-Możecie klaskać, wylądowaliśmy! – radośnie oznajmił , łamiąc angielski, steward Riko w opóżnionym samolocie z Oslo do Krakowa. Mimo że lądowanie było dość „twarde” , to każdy był szczęśliwy, bowiem w około była gęsta mgła. Nie mniej Oslo w grudniu jest warte polecenia.
Wycieczka jednodniowa z serii „wyjeżdżasz w nocy i wracasz w nocy” jest fajną opcją, by na szybko poznać nowe miejsce. A potem wrócić lub na wieki zapomnieć o odwiedzeniu tej descynacji. Jest męcząca, bo możliwość odespania zarwanej nocki jest w samolocie, czasem w autobusie z albo na lotnisko.
Lotnisko Oslo Torp umiejscowione jest jakieś 1,5 h jazdy autobusem od stolicy Norwegii. Na parkingu przy wyjściu stoją autobusy, busy. Te ostatnie z logiem PKS….chociaż na norweskich blachach. – Potrzebujecie transport… Przyjechałem tu z Tarnowa i tak pracuje – mówi mimochodem mężczyzna po 50.
Żona na stosie
Pierwszą miejscowością, do jakiej pojechaliśmy, był Tonsberg. To najstarsze w Norwegii niewielkie miasteczko portowe, w którym przy przystanii znajduje się kilka dawnych domów rybackich. Dziś są w nich restauracje. Nieopodal stoi łódź Wikingów. Pierwsze wzmianki o miasteczku pojawiły się w 9 wieku. I jeśli wierzyć sagom o Wikingach, to należy kojarzyć Tonsberg z królem Haraldem Pieknowłosym.



Druga informacja, dość drastyczna, dotycząca Wikingów mówi , że jeśli umarł władca, to jego zwłoki układano na łodzi, na stosie, a nad nim przyczepiano żonę. Stos podpalano, łódź odpychano… Kończyć nie trzeba.

Samo Tonsberg przez lata było siedzibą królów. W miasteczku można odwiedzić między innymi pochodzącą z 19 wieku katedrę czy nieczynne obecnie Muzeum Wikingów. Port trochę kojarzył mi się z Kopenhagą, a dokładnie przejściem z centrum do dzielnicy o nazwie Christiana.
Nagus od narodzenia po śmierć
Ponad godzinę później dotarliśmy do Oslo. Miasto jest bardzo nowoczesne, głównie dominują tu przeszklone budynki. Ciekawym miejscem był Frogner Park z rzeźbami Gustawa Vigelanda. Jego prace jak na ówczesne lata były dość kontrowersyjne. Przedstawiały bowiem nagich ludzi zarówno w opcji statycznej, jak i dynamicznej. Postaci (z brązu lub kamienia) jest w sumie 212. Wszystko zaczęło sie od miejskiego zamówienia na fontannę. Stopniowo dochodziły nowe elementy wystroju parku.
Najwyżym elementem jest Monolit , czyli kolumna z 121 nagimi postaciami. Poustawiane na około postaci przestawiają ludzkie życie od narodzenia po niemal śmierć. Wychodząc z parku idziemy do autobusu mostem, po bokach którego stoją inne nagie postaci. Dzieci, dorośli. Ciekawe.
Fiord wiele wort
Z portu odpływają promy na pobliskie wysepki. To darmowy transport lokalny. Obok jest budynek noblowski, do którego spływają zgłoszenia o kandydatach do nagrody. Nieopodal ulica ze sklepami i maleńkim osiedelkiem, w którym pomiędzy szklane biurowce wkomponowano budynki mieszkalne, mini plac zabaw.




Widoki z rejsu promem kojarzą mi się z pływaniem po archipelagu sztokholmskim. Oczywiście w wersji zminimalizowanej.
I był to naprawdę fajny element wycieczki. Rejs trwał mniej więcej godzinkę.


Hoł hoł hoł
Głównym celem wyjazdu był jednak jarmark. Jeśli mam być szczera, to szału nie było. Placyk jest niewielki. Nic szczególnie mnie nie powaliło, poza cenami, które zaczynały się od kilkudziesięciu koron za kawę a kończyły na kilkuset za jedzenie czy ubrania.



Po pierwszym szoku, było juz łatwiej:) Problem dla nas polega na braku przelicznika na euro. Np. w Kopenhadze obok ceny w koronach były ceny podane w Euro. To ułatwiało, bynajmniej mi, orientacje w kwotach. Na jarmarku sprzedaje się rzeczy, mam wrażenie, lokalne w sensie skandynawskie.

Niemal nie widziałam tam chińszczyzny. Ale np. skarpetki wełniane są za około 200-300 koron, czapki 300 koron, komplety kiełbas z np. renifera około 320 koron.

Oprócz tego biżuteria. Dla smakoszy są np. jabłka w czekoladzie lub innej polewie, gofry belgijskie w różnych wriantach lub kebsy albo hamburgery z łosia…
Jeśli w sklepach z pamiątkami kupimy za miniumum 300 koron, to na lotnisku zgłaszamy się po zwrot podatku. W sklepie wystarczy podać swój dowód osobisty lub paszport. Na wydruku będą nasze dane, nr karty kredytowej/ bankomatowej, kwota do zwrotu. Na lotnisku przed przejściem przez odprawę celną, w okienku informacyjnym, jest to sprawdzane. Przykładamy kartę do czytnika i za kilka dni powinny spłynąć pieniądze. W Norwegii płatności są kartami. Nie warto mieć gotówki.
Szoping
Sam plac jarmarczny znajduje sie między Zamkiem Króla, który akuratnie był w domu, a Parlamentem Norwegii. Oba budynki robią wrażenie.


Przewodnik, pan Piotr, dobrze wiedział którędy nas poprowadzić. Do Boblioteki i Opery, skąd zabrał nas autobus, szliśmy ulicą handlową z najdroższymi światowymi markami. Kolejno przeszliśmy pod dawny budynek dworca -dziś hotel. Przed nim dumnie stoi tygrys.


Do kraju wróciliśmy z prawie godzinnym poślizgiem wynikającym z opóźnienia samolotu. A potem już było tylko: „Klaskajcie, wylądowaliśmy”.:) I wszystko w temacie.
Alicja Badetko
organizator wyjazdu Venua Tours.
Super ładnie
Super Ładnie
Dziękuję i polecam❤️