„Czasem człowiek musi, inaczej się udusi, uuuuuuu….” , albo „Rzucam wszystko i jadę w Bieszczady”… brzmi znajomo? Dlatego na chandrę najlepsze są góry. Te „kapuściane”, te „wysokie”. Każde budzą respekt, ale ciągną jak cholera…
Moja propozycja trasy na jeden dzień, dla średnio zaawansowanego piechura. Choć finalnie wyszło prawie 16 km, jeśli wierzyć aplikacji.
#Szyndzielnia (wyjazd kolejką
) – szczyt #Klimczoka (
44 minuty) – #Błatnia (
1 h 15 minut) – #Wapienica Zapora (
1 h 35). W tym tempie przeszłam ja. Ale narzuciłam sobie dość szybki marsz, stąd czasy o jakieś 20-30 minut różnią się od tych z tabliczek informacyjnych.

Od kolejki – wyciągu gondolowego na Szyndzielnię – jest bardzo proste przejście do tutejszego schroniska. Nie wymaga ono specjalnie kondycji. Natomiast jak to w górach nie może braknąć dobrego obuwia. Absolutnie sandałki, „Jezuski”, „Balerinki” czy inne buty bez twardej podeszwy czy elementu usztywniającego kostkę nie zabezpieczą przed potencjalnym urazem jak np. skręcenie stawu skokowego. Przy kolejce , już na górze, za 8 zeta, możecie wejść na wieżę widokową.

Szyndzielnia – Klimczok – bardzo przyjemne, widokowe przejście około 2,5 kilometrowe. Trasa zajmuje około 40 minut.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio wchodziłam na szczyt Klimczoka, bowiem zawsze szło się dołem do przełęczy a stamtąd do schroniska. A ze szczytu rozciąga się widok bajeczny między innymi na Skrzyczne, Palenicę i za nimi lekko widoczne Beskid Żywiecki, a w drugą stronę Beskid Mały. A na wprost, między pasmami zaprasza schronisko na Klimczoku.
Tu nasz filmik z panoramą:
Drugie śniadanie w takich warunkach przyrody, niemal w pełnym słońcu, jest marzeniem każdego turysty. Ludzie delektowali się widokami, spokojnem. Jakaś dziewczynka zrobiła szpagat ze schroniskiem w tle, a jej mama przy tym urocze zdjęcie na Facebook-a.

Nie szłam jednak do schroniska, bo spontanicznie ze szczytu pokierowałam się żółtym szlakiem (nie ma potrzeby też wracać do mijanego czarnego łącznika z Szyndzielmi) na Błatnią.

Idzie się niemal cały czas w dół (oj, łydki będą jutro bolały…). Trasa nawet w drugą stronę jest przyjemna mimo kilku podejść. Ale to są góry a nie Marszałkowska. Widok ze szczytu Błatniej rekompensuje wszystko.:) Ten fragment niemal jak na połoninie z cudnymi żółtymi trawami robi wrażenie. Uczy też pokory, bo z naturą człowiek nie wygra nigdy.

Panorama z kolejnego szczytu- nasz filmik.
W schronisku polecam pyszne naleśniki (25-29 zł). Szlak jest fajnie, wyraźnie, jasno oznaczony a drogowskazy przy budynku sugerują kilka opcji zejścia z góry do pobliskich miasteczek. Są podobne czasowo.

–Z Jaworza jadą autobusy Komunikacji Beskidzkiej, to dawne PKS. Z Wapienicy MZK Bielsko. Sprawdź w necie, albo zaraz CI sprawdzę – mówi pracujący w schronisku młody chłopak, z charakterystyczną długą i zadbaną bródką.
Wapienica ( niebieski 2h),
Jaworze ok. 1 h 40 (Nałęże, krótszy szlak jest do Centrum).
Jest też trasa dydaktyczna zielona w kierunku Jaworza.
Szlak niebieski, jaki wybrałam, prowadzi przez Przykrą. To góra, która ma budzić respekt stromym podejściem – ale to idąc z Wapienicy. W ogóle cały szlak poza kilkoma miejscami prowadzi bardzo ostro w dół. Co niestety zwalnia nam czas zejścia. Osoby starsze, mające problem z kolanami, idące bez np. kijów powinny się mocno zastanowić, czy nie lepszą opcją jest dłuższe, łagodniejsze i widokowe zejście do Jaworza Nałęża lub krótsze do Jaworza Centrum.

Kiedy zeszłam na przystanek o nazwie: Wapienica Zapora, coś mi się nie zgadzało… Pamiętałam , że przy pętli autobusowej była tama (mijałam ją zresztą za drzewami po drodze). W prawo był szlak na Błatnią, w lewo na Szyndzielnię. A tu zonk
Jeno drogowskaz z napisem „Zapora 30 minut…”. Szlak żółty.
– Tak, pod zaporą nie ma już przystanku , od kilku lat – mówią ludzie zapytani na postoju dla autobusów.
Mnie tu nie było ze 3 dekady… No i wszystko zaczęło się kleić.

To była wycieczka resetująca mózg. Polecam każdemu, kto pragnie złapać odrobinę dystansu do życia oraz zanurzyć się w „tu i teraz”. Nie szłam sama. Na uszach Joe Dessin i cała plejada francuskojęzycznych piosenkarzy. To też nadawało mi rytm, tempo. Pozwalało nie myśleć o pierdołach a koncentrować się na urokliwej przyrodzie.
Nie zależało mi bardzo na delektowaniu się śpiewem ptaków, widokami , choć one były oj były i kusiły, by się zatrzymać na dłuższą chwilę. Nie ukrywam, że widok ze szczytów obu wzniesień wzruszył mnie niesamowicie. Niestety nie było grzybów, ani borówek, a ostrężyny dopiero zachodziły kolorem.

Moim celem było jednak wyrzucenie emocji, zmęczenie się jak szkapa na Wielkiej Pardubickiej. Chyba się udało
.
Alicja
Info praktyczne:
Autobus z Bielska pod Szyndzielnię 4 zł. Bilet do kupienia w automatach przy przystanku, także linii 8. Czas przejazdu 20-25 minut
Kolejka na Szyndzielnię : 33 zł w 1stronę, 43 we dwie. Są też zniżki.
Autobus Wapienica – Bielsko, 4zł. Czas jazdy ok 25 minut, linia 16.
Lajkonik relacji Tychy – Cieszyn z wysiadką w Bielsku – 13 zł. Odjazd Tychy Wyszyńskiego, Bielsko – dworzec dawnego PKS, bilet do kupienia u kierowcy. Czas jazdy ok. 40-60 minut.
Z Jaworza jeżdżą PKS-y, rozkład jazdy na www.komunikacjabeskidzka.pl
Z Wapienicy – bielskie MZK http://www.komunikacja.bielsko-biala.pl/
