Carpe diem w piekle

Dzień jak na początek października jest wyjątkowo słoneczny. Pierwszy taki przejrzysty od kilku dni zamglonych. Jadąc pociągiem do Helu, przez cały półwysep, miałam cichy plan: siąść na plaży i patrzeć przed siebie na fale przynoszące dobre oraz złe wiadomości. Zresztą mój umysł nie dopuszczał niczego innego do siebie. Żadnej myśli o past w założeniu perfect. Carpe diem – jak mówili starożytni. Szum morza, relaks.

Continue reading „Carpe diem w piekle”