Władek na spontanie

Końcem czerwca spontanicznie pojechaliśmy nad morze. Trafiliśmy na te kilka dni, w których temperatura nie spadała poniżej 30 stopni. Zaznaliśmy bliskiego spotkania z sinicami, martwą foką przy Porcie Marynarki Wojennej…. a z sytuacji dość przyjemnych zjedliśmy pyszny obiad we władysławowskiej Tawernie Klipper. W nogach 46 km, ilość endorfin nie do przeliczenia:)

Continue reading „Władek na spontanie”

Majówkowe inspiracje

Zbliża się majówka. Powoli zaczynamy rozglądać się za ofertami wycieczek zorganizowanych. Śledzimy blogi turystyczne. Polska czy zagranica? Morze czy góry, a może dzikie egzotyczne plaże. A może mały city break do którejś ze stolic?

Continue reading „Majówkowe inspiracje”

Już nie ma dzikich plaż?

Czy na pewno nie ma dzikich plaż, o których śpiewała Irena Santor? W ubiegły weekend przekonałam się, że to delikatna nieprawda. Przeszłam od Dworca PKP w Helu do samej Juraty. Przez kilkanaście kilometrów, odszczekiwałam zachwyt nad plażami Malty, Hiszpani lub innej nawet egzotycznej destynacji.

Continue reading „Już nie ma dzikich plaż?”

Helska przyroda

Hel to nie tylko Fokarium, ulica Wiejska z maszoperiami czy Muzeum Obrony Wybrzeża. To także przyroda. To las, elementy wydm, plaże. Jasne, że nie uciekniemy od głównego portu, a także Marynarki Wojennej. My trafiliśmy na piękny pod względem szaleństwa chmur dzień, ale zimny diabelnie.

Continue reading „Helska przyroda”

Carpe diem w piekle

Dzień jak na początek października jest wyjątkowo słoneczny. Pierwszy taki przejrzysty od kilku dni zamglonych. Jadąc pociągiem do Helu, przez cały półwysep, miałam cichy plan: siąść na plaży i patrzeć przed siebie na fale przynoszące dobre oraz złe wiadomości. Zresztą mój umysł nie dopuszczał niczego innego do siebie. Żadnej myśli o past w założeniu perfect. Carpe diem – jak mówili starożytni. Szum morza, relaks.

Continue reading „Carpe diem w piekle”