I love Malta

-Proszę Pani tu są soki, jakie kupuję w Holandii, słodycze z Serbii, polskie krążki ryżowe, ale jaja… – mówię do recepcjonistki w hotelu, gdzie przez najbliższy tydzień będziemy mieszkać.

– Witamy na Malcie! – odpowiada rezolutnie uśmiechnięta kobieta po 40., jak się okazuje pochodzi z Serbii.

„I już mi się tu podoba” – pomyślałam. Kolejne dni utwierdziły mnie w tym przekonaniu, chociaż…

Chociaż nie obyło się bez sytuacji, jakie nas zadziwiły. Na przykład autobusy. Jeśli się nie zamacha na przystanku, pojazd bezrefleksyjnie przejedzie. Jeśli nie naciśnie się przycisku w autobusie, ten nie zatrzyma się na miejscu postoju. Zresztą tu rozkłady jazdy są pojęciem względnym, ale biorąc pod uwagę multum samochodów, masakryczne korki, to wypadnięcie jednego czy dwóch kursów niewiele zmienia. Wszędzie jest też pełno kabli. Chwilami czuliśmy się jak na planie programu Cejrowskiego gdzieś w Ameryce Łacińskiej. I trzecia rzecz: Malta ciągle się buduje. Wszędzie widać żurawie, nawet nad plażami. Jest tu luz, chaos i spontan. Jest brudno. Dom stoi na domu. Jedne budują, drugie burzą. Dużo zauważyliśmy kontrastów: bogate jachty – puste, zaniedbane domy, stare kamienice – nowoczesne hotele. Do tego ruch lewostronny, ciągłe trąbienie na siebie kierowców oraz Bolty, które jak autobusy przyjadą lub nie… A jednocześnie mega uprzejmi ludzie i płynąca od nich radość z życia. Co nas jeszcze zaskoczyło? Opuncje rosnące wszędzie, a ich misją życiową jest danie przestrzeni ( na wielkich i grubych liściach) pod napisy typu „Jaś kocha Małgosię”. No i są cennym składnikiem likieru. Jeśli zrozumie się te niedogodności, odmienności, to pobyt w tym miejscu staje się podróżą życia. Tak było w naszym przypadku. Zatem Pantha rei!

Polskie grobowe ślady

Zanim dojechaliśmy do wioski Popeya, zatrzymaliśmy się w miejscowości Meliecha. Znajduje się tu piękny kościół z 16 wieku pw. NMP, w stylu maltańskiego baroku. A obok niego cmentarz. Na jego murze tabliczki z danymi pochowanych osób. Do tego fotka. Tylko cmentarz nie jest większy jak pół , no 3/4 basenu sportowego na tyskiej pływalni.

Gdzie są pochowani ci ludzie? Nie ma klasycznych nagrobków tylko płaskie, nieduże kawałki betonu ułożone obok siebie ( w poprzek) jak biszkopty na blasze.

Na Malcie nie ma kremacji. Oni są tu pochowani. A po dwóch latach przeniesieni gdzie indziej ( i tu się waham czy dobrze zrozumiałam). Jak zapłacisz to jesteś tu. Jak nie to na innym cmentarzu – objaśniają mi spotkani mieszkańcy miasteczka.

Znaleźliśmy tam też pochowanego Polaka, pana Ryszarda. Jego tablica w ścianie otoczona jest łańcuchem naprzemiennych biało – czerwonych sztucznych kwiatów. Po drugiej stronie ulicy jest jaskiniowa kaplica Matki Bożej z 5 wieku naszej ery. Kompleks ten to najważniejsze maltańskie sanktuarium.

Szpinakowy man

Wioska Popeya, bohatera kreskówki jest fajnym miejscem, ale głównie dla dzieci. Są tu animatorzy czasu wolnego, którzy je zabawiają. Odgrywają też przedstawienie nawiązujące do treści filmu. Ten ostatni z Williamsem w roli głównej możecie obejrzeć w mini kinie. W wioseczce marynarza, którego pierwowzorem był polski żeglarz i rozrabiaka, znajdziecie punkty gastronomiczne z głównie fastfoodem, sklepik ze srebrem także w stylu tzw. filigranu. Nie ukrywajmy, wyroby są droższe niż w centrum wyspy.

Jest cmentarzyk, dom ukochanej Popeya, sklepiki z pamiątkami, wystawa dotycząca twórców filmu z fotosami z niego, no i przepiękne widoki. Wioseczka jest stromo ułożona na jednej części klifu, a od drugiego oddziela ją malutka zatoka. Wzrok przykuwa kolor wody. Niebiesko – granatowy – turkusowy – chwilami zielony. Wszystko zależy jak poświeci słońce.

Wioska Popeya i zatoczka – nasz filmik

Zresztą ta woda, jej odcienie zniewalają w niemal każdym miasteczku z dostępem do morza. Wystarczy przejść promenadą nadmorską z Gżiry do Sliemy czy dalej do zabawowego Sint Julian.

To samo w Bugibbie, St. Gwan czy Quawrze, gdzie znajduje się Akwarium. Fantastyczne miejsce, choć z pozoru niewielkie, mieści w sobie pomysłowo wykonane akwaria w kształcie np. słupa, czy mniejsze lub większe prostokątny wkomponowane w czarne ściany. Też polecamy serdecznie. Jak ktoś był wcześniej we wrocławskim ZOO czy innym nowoczesnym akwarium – dużego wrażenia te widoki na nim nie zrobią.

Akwarium – link do naszego filmiku

Po prawdziwie piękne pejzaże czy wrażenia przyjeżdża się

nad Klify Dingi i do Blue Grotto.

Autobus z La Valetty wysadził nas niemal na szczycie (w miejscowości: Wied il-Zurrieq), skąd najpierw przespacerowaliśmy się do punktu widokowego. Mijaliśmy pana ze swym sokołem. Ptak na komendy latał „tam i nazot.” Z każdym metrem było ciekawiej.

Widok na klif a w nim groty i wodę w kilku odcieniach niebieskiego i zielonego był lepszy niż z widokówek w necie. Nasz filmik TU. Pływające tam łódeczki sugerowały następny punkt wycieczki… Do miejsca ich startu trzeba było zejść stromizną na dół. Bilet to koszt 10 euro od łba, płatność gotówką only. Jednak kolejne około 20-25 minut było doznaniem piękna, ekscytacji, strachu, cudu natury.

To grota kota, patrzcie na kolory. To od koralu skała ma taką barwę – objaśniał przystojny kapitan.- To dopiero jest Blue Grotto, noga słonia, popatrzcie na kolory wody, skał, a tam jest okno skalne… Nie każdy je widzi... Siedzieliśmy na ostatnich miejscach, co nie było to najszczęśliwszą lokalizacją. Głębokość tam waha się od 4-10 m. Filmik z rejsu TU

Obok przystanku w kierunku np. Rabatu jest wieża. Rzadko otwarta, a jak już, to 1-2 h. Ale nam się udało! Widok przedni i zdziwienie ogromne, kiedy dano nam materiały historyczne po polsku… Po nas wchodzili inni rodacy🇵🇱, których zdziwienie było równie wielkie i głośne jak nasze. Sumę zdziwień dopełniało zaskoczenie starszego pracownika obiektu.

❗Najwyższy szczyt❗

Być na Malcie i nie zdobyć najwyżej góry 253 m.n.p.m., było by dla Romka ciosem po honorze. Dlatego zrobiliśmy to. Bez uprzęży, haków, czekanów i dodatkowego tlenu. Wymagało to od nas nad wyraz spostrzegawczości, bowiem jest on po drugiej stronie ulicy, gdzie wysiedliśmy do klifów.

W nasz filmik z panoramy z klifu kliknijcie TU.

Wdrapaliśmy się 2 metry ponad asfalt. Przeszliśmy 2-3 metry między niską roślinnością i kwiatami przypominającymi kształtem koperek. Trzy duże kamienie symbolizują szczyt o dźwięcznej nazwie „Ta Drejmek”. Zwycięzcy❗ Zdobywcy❗

Gloster i Gladiator

Nie samymi widokami żyje się na Malcie. Dlatego pojechalismy do Muzeum Samolotów i w ogóle środków transportu wojennego. Powstało ono w 1994 roku i wstęp kosztuje niecałe 8 euro tj. 7 + VAT. Jest to inicjatywa pozarządowa. Są trzy hangary. Mnie ich zawartość poza Austinem z lat 30 nie zachwyciła. Myślę, że holenderskie muzeum transportu jest ciekawsze.

Znajdziecie tam między innymi samoloty będące na wyposażeniu polskich, brytyjskich czy maltańskich sił wojskowych: Spitfire IX, Gloster Meteor i Gladiator, Douglas Dakota, Piper 4, Hawker Hurticane IIa, Hawker Sea Howk i inne. Są tam też wspomniany Austin w ciapki, jakiś motor i helikopter , kojarzony raczej z czołówki serialu MASH. W kolejnym malutkim baraku można spokojnie coś swojego zjeść i wypić kawę kupioną w automacie. Niestety mieszadełek brak. Oto nasze filmiki: Filmik 1 , Filmik 2

Okrągłe Sacrum i starożytne ślady

Mosta to małe miasteczko, w którym jest niezwykła rotunda, czyli kościół pw. NMP, który przypomina Panteon. Kopuła ma czwartą co do wysokość na świecie. 60 metrów w górę i 40 m. na szerokość. Przepiękna, bardzo bogato urządzona malowidłami, rzeźbami. Dominuje styl klasycystyczny. Udało nam się wejść do środka, ponieważ zbliżała się godzina mszy i trwały godzinki lub jakaś nowenna. Tak wygląda w środku – klikajcie;)

Maltańczycy mają „hopla” na punkcie starożytnych świątyń megalitycznych, znajdujących się na liście dziedzictwa UNESCO. Kilka z nich odwiedziliśmy, między innymi maleńką kupkę kamieni w Mgar oraz kompleks w Tarxiem – największy pod namiotem zachowany fragment świątyni . Powstał 3600 lat p.n.e. Znajdziecie tam między obeliskami rzeźbę Bogini Matki przypominającej od uda w dół kobietę z konkretną słoniowacizną.

Zasadniczo zostały po niej tylko te uda. Świątynia jest zagadką do tej pory dla badaczy, bo nie wiadomo jak ją wykonano (cięcia kamieni, otwory, precyzyjne wyryte wzory). Przecież nie było specjalnych urządzeń. Wysnuto tezę, że widocznie ci ludzie byli bardzo cierpliwi. W tym miejscu przechowywano między innymi naczynia, różne rzeźby. Sama świątynia, lub to co z niej zostało, umieszczona jest pod szmacianym namiotem, a chodzi się po niej, po kładkach. TU nasz filmik

Kolejna znajdująca się w Xaghara, to Ggantija Temples. Zbudowano ja między 3600 a 2500 rokiem przed Jezusem. Oto filmik stamtąd. Kilkadziesiąt poukładanych kamieni , tworzących świątynię na planie zmutowanej koniczyny, jest dumą Maltańczyków i świadczy o rozwoju prehistorycznej kultury śródziemnomorskiej. W miasteczku też jest fajny wiatrak. Tu domy są niskie, niemal w tym samym kształcie, kolorze, wizualnie z wpływami bizantyjskimi. Mnóstwo , zresztą jak w innych miastach wyspy , ozdobnych kolumn, kolumienek, otwartych i ładnie wykończonych zdobieniami balkoników.

Jaki kraj, taka jaskinia

Lubiących się grzebać w innym wymiarze prehistorii bardziej anatomicznym, zwierzęcym polecamy Ghar Dalam, czyli jaskinię ciemności… największą na Malcie. Ma 145 metrów i jest najstarszym maltańskim zabytkiem, pochodzącym sprzed 200 000 lat. Trochę stalaktytów, stalagmitów, dziur, kości… . Nic szczególnego, poza faktem , że żyły w niej zwierzęta, których porozdrabniane szkielety są w muzeum kilkadziesiąt metrów wyżej. Bilet kosztuje 6 euro.

TU filmik z jaskini.

Kolorowe ptaki

O tym miasteczku słyszałam trochę, Roman ogarniał autobusy i nastawiał mnie na rejs łódką. #Marsaxlokk, bo o tym kolorowym ptaku mowa, to kiedyś senna wioska rybacka, a dziś jest tu największa flota łódek. Kolorowych łódek rybackich, które z magnesików zerkają a jakże kolorowymi oczami. Senność, ciszę i relaks zajęły dziś antonimy.

Ludzi mnóstwo , a dodatkowo był przy nabrzeżu jest targ. Na drugim placyku emeryci grali w Bingo, a dziecka biegały między nimi. W rzędzie pobliskich knajp prym w rozkrzyczeniu , biciu się, udawaniu tańca na rurze ze znaku itd., wiodły dzieci z kraju Mussoliniego… Rejsy – 5 euro po zatoce w 20 minut, lub za 10 eurosków przez 1,5 h – wzdłuż wybrzeża. Wybraliśmy ze względu na czas wariant pierwszy. Cudna błękitna woda, pływające w niej małe rybki, pomiędzy jakimiś śmieciami i pewnym człowiekiem kąpiącym się z koniem.

Filmik z rejsu:TU

Rabat na GOZO

Miasteczko jest malutkie, z licznymi zaułkami, w których poza urokliwymi balkonami, schodami są ołtarzyki ku czci ulubionego świętego lub Trójcy. Zresztą figury boskich bohaterów można kupić w sklepie z proszkami, odkurzaczami itp. Nieopodal jest punkt informacji turystycznej zatem uzbrojeni w foldery ruszyliśmy na podbój Cytadeli. Próbowali Turcy, Brytole, Francuzi, to co , nam ma nie wyjść? Kupiliśmy bilet combo (za 13 euro) dzięki któremu mogliśmy wejść do większości zgromadzonych tam muzeów: archeologicznego, przyrodniczego, etnograficznego oraz dawnego Starego Więzienia.

Niestety bilet ten nie pozwolił nam na wejście do tamtejszego kościoła i muzeum kościelnego. Cena to kolejne 5 euro. Odpuściliśmy. Każde z tych muzeów jest w niewielkich kilku pomieszczeniach. Mnie spodobało się więzienie, może nie dwie małe cele, ale opisy życia więźniów . Otóż przychodząc do więzienia byli kąpani, goleni i dostawali numerek. Lekarz mógł dać im przepustkę do szpitala. Z jedzeniem nie było tak kolorowo, np. porcje niewielkie, ale kawa była. Więźniowie wykonywali prace dla ludności np. sprzątając. Codziennie wychodzili też ze swych cel.

Rabat na Malcie

Jest jeszcze drugi Rabat, już na Malcie. Tu są katakumby z dawnymi miejscami pochówku. Dziś udostępnione do zwiedzania. Sąsiadującą z nim od Rabatu dzieli park. Miasteczko -dla mnie to totalna

betonoza.

Wąskie uliczki, klimatyczne latarnie wystające ze ścian. Wysokie, masywne przyklejone do siebie budynki budzą respekt. Owszem jest trochę balkoników, kolorowych, cudnych i drewnianych okiennic też pod dostatkiem. Ale to miasto otoczone jest murem, trudne do zdobycia. Jest urocze, zaludnione przez około 300 osób, proszących znaczkami na domach o ciszę.

La Valetta

LaValetta wpisana na listę dziedzictwa kulturowego została w 1980 roku. Miasteczko jest prześliczne, z nastawianymi na sobie domkami, urokliwymi kamienicami z zabudowanymi balkonami w różnych kształtach i kolorach: zielonym, niebieskim; z uchylnymi oraz drewnianymi okiennicami.

Miasteczko , po którym chodzi się stromymi uliczkami góra-dół, nierzadko po schodach, wreszcie po niby ogrodach górnych…z których rozpościera się widok na zatokę i położone przy niej kolejne miasteczka portowe. To miejsce poświęcone historii Malty, stanowiące część zabudowy twierdzy, którą było miasto. Można zostać na górze lub zejść piętro niżej i za 3 euro od łba posłuchać o jego historii. Gości oprowadzają Maltańczycy w ciepłych i stylowo skrojonych granatowych mundurach. Wrażenie robi kilka armat.

Filmik tu:

Widok na zatokę zniewala. Błękit wody , biel domów i ciągła budowa nowych. Statki, katamarany stojące w porcie lub pływające po niej niewielkie łódki z turystami.

Dzielnica dzi**k.👠

Jak miło wrócić, gdzie się było już. Parafrazując piosenkę Wodeckiego, znaleźliśmy się w stolicy, gdzie spacerek przez dawną dzielnicę pań lekkich obyczajów ( do 1979 r.) „umilił” nam wieczór. Nie było pań nierządnych a ich miejsce zajęły rządne klientów knajpki, restauracyjne. Droga wiedzie w dół zatem można się wślizgnąć tam i ów. A w każdej inna muzyka…niemoralne propozycje z menu. Z latarni zostały małe światełka między domami. Jest to najwęższa alejka miasteczka i dość skrzętnie skrywana. Dla równowagi emocjonalnej poszliśmy do jednego z 365 kościołów tym razem pw. Katastrofy morskiej statku św. Pawła, który zbudowano w 1570 roku.

Przepiękne malowidła, przepych oraz relikwie w postaci kości nadgarstka Świętego oraz kawałek postumentu, na którym go ścieli. Takie bogactwo. Zanim doszliśmy do portu minęliśmy dawny szpital założony przez Zakon Maltański.

Zachód słońca na promie. Niezwykle oświetlone budynki nad portem umiliły nam wieczór. Ze #Sliemy do #Gżiry odbyliśmy spacerek chodnikiem, który prowadzi przez środki knajp. Da się.

I tak w dużym skrócie wyglądał nasz 8 dniowy pobyt na Malcie, w kwietniu 2024 r. Oczywiście nie wszystko opisaliśmy tu, dlatego zapraszamy na nasz FB https://www.facebook.com/2trawelersi/

AiR

Praktyczne informacje

bilet na komunikację – na tydzień 25 euro

Ceny biletów do miejsc jakie odwiedziliśmy:

* świątynie od 5 -9 euro,

*muzeum lotnictwa – 8 euro,

*rejs w Blue Grotto – 10 euro,

*Gozo- cytadela i inne atrakcje : bilet kombo 13 euro, bilet do kościoła w cytadeli – 5 euro,

*prom na Gozo i na Maltę ok,5 euro w obie strony

*rejs łódką po zatoce lub okolicy z Marsaxlokk od 5 – 10 euro

*lepiej podróżować autobusami turystycznymi ceny od 15-25 euro.

*biżuteria ze srebra poza jubilerami i strefą bezcłową w dobrej cenie , wkrętki od 6-9 euro, dłuższe 17- ok. 25 euro.

2 thoughts on “I love Malta

Skomentuj trawelersi2022 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *