przy targu ktoś nabazgrał: „No nation, no rasizm, no deportation”... Wieczorami czarnoskórzy grają tam w piłkę. W ogóle jest tu wielu różnokolorowych, co stanowi mieszankę kulturową. Włosi, Sycylijczycy, Hindusi, skośnoocy… Ostrzegano nas przed złodziejstwem, ale jakoś szczególnie nie odczuliśmy zagrożenia. Może dlatego, że dużo jest tu policji także na koniach (szczególnie  w parkach), karabinierów czy policji finansowej. 

a po drugiej stronie…

A obok dla kontrastu dziesiątki, setki knajpek, w których toczy się życie. Eleganccy, zagonieni kelnerzy. Co chwilę słyszę: „Si, vado,vado adesso….” , czyli lecę, lecę już.

Zza przeszklonych chłodni zerkają apetyczne cannoli sycylijskie ( z kremem serowym) lub z wkładką pistacjową; puszysty zrolowamy kawałek biszkopta z kremem czekoladowym czy Arancine, czyli ciacho przypominające kształtem np. łezkę, tyle że pieczone i z różnym farszem. Albo takie coś nas woła:

W miejscach restauracyjnych w wąskich uliczkach obok woni sosów i makaronów jest jeszcze zapach benzyny. Przejeżdża przez nie wycieczkowa ciuchcia. Kurs nią kosztuje 5 euro i przez 40 minut wiedzie po najważniejszych punktach miasta.  Informacje z głośników są po angielsku, francusku, włosku, hiszpańsku. 

Ave!

Nie trzeba lecieć do Grecji, by zobaczyć amfiteatr. Ten poniżej w Katanii jest rzymski, a z niego można przejść do części greckiej.

Natomiast nas zachwycił targ w Katani. Każdy sprzedawca nawołuje, zaprasza, czasem częstuje kawałkiem melona, a cena za owoc 1 euro. „Prego, prego. SIniora, due Euro!!! „ – słychać co kawałek.

Szalony pchli targi z ciuchami od 0,20 euro do 4 euro za sztukę. Owoce i warzywa w różnych kształtach. I nikt tu nie patrzy na unijne dyrektywy dot. kąta zagięcia bananów. Świeże Ryby.

Ogromne papryki, malutkie arbuziątka takie na jeden raz. Dużo tandetnej chińskiej biżuterii. W miasteczku są nawet sklepy z asortymentem do jej przygotowania. Wszystko co plastikowe przeplecione jest ze srebrem, złotem… . Kicz. Buty za 10 euro. Kiecki i spodnie leciutkie jak motyle za 7-10 euro, okularki słoneczne, pamiątki z wyspy… Co ciekawe tu są chyba najtańsze magnesiki – 0,80 euro per stuck.

Kino spod Etny

– Proszę pani, tu jest do obejrzenia krótki film – zachęca niska Włoszka w katańskim muzeum Kinematografii.  Rezygnujemy, ale to nie zmienia naszego zachwytu nad tym miejscem. Muzeum składa się z kilku niewielkich sal , a w każdej jest scenografia przypominająca sceny z filmów, które wyświetlane są na plazmowych telewizorach. Jest bar, jest jadalnia, jest wielkie łóżko, urocza łazienka. Wyświetlone są kluczowe fragmenty Casablanki, Bonda, Pretty Woman. Nie brakło Ojca Chrzestnego. Przecież to Sycylia. 

Na ścianach wiszą w dużych i małych ramach plakaty z filmów np. z „Easy Reader” czy „Jednego przeciw czterem”. Sporo jest zdjęć z planów niektóre wyglądają na pochodzące z lat 20-30. Jest trochę reklam tutejszej wytwórni oraz sprzętu filmowego.  Dla nas 10/10.  Cena 4 euro i 2 euro ulgowy.

Faszystowska stalówka

 W budynku obok jest ekspozycja o historii piśmiennictwa. Ale nas nie zachwyciła. Cały bilet 8 euro, ulga 4. Głównie są tam pióra ułożone wedle marek : Waterman, Parker itp. Owszem  fantastyczne są egzemplarze z początku wieku, bardzo estetycznie, precyzyjnie , starannie wykończone. Dużo metalu powleczonego  złotem, a im bliżej naszych czasów, to dominuje plastik. Jedno z nich jest „hitlerowskie” ze swastyką. Innym pisał Jan Paweł II. 

Ciekawy zbiór tyczy stalówek. Jest też kilka starych maszyn do pisania czy liczenia. Przy klasycznych telefonach, jak w PRL, dopasowane kolorystycznie  długie długopisy. 

Smutne oczy kamery

W tym samym kompleksie kultury jest Muzeum historyczne lądowania na Sycylii – link Tak, to nieodłączny element każdej z naszych wycieczek😉 . I znowu bardzo pozytywne wrażenia. Najpierw oglądaliśmy krótki filmik na temat 2 wojny światowej, a całość dostaliśmy na DVD, za darmo. Roman jest w temacie zatem tłumacz był zbędny. Potem weszliśmy na odwzorowany w mniejszej skali rynek miasteczka z lat 40. Na podłodze typowe na Sycylii płytki z lawy wulkanicznej. Kolejno jest krótki, zaciemniony korytarz, w którym „przeżyliśmy” alarm i  bombardowanie. 2-3 metry dalej część rynku, ale już zniszczona… Na szczęście byliśmy uprzedzeni przez pracującą tam panią.

Potem już nie było jak u Hitchcocka. Wrażenie zrobiła wystawa broni stosowanej podczas okupacji a po obu stronach sali zza szyb zerkają na siebie Hitler i między innymi Król Włoch. Pamiętajmy o jednym: Włochy, Niemcy,  Hiszpania ( plus Królestwo Japonii) należały do państw, w których ideologicznie dominował faszyzm. Warto jeszcze wspomnieć o bunkrze, ekspozycji mundurów poszczególnych armii, broni , bomb np. betonowej, czy o  kilku  pojazdach z armatami. 

Bardziej wzruszająca niż intrygująca jest wystawa zdjęć zarówno dokumentujących życie frontowe, jak i miejskie wyzwalanych okolic. Autorem fotografii jest Philip Stern. – On pokazywał jak było naprawdę – opowiada z ekranu  emerytowany żołnierz.  Obok wisi ogromne , podświetlone zdjęcie autora, starszego już człowieka, z dostarczającymi tlen, rurkami pod nosem. Oczy – one dają do myślenia, jak wiele bólu widziały. Niestety dobry fotoreporter ma być obiektywny i bez upiększeń pokazywać świat. Mimo jego niesprawiedliwości. Ma stać z boku. 

Podobno w tym muzeum jest też jedno zdjęcie innego  korespondenta Franka Cappy. Był jednym z najważniejszych fotografów czasu 2 wojny. Dla nas miejsce super. Bilety 4/2 euro. 

Na zakręcie historiiTaormina

 Chciałoby się zaśpiewać za Krystyną Jandą, „bo ja jestem proszę Pana na zakręcie…”. Tylko tych zakrętów w drodze szczególnie z Naxo do Taorminy było sporo. Te kilka kilka ostatnich kilometrów to wyzwanie dla żelaznych nerwów. Serpentyny, przy których droga na Kubalonkę, to Pan Pikuś. Kierowca narzeka rozmawiając przez zestaw słuchawkowy. Auta zjeżdżające muszą cofać, ustępować mu miejsca a wysokości przybywa. Za oknem albo morze, albo morze, góry a w ich tle Etna.

Miasteczko nastawione jest na turystów. Pełno knajpek, uroczych zaułków ze schodami w górę i dół. Główna ulica składa się z markowych sklepów. Amfiteatr , dla mnie, przereklamowany i 14 euro za bilet, nie jest tego warte.

Na szczycie jest przepiękny widok oraz knajpka także nie należąca do najtańszych. Np. dwa małe piwa plus dwa ciastka to koszt 24 euro. Ale tamtejsze cannoli i Arancini były najlepsze, jakie jedliśmy. I przypomina mi się piosenka Perry Como (ale też w wykonaniu Sinatry): „Domani, domani, Let’s forget about domani, For domani never comes! ” Czyli zapomnijmy o dzisiaj, bo jutro przecież nigdy nie nadejdzie.

Tu, w przeciwieństwie do Katanii jest czysto, uroczo, klimatycznie. Zewsząd zerkają na nas przybite do ścian kolorowe talerze, uśmiechnięte słońca, księżyce, głowa z trzema nogami ( symbol Sycylii) lub stojące głowy – maski, wykorzystywane jako doniczki. Ściany także przyozdobiono malutkimi doniczkami, malunkami. Drogi są wąskie, kręte, mocno z górki.

W ogóle mamy wrażenie, że na Sycylii jest dużo więcej roślinności w miasteczkach. Na przykład w doniczkach pod kamienicami stoją palmy. Pnące rośliny hoduje się na balkonach. Z nich zresztą zwisają  też gacie, bluzki, ręczniki. W uroczych, wąskich zaułkach, przyozdobionych kolorowymi malunkami, czy ceramiką lub roślinnością nie brakuje wielkich lamp.

 Z Taorminy rzeczywiście najpiękniej widać dymiącą Etnę. Możecie ją sfotografować z amfiteatru lub punktu widokowego w parku miejskim – ogrodach miejskich.

W tym ostatnim jest dużo małej architektury, drzew kojarzonych przez nas głównie z ogrodów botanicznych. A witają nas tam dwa Anioły.

Poczuć się jak Jezus

Będąc w Taorminie można skorzystać z objazdu autobusem „hop on hop off”, wypożyczyć skuter lub z plaży łódkami popływać po kilku zatokach. Rejsy kosztują od 15 euro od osoby, za dwójkę stówa. Czas kursu waha się od 45-60 minut. Aby dostać się do sterników, zjechaliśmy kolejką do kolejnej miejscowości o nazwie Mazarro. Wagoniki są 4 i każdy pomieści 12 osób, ale trzeba w nich stać. Jedzie się kilka minut. Kosztuje to 6 euro w jedną stronę. Bilet w obie tańszy jest o 2 euro.

Natomiast na dole wybraliśmy rejs łódką motorową. Nie było kapoków. Huśtało a sternik zapewniał, że to tylko wiatr, a fale są małe… Dziwacznie musiało brzmieć w tej sytuacji polskie „k***wa, co po włosku znaczy zakręt… A my płynęliśmy prosto. Nasi współtowarzysze w pewnej chwili, za jaskinią w kształcie muszli , przebrali się w stroje i wskoczyli do wody. W tle poniższego zdjęcia jest wyspa Isola Bella, na której jest rezerwat, a do której można przejść po wodzie.

Dogadałam się z gościem, by wysadził nas na pobliskiej plaży (miałam już serdecznie dość rejsu), skąd mieliśmy blisko do pociągu…który finalnie nam odjechał. Na szczęście obok jest przystanek autobusu między innymi sieci InterBus, który był spóźniony. I tak dotarliśmy do Katanii…

„… Pamiętam był ogromny mróz

od Cheetaway do Syracuse (…)

Sam diabeł szepnął: wietrze wiej

od Syracuse do Cheetaway” (A.Osiecka)

Tu nam się szalenie podobało, choć Syrakuzy i stare miasto na wyspie Ortiga to jedna wielka betonoza. Szczególnie plac przy katedrze. Polecamy wejść do niej. Jest przepiękna. Bilet kosztuje 4 euro.

Podziemny spacer

W tym samym ciągu budynków jest wejście do podziemi. Krętymi korytarzami dojdziemy np. do portu, a stamtąd już wzdłuż wybrzeża do Twierdzy. Wejście do podziemi jest bezcenne, tzn. obowiązuje donacja.

Obok twierdzy stoi postawny mężczyzna bez głowy, ale ze zgrabnymi pośladkami. To pomnik Ikara, którego za nogę łapał ojciec. Ten subtelny fakt jest tu symbolicznie pokazany. Dedal pochodził właśnie z Syrakuz. 

Jeśli komuś nie chce się chodzić po mieście, może jeździć czymś na kształt tuktuków. Pół godziny kosztuje 30 euro, godzinka 50 euro z możliwością krótkich postojów w wybranych miejscach.  Nie polecamy muzeum Archimedesa i Leonarda da Vinci. Nie ma możliwości robienia zdjęć. 2 małe salki że zrobionymi z drewna namiastkami wynalazków obu panów nie powalają. Nie wolno też robić zdjęć ( z wyjątkiem pseudo klitki z lustrami) ani nagrywać filmików. „Bo takie mamy zasady i reguły ” i tyle w temacie. Wchodzi się dopiero, gdy ktoś po was przyjdzie. I na dzień dobry filmik z zakazami. Plus, że są zestawy słuchawkowe, ale o polskim można zapomnieć. Kompletne rozczarowanie za 7,50 euro od łba. Brak zniżek.

Resume

Sycylijczycy są miłymi ludźmi i raczej cieszą się, kiedy mówi się do nich nawet łamanym włoskim. Czego sama doświadczyłam. Bez problemu porozumiecie się także po angielsku. Z niektórymi obwoźnymi sprzedawcami nawet po francusku. Choć nie ukrywajmy, chodzący z wachlarzami, biżuterią między stolikami w ogródkach są nachalni i męczący, a nawet jak pewna kobieta z Senagalu, w 4 miesiącu ciąży, stosują szantaż emocjonalny: „Kup biżuterie, pomożesz mojemu dziecku”.

Mam wrażenie, że jest tu kontrolowany chaos. Szczególnie na ulicach, gdzie każdy jeździ (na żyletki) czy parkuje wedle siebie. Koleżanka mówi, że prawko chyba w czipsach wygrali. Wymuszanie jest na porządku dziennym, podobnie jak wyprzedzanie z sygnalizacją dźwiękową. Karetki nawet na sygnale stoją na światłach. Czuliśmy się bezpiecznie, ponieważ wszędzie było dużo policji.

-Spaliśmy w *** hotelu San Max Hotel, przy via Etna 329, jakiś 1-1,5 km od centrum, nieopodal fantastycznego ogrodu uniwersyteckiego. Standard okej – choć 3 gwiazdek bym nie dała. Śniadania monotonne. Brak warzyw. Szampon dano nam do mycia ciała. Ale jest czysto, klimatyzacja działała też. Obsługa recepcji przyjazna, a młoda dziewczyna na jadalni nieszczęśliwa ze swego życia. Jadalnia jest w drugim , przyległym budynku. Zdarzyło się nam , że wybiły bezpieczniki, które w pokoju przestawiliśmy na właściwą pozycję.

-Warto ściągnąć sobie aplikację AMTS, w której można kupić miejskie bilety czasowe (90 minut) także na ALIBUS, jadący na lotnisko.

  • posiłki w knajpach – spokojnie znajdziecie do 20 euro za danie.

Więcej zdjęć na naszym facebooku

Więcej filmików z wyjazdu na naszym kanale YT

Alicja i Roman

2 thoughts on “Wódka na śniadanie?!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *