-Pani ma w torbie ser? – pyta celnik w Eindhoven. Każe mi otworzyć plecak i przyjeżdża papierkiem wykrywającym narkotyki trzy kolorowe gomółki.
– E, no fajnie jakbym w sklepie sieciowym mogła kupić ser z Marihuaną czy innym narkotykiem ! – wypaliłam. Celnicy mają poczucie humoru… na szczęście.
Pierwszy dzień naszego pobytu na ziemi królowej Wilhelminy zdominowała piłka nożna. Holandia bezskutecznie udawała, że chce wygrać z Austrią (2:3), a Polska strzeliła bramkę Francji , grając o honor. Choć finalnie było 1:1. Mecz oglądaliśmy z zaprzyjaźnionym polsko – holenderskim małżeństwem. My z mężem koleżanki obstawiliśmy Holendrów, a Ania życzyła sukcesu lepszej drużynie.
„Gdy emocje już opadły, jak po wielkiej bitwie kurz…„
…pojechaliśmy do Leiden, a potem w kierunku Amsterdamu. W Holandii fantastyczne jest to, że podróżując IC czy lokalnym Sprinterem płaci się tyle samo, bowiem za kilometry a nie rangę pociągu.
Niczym videokolonoskop…
Leida/Leiden to jedno z kilku uniwersyteckich miast, poza wspomnianymi Amsterdamem, Eindhoven czy Maastricht. Kilka przystanków za centrum, jest Corpus Muzeum, zlokalizowane na terenie kampusu. Miejsce to jest przedziwne, bo już z oddali widać posadzonego na budynku, na całej jego wysokości, brązowego człowieka. Wygląda niczym medytujący Indianin z powieści Mastertona.

Bilet kosztuje 25 euro od osoby, ale zapewniam, że warto je wydać. Fakt, że bardziej jest to atrakcja dla dzieci niżeli „starych koni”. Wchodzi się w głąb ludzkiego ciała i po nim jedzie w górę na podłużnych platformach. Trochę jak w grze Super Mario Bros. Sala-platforma-sala. Pracownicy, poza przywitaniem w kolejnej jamie , nic nie mówią.

Na każdym poziomie jest coś innego: praca mięśni, żył i tętnic, czy układu rozrodczego. Siedząc na platformach oglądamy filmy w okularach 3d. Jesteśmy np. świadkami zapłodnienia jak w czołówce filmu „I kto to mówi”.

Jednak to mózg i filmowe wizualizacje jego funkcjonowania, przekazywania sobie informacji między neuronami oraz podziały na funkcję półkul wygrały z innymi prezentacjami.
Filmik o mózgu: https://youtu.be/pVgq72sRpVE?si=_50dd6csfKwq8_q6
A to drugi: https://www.youtube.com/watch?v=8wNUVCtPSZs
Zwiedzamy kolejno salę z „flakami” , wątrobą. Dalej są nerki, wreszcie serce, mózg. Trafiamy też do ust… Poznajemy świat zmysłów. Przez ciało prowadzi nas lektor , którego słyszymy przez słuchawki. Ma bardzo przyjemny głos.

Nawet dla laika wszystko jest zrozumiałe także od strony medycznej. Muzeum jest godne polecenia. Pobudza wyobraźnię, intryguje, uczy oraz bawi. Poza tym wracając z mózgu, już na piechotę, odwiedzamy interaktywne medyczne wystawy na każdym z chyba 5 pięter.
Oto filmik z jednej z nich https://youtu.be/VCJVJ0FG-sU?si=WWX-SsnpF629CNpX
RTG przez ciało
Drugim porywającym miejscem było Narodowe Muzeum Nauki ( bilet 15 euro) I tu każdy będzie zachwycony. Już samo video na wstępie robi wrażenie. Tu jest nasz filmik. A tu drugi . W przemyślanej kombinacji z kilku rzutników na suficie i ścianach pojawia sié zmieniający obraz. Podróż jak w podświadomość. Po prostu płyniemy za każdym zdjęciem.
Zadowolony będzie zarówno fan astronomii , geografii, jak i medycyny
Zerknij cię tu na jedną z wystaw. Inna z ekspozycji dotyczy np. pytań o przyszłość.



Np. medyczna ekspozycją przypominała salę z łóżkami a na każdym były inne rzeczy jak choćby medialna historia kardiologii, wystawa przyrządów i przyborów codziennej pracy dawnego lekarza. Obok na podłodze stoi pradawny inkubator. Wrażenie robi sala ze zdjęciami RTG, MRI czy TK, protezami itp. , lalką do nauki anatomii… Tu jest link do filmiku z tego pomieszczenia.
Muzeum rozczarowań
Kolejnego dnia w Amsterdamie po zaliczeniu obowiązkowego targu kwiatowego z najtańszymi pamiątkami i , po zakupie kilku paczek bulw tulipanów (za 3,5 euro / 10 sztuk), poszliśmy do muzeum, które zaintrygowało nazwą: Bielive or not.



Są tu zebrane ze świata ciekawostki typu noszone przez kobiety z niektórych plemion kółka na szyi, przyrządy do tortur itp. , zdjęcia muzyków lat 60-70. itp. Kilka pięter bzdur od Sasa do lasa. Im wyżej tym nudniej. Mnie to miejsce zmęczyło, Romkowi się podobało.
Acz te 22,5 euro można przeznaczyć na muzeum Mme Tusseau, Venus Temple lub Muzeum Prostytucji. I jeszcze po wyborze dwóch ostatnich zostanie na kebsa.
Nie zmienia to faktu, że Amsterdam nas fascynuje i ciągnie. Wiecznie go mało, choć jesteśmy tam często.



Dej pan kwiatka
Od roku, może dwóch, nie byliśmy w w pobliskim Keukenhofie, czyli jednym z największych w Holandii ogrodów kwiatowych. W tym czasie atrakcja ta przyległa do niewielkiego Lisse ( nieopodal Amsterdamu) była już zamknięta, ale Roman znalazł mini odpowiednik w Lottum (przy granicy z Niemcami). Na 6000 m2 rosną głównie róże godne reprezentantki kilkudziesięciu gatunków. W sklepiku dostępne jest ciasteczko z kremem różanym oraz różne dodatki: woda toaletowa, płyny do kąpieli, mydełka i różane nalewki.
cena biletu ok. 5 euro




Wysiadać z autobusu!
Nie tylko samym Amsterdamem i kwiatami żyje człowiek na urlopie. Dlatego pojechaliśmy do Brukseli. Flixbus z Eindhoven do stolicy Belgi jechał bez zastrzeżeń. W podróży powrotnej jednak zostaliśmy wyproszeni ze spóźnionego o 3 h autobusu. Powód? Pewna czarna pani nie chciała wysiąść, kupić innego biletu (a miała go na inną linię). Przyjechała Policja, która była bezradna jak dziecko we mgle. Trzy patrole nie zdołały zrobić z buntownicą porządku. Kierowcy skończył się czas pracy i po 2 h siedzenia w autobusie ( który powinien być już dawno w Eindhoven), szofer nas wyprosił… Sam gdzieś odjechał. W atmosferze kłótni, międzynarodowego skandalu zaczęłam 45 rok życia.

A potem policjanci po obronie czarnoskórej pani przed niemal linczem ze strony turystów sami zawinęli się do poważnej pracy.
Prowodyrka wsiadła do jakiegoś auta, które po nią przyjechało. Ludzie zasiedli na przystanku. Ktoś dzwonił, płakał ktoś. W pobliskich hotelach nie było wolnych pokoi. Ostatni pociąg do Eindhoven odjechał chwilę wcześniej. Dochodziła pierwsza w nocy. Została nam turecka taksówka za 300 euro ( bilet na Flixa kosztował 7…) pod nasz holenderski hotelik na Wilhelmina plein..
Aha, Flixbus dał nam nowe bilety na następny dzień , na godzinę 11.15… Miał jeszcze podjechać inny autobus, ale nie wiadomo kiedy… . Tyle „załatwiła” nam Policja… jednym telefonem do przewoźnika… Kpina.
Ford miliony wort
Gdyby nie ta sytuacja, to pobyt w Brukseli byłby świetny. Rynek z ratuszem , niezwykle uroczo wykończonymi i przyozdobionymi kamienicami ( jak w „Klerze” : złote a skromne), robiąca wrażenie posągowością katedra Świętego Michała i Świętej Guduli. Pierwsze elementy stawiano w wieku 12, by w 16 ją skończyć. Dlatego znajduje się tu sporo elementów renesansowych. I co ważne – są tu najpiękniejsze witraże w Belgii. Pochodzą one z 16 wieku.


Nasz filmik z katedry: https://youtu.be/QW9F0KlX9g8?si=kW3FsQv9Zflmu1UR
Zaraz przy niej jest stacja metra, skąd pojechaliśmy zwiedzać AutoWorld, czyli ogromne, liczące ponad 300 pojazdów muzeum samochodów i motocykli. Powstało w 1986 roku z prywatnej inicjatywy Ghislain`a Mahy`ego, który od najmłodszych lat zafascynowany był techniką. Są tam stare i nowe Fordy, Lancie, BMW, ale i marki belgijskie Minerva, Germain, FN, Imperia, Fondu, Vivinus, Nagant, Belga-Rise i Miesse.
W tym linku jest rzut okiem na znaczną część ekspozycji. https://youtu.be/uT1tx99HafQ?si=HaRcgrq9NGYBMFNE

Pojazdy pochodzą od końcówki 19 wieku po współczesność. Te stare ujmują szykiem, designem, linią, stylem oraz niezwykle staranną renowacją. Daremnie dziś szukać ich wizualnych następców.


Muzeum kosztuje 15 euro, zwiedzanie trwa spokojnie godzinkę. Dojazd z centrum metrem linią 2.( Bilet ok.2,5 euro jednorazowy, 8 euro dzienny).
Nasze filmiki ze zwiedzania są tu:
- Film 1 https://youtu.be/ifP1A9szDFY?si=PhhJ9DqSTBTyzy4e
- Film 2 https://youtu.be/bp8eXusFswo?si=OU769xvXLHnxWQTM
- Film 3 https://youtu.be/eP0jVOUbp-c?si=si1dxh-NIdr-rjtf
- Film 4 https://youtu.be/RIETyDDCxo4?si=7C2-TTDeUMRO3e0z
- Film 5 https://youtu.be/e73WbWUrCQc?si=th5xY2Wl3gLSaKHV
Piwo i sikający chłopczyk
Drugim punktem wycieczki było Muzeum Piwa, w jednej z kamienic na rynku. Ale nie warto go odwiedzać. To jedno pomieszczenie z kilkoma niewysokimi , metalowymi kadziami. Obejrzycie tam tylko film o piwie, trochę zdjęć tematycznych. W cenie biletu – 5 euro jest degustacja złotego trunku. Ono jak wiadomo jest smaczne, bo zimne. A na dworze było około 30 stopni. Nie udało nam się znaleźć sikającego chłopca, ale dziewczynkę już tak. W ogóle zgłupiał nam tam GPS.


Wojenka Wojtka
Po doświadczeniach międzynarodowych kolejny dzień upłynął nam w muzeum wojennym „Wings od liberation” . To zaledwie jeden przystanek Sprinterem od Eindhoven. Zawsze da się wrócić… tak znów nam się wydawało. Ale do rzeczy.
W muzeum są oryginalne wojenne samochody, armaty, wyrzutnie, samoloty i inne pojazdy służące Aliantom i ich przeciwnikom do wzajemnego ukatrupienia się podczas 2 wojny światowej.
Nasze filmiki z tego miejsca:
- https://youtu.be/Jiklmo8VZ6g?si=ay5EG-Qpx-_5royf
- https://youtu.be/emkKeDFMh1A?si=JEfGK6qO-d63VzGB
- https://youtu.be/pOenljh_aFc?si=N4YF6jvJJV0F9-bd



Doceniono ,co jest miłe i zasłużone, udział polskich żołnierzy między innymi w wyzwalaniu Holandii, w tym podczas operacji Market Garden. Generałowie Maczek, Sosabowski czy wojska Andersa zostały wyróżnione, uhonorowane pisania lub w miarę możliwości zdjęciami.
Baraki z ekspozycjami przedstawiały np. bardziej scenki rodzajowe z muzyką czy rozmowami w tle. Z samolotu dochodziły krzyki i rozmowy żołnierzy. Coś podobnie przerażającego widzieliśmy /słyszeliśmy już chyba w Arnhem.
Nasz filmik stamtąd jest tu: https://youtu.be/XiVz_ZU0ujs?si=1ihLHtG9DqCM_JMj

Rudy i miś
Dodatkowo pracownik muzeum, wiedząc że jesteśmy z Polski , specjalnie otwarł dla nas inne, niewielkie pomieszczenie z niedawną wystawą dotyczącą już tylko Polaków. I tam nie zabrakło plakatów, dokumentów gen. Maczka, odznaczeń wojskowych, zdjęcia czołgu Rudego, czy odniesień do maszerującego z żołnierzami Andersa – niedźwiedzia Wojtka.
Wyszliśmy stamtąd onieśmieleni, zafascynowani, w lekkiej konsternacji. Rozczuleni, że o nas się wreszcie pamięta. Tym bardziej, że część wystawy była też w holu.

Filmik z wystawy polskiej jest pod tym linkiem: https://youtu.be/qTGSFGnIC6k?si=7XSNQdqHRBJeixHX
Auto-stop, wsiadaj bracie….
Przy muzeum jest przystanek dla busa. Ale jak się okazało nieczynny, bowiem przebiegająca droga do Son jest remontowana, a trasa komunikacji miejskiej zmieniona.
Kiedy jechaliśmy tam, kierowca szybko zawrócił na parkingu i odjechał w siną dal. Zrobił nam dużą grzeczność zmieniając lekko kurs.
Dlatego po opuszczeniu „Skrzydeł Wolności” czekał nas kilkukilometrowy spacer. Ale, ale, nie w takim cieple… Złapałam stopa. Serio.
Przesympatyczna starsza pani z czarnym, 5 letnim jamnikiem na tylnym siedzeniu, gubiąc się w komendach GPS, nadrobiła kilkanaście km, kilka razy powymuszała, ale dowiozła nas na stację w Best. A stamtąd już do Den Bosch droga prosta i co ważne w pociągu z klimatyzacją.
Ludzie z kul
Kilka kilometrów za centrum miasta jest dzielnica, w której są domy w kształcie kuli. Paradoksalnie są duże – 50 M2, na wysokość może 4 – 5 metrów, a składają się z mini pokoiku, prysznica, a części podejrzewam z kuchnią, pralnią w dostawce obok. Musi być też ubikacja.
Nasz filmik: https://youtu.be/OjXutCZY2GE?si=PtHU1dcUF1G4AMKj
Zaprojektowano je w 1980, a 4 lata później zaczęto budowę. Jest ich kilkadziesiąt ustawionych nad brzegiem rzeczki między drzewami.

Pączka jemy nożem i widelcem
Kochamy Den Bosch, miasto Hieronima i jego syna. Ich też widać w kilku miejscach choćby pod postacią rzeźb czy murali. Ale niestety jeden z ogródków, bo ogrodem tego nazwać nie można, jemu poświęcony, został mocno zaniedbany. Chyba w przewodnikach przesadzili z zachwytami, bo jeden z trzech murali jest podniszczony. I to tyle z atrakcji.

Ale na średniowiecznym rynku z każdej strony obwarowanym rzędem odnowionych kamienic mamy ulubioną knajpę, nieopodal Wagi Miejskiej. Są tam bardzo dobre tosty i pomidorowa (w ogóle ten wyjazd był pod znakiem tych dań😉), a potem zamówiliśmy Bollen. Są to kule z ciasta ptysiowego, wielkości konkretnej pięści, w środku z bitą śmietaną, polane czekoladą. W tym przypadku gorzką… Ciastko je się nożem i widelcem… .
Jan z Aniołem
Ważne miejsce w Den Bosch zajmuje katedra św. Jana. Jedna z pierwszych, jakie będąc w Holandii – u zarania poprzedniej dekady – odwiedziłam. Dla mnie jest najpiękniejsza z wszystkich. Zaklęta w gotyku jakaś tajemnica, wystawione w centralnym punkcie sacrum między grubymi bezpiecznymi ścianami. A do tego subtelna gra światła przechodzącego przez kolorowych świętych poukładanych w witrażach wyglądających jak puzzle.


Katedra powstała w 12 wieku. Najpierw miała styl romański, a z czasem przebudowano ją na zachwycający i budzący respekt swymi ozdobnikami gotyk.
Ostatnim miejscem na trasie tego dnia była Ristorante de Hoek, w Eindhoven. To typowy holenderski fast-food. Pracuje tam nasza przyjaciółka Arlene. Chwila pogawędki, wspólne foto i kolejnego dnia ruszamy do Polski.
A za sterami samolotu dwie panie: kapitan Agata i starszy oficer Jola. Reszta personelu też kobiety. Nic tylko trochę przerobić słowa piosenki Jamesa Browna:
„This is a man’s, man’s, man’s world
But it wouldn’t be nothing, nothing without a woman or a girl”.
AiR

Jestem zachwycony całym opisem zwiedzanych miejsc
Bardzo dziękujemy😍 Do Holandii jeździmy od lat. Kochamy to miejsce 😍